14 Maja 2020
Są tacy ludzie, i takie spotkania, które zmieniają życie. Czy Ojciec Święty miał dużo kolegów? – A czy papież, jak był mały, to czy bił się z chłopakami? – A czy papież lubi zęby myć? – Czy lubi być papieżem? – A czy papież lubi szpinak? Takich pytań nikt już nigdy nie zadał papieżowi.
więcej »
Lubią dobre jedzenie w dobrym towarzystwie. Nie pogardzą żadną okazją do świętowania. Na wszystko mają czas. Potrafią celebrować liturgię w kościele i każdą chwilę z drugim człowiekiem.
Stworzenia o supermocach. Zdarza się im pełnić zadania specjalne. Są najdzielniejsze, najtwardsze i najlepiej przystosowane do życia w naszym kraju.
Choć przez minutę albo dwie mieli szczęście patrzeć w oczy świętemu Janowi Pawłowi II. Dlaczego do dziś wspominają to spotkanie?
Do portu w Nowym Jorku wpłynął statek z Francji. Na pokładzie miał niezwykły ładunek. Ogromną kobiecą postać.
Ludzie chodzą do kościoła, spotykają się. Życie toczy się tak, jakby nie było pandemii. Tylko szkoły są pozamykane, a na targowiskach muszą być baniaki z wodą i mydło.
„Jesteś wojowniczką, jesteś silna, odważna. Kiedy to wszystko się skończy – wycałuję cię” – napisała 11-letnia Irene w liście do swojej mamy, pielęgniarki.
Chyba nigdy nie mówili o sobie „mój przyjaciel”, ale więzy, które z czasem stworzyli, były wyjątkowo głębokie.
Jedyny w swoim rodzaju, a właściwie jedyny taki w ogóle. W jego ładowni mógłby się odbyć pierwszy lot braci Wright. Mieści się tam pociąg albo 50 średniej wielkości samochodów.
Błyszczące linie pędzące po niebie. Taki widok to początek nowej ery.
Nie mogę nie napisać w tym numerze „Małego Gościa” o ministrancie Karolu Wojtyle, a właściwie o… prezesie, bo Lolek był szefem kółka ministranckiego w wadowickiej parafii Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.