Jak na drożdżach

Jak na drożdżach

dodane 19.06.2015 09:44

Marcin Jakimowicz

MGN 07/2015 |

Od kilku lat modlimy się na oazie, ale nie ma zbyt wielu osób. Zastanawiam się, czy to wszystko ma sens.

Aga!

Jasne, że ma sens. Tych kilka osób są dla Jezusa prawdziwym skarbem. On sam nie miał więcej przyjaciół :)

Wiem, o czym piszę, bo zdarzały się spotkania wspólnoty, w której się modlę, na które przychodziły 4 (słownie: cztery) osoby, a ludzie zastanawiali się, czy nie lepiej wywiesić na drzwiach kościoła klepsydry zawiadamiającej o śmierci „śp. Diakonii Modlitwy”. Mamy jednak Boga, który wskrzesza umarłych. Jest Tym, który „daje wzrost” i zapowiada: „gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w Imię moje, tam Ja jestem”. Zobacz, że Jezus nie mówił o dwóch, trzech tysiącach! Naprawdę wystarczą dwie, trzy osoby.

Oczywiście lepiej byłoby, gdyby nasze wspólnoty były liczne, ale jeśli tak się nie dzieje, nie możemy rozpaczać i szlochać w rękaw nucąc pod nosem: „Mało nas, mało nas do pieczenia chleba”.

W polskim Kościele przyzwyczajeni jesteśmy do wielotysięcznych masówek. Czytamy na przykład, że ostatnio na koncertach w czasie Bożego Ciała padły rekordy frekwencji. W Rzeszowie zebrało się aż 40 tysięcy ludzi, a w Mysłowicach wielbił Boga aż 30- tysięczny tłum. A potem wracamy do naszych parafialnych salek i… robi nam się łyso. Bóg jednak podpowiada: „Nie szukam masówek. Chcę spotkać się z wami osobiście”.

– Niepotrzebnie boimy się tego, co małe – mówi bernardyn o. Cyprian Moryc – Masówka nie zastąpi nigdy bliskości, rodzinności. Pamiętajmy, Jezus otoczył się w Wieczerniku malutką wspólnotą. Siedemdziesięciu było tylko od czasu do czasu, a tłumy były kręgiem najdalszym. Takie małe wspólnoty mogą promieniować, być zaczynem, nadawać smak. Identyczne słowa słyszałem z ust Pierre’a-Marie Delfieux, założyciela Wspólnot Jerozolimskich: „Nadszedł czas malutkich żywych wspólnot. Drożdże w cieście są też małe, a Jezus zapewnił, że taki zaczyn wystarczy, by wyrosło ciasto. Widzę tylko jeden problem: zaczyn musi być prawdziwy”.

Kościół jest takim zaczynem, malutką szczyptą soli, która w pogańskim środowisku daje znaki wiary i nadaje smak wszystkiemu. Malutka wspólnota powoduje ferment w całym środowisku! Ja zawsze mówiłem ludziom ze wspólnot, które prowadziłem: nie musi być nas wielu, może być garstka, to wystarczy!

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Jak na drożdżach

Jak na drożdżach

dodane 19.06.2015 09:44

Marcin Jakimowicz

MGN 07/2015 |

Od kilku lat modlimy się na oazie, ale nie ma zbyt wielu osób. Zastanawiam się, czy to wszystko ma sens.

Aga!

Jasne, że ma sens. Tych kilka osób są dla Jezusa prawdziwym skarbem. On sam nie miał więcej przyjaciół :)

Wiem, o czym piszę, bo zdarzały się spotkania wspólnoty, w której się modlę, na które przychodziły 4 (słownie: cztery) osoby, a ludzie zastanawiali się, czy nie lepiej wywiesić na drzwiach kościoła klepsydry zawiadamiającej o śmierci „śp. Diakonii Modlitwy”. Mamy jednak Boga, który wskrzesza umarłych. Jest Tym, który „daje wzrost” i zapowiada: „gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w Imię moje, tam Ja jestem”. Zobacz, że Jezus nie mówił o dwóch, trzech tysiącach! Naprawdę wystarczą dwie, trzy osoby.

Oczywiście lepiej byłoby, gdyby nasze wspólnoty były liczne, ale jeśli tak się nie dzieje, nie możemy rozpaczać i szlochać w rękaw nucąc pod nosem: „Mało nas, mało nas do pieczenia chleba”.

W polskim Kościele przyzwyczajeni jesteśmy do wielotysięcznych masówek. Czytamy na przykład, że ostatnio na koncertach w czasie Bożego Ciała padły rekordy frekwencji. W Rzeszowie zebrało się aż 40 tysięcy ludzi, a w Mysłowicach wielbił Boga aż 30- tysięczny tłum. A potem wracamy do naszych parafialnych salek i… robi nam się łyso. Bóg jednak podpowiada: „Nie szukam masówek. Chcę spotkać się z wami osobiście”.

– Niepotrzebnie boimy się tego, co małe – mówi bernardyn o. Cyprian Moryc – Masówka nie zastąpi nigdy bliskości, rodzinności. Pamiętajmy, Jezus otoczył się w Wieczerniku malutką wspólnotą. Siedemdziesięciu było tylko od czasu do czasu, a tłumy były kręgiem najdalszym. Takie małe wspólnoty mogą promieniować, być zaczynem, nadawać smak. Identyczne słowa słyszałem z ust Pierre’a-Marie Delfieux, założyciela Wspólnot Jerozolimskich: „Nadszedł czas malutkich żywych wspólnot. Drożdże w cieście są też małe, a Jezus zapewnił, że taki zaczyn wystarczy, by wyrosło ciasto. Widzę tylko jeden problem: zaczyn musi być prawdziwy”.

Kościół jest takim zaczynem, malutką szczyptą soli, która w pogańskim środowisku daje znaki wiary i nadaje smak wszystkiemu. Malutka wspólnota powoduje ferment w całym środowisku! Ja zawsze mówiłem ludziom ze wspólnot, które prowadziłem: nie musi być nas wielu, może być garstka, to wystarczy!

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |