nasze media Najnowszy numer MGN 11/2017

Joanna Bątkiewicz-Brożek

dodane 03.01.2012 09:59

Zmarł przyjaciel Jana Pawła II

W Rzymie w wieku 91 lat zmarł Jerzy Kluger, żydowski przyjaciel Jana Pawła II ze szkoły w Wadowicach. O ich przyjaźni pisaliśmy w grudniowym numerze "Małego Gościa".

Przyjaciel Żyd

– A w tamtym domu mieszkał Jurek Kluger – mówił Jan Paweł II, kiedy ostatni raz był w Wadowicach.
– Po szkole chodziliśmy razem na kremówki – dodał śmiejąc się i zasłaniając twarz białą kartką

Tak Polska dowiedziała się o istnieniu najserdeczniejszego przyjaciela papieża. Dziś Jerzy Kluger mieszka w Rzymie. Ma 91 lat. – Niestety mąż jest ciężko chory i umiera w szpitalu – łamiącym głosem mówi pani Renee Kluger, Irlandka i katoliczka.
Zgodziła się opowiedzieć o przyjaźni swojego męża, a potem ich rodziny z Janem Pawłem II.

Najpierw Jurek

– Braliśmy z mężem trzy śluby: cywilny, katolicki i w rycie żydowskim – wspomina. – Nasze dwie córki Linda i Lesley miały najlepszego wujka na świecie, Karola Wojtyłę – dodaje. – Papież chrzcił ich dzieci, a więc nasze wnuki. Potem udzielał im pierwszej komunii.
Państwo Klugerowie byli częstymi gośćmi w Watykanie. – Kiedy Karol Wojtyła został Papieżem, w naszym rzymskim mieszkaniu zadzwonił telefon – opowiada pani Renee. – Papieski sekretarz, ksiądz prałat Stanisław Dziwisz, zaprosił nas na pierwszą audiencję do Jana Pawła II. Byliśmy wzruszeni, ale wiedzieliśmy też, że jesteśmy wśród trzech tysięcy zaproszonych i nie marzyliśmy nawet o tym, że uda się nam z bliska spojrzeć na papieża – opowiada pani Klugerowi. – Podczas audiencji zaczęto wymieniać gości. Pierwsze padło nazwisko… Jurka Klugera! Ks. dziwisz skinął ręką. Podeszliśmy. Serca biły nam z radości! – To był trochę szok w Watykanie – dodaje pani Klugerowa. – Papież zaczął pierwszą swoją audiencję od serdecznego uścisku z Żydem!

Jak bracia

Pani Renee wzruszona, zawiesza głos. Po chwili opowiada dalej: – Jurek i Karol kochali się jak bracia, razem spędzili całe dzieciństwo. Jurek cały czas wspominał te czasy!
W domu Wojtyłów było dość biednie. Po śmierci mamy, mały Karol często przychodził do zamożnego domu Klugerów na zupę czy posiłek. – Ale było i tak, że to Jerzy zajadał się kiełbasą w kuchni Wojtyłów – dorzuca pani Klugerowa. – Tylko, że to był u nich luksus. I Jurek to cenił. Wojtyłowie zawsze dzielili się tym, co mieli. Jerzy domu Karola spędzał sporo czasu. Chłopcy siadali przeważnie przy okrągłym kuchennym stole pod oknem. Razem się uczyli. Tata przyszłego papieża siedział zwykle przy biurku zawalonym książkami. Często opowiadał chłopcom o historii Polski, starożytnej Grecji i Rzymu. Niezwykle barwnie. Potrafił naśladować głosem różnych bohaterów. Wiedział wszystko. Dlatego nazywali pana Wojtyłę „kapitanem”. Na koniec często grali w kuchni w piłkę zrobioną ze szmatek.

Piłka, wiśnie i narty

Piłka nożna zresztą była ulubionym zajęciem chłopców. Nieraz grali w tej samej drużynie piłkarskiej, bo Lolek często stał na bramce u Żydów. Lolek i Jurek grali też w tenisa i biegali na sto metrów. Po zawodach Lolek zabierał swojego przyjaciela na spotkania koła teatralnego, a potem razem zajadali się słynnymi wadowickimi kremówkami. Latem chłopcy pływali w lodowatej Skawie, a w sadzie pewnej mieszkanki Wadowic zrywali wiśnie. Żeby pomóc, a przy okazji najeść się ulubionych owoców. To nic, że potem brzuchy bolały!
Zimą jeździli na nartach. Pewnego dnia odkryli, że wojsko wybudowało za miastem coś w rodzaju skoczni. – To była frajda! Spędzali tam długie godziny do zmroku – wspomina pani Renee Kluger, żona Jerzego. – Czasem dopadał ich tam zmrok i do domu wracali na wyścigi. Trochę ze strachu przed wilkami, trochę żeby nie dostać bury w domu – śmieje się.

Śniadanie w Watykanie

Podczas II wojny światowej drogi przyjaciół z Wadowic rozeszły się. – Po latach, kiedy Karol Wojtyła został krakowskim arcybiskupem, odnalazł nas w Rzymie – wspomina pani Klugerowa. – Pamiętam dobrze ten wieczór. Ktoś zadzwonił do drzwi. Otwarł Jurek i zaniemówił z wrażenia. Po drugiej stronie progu stał jego najlepszy przyjaciel z Wadowic, w czarnej sutannie i z biskupim biretem na głowie. Obaj płakali ze szczęścia. – Za każdym razem kiedy arcybiskup i potem kardynał Wojtyła przyjeżdżał do Rzymu, odwiedzał Jurka – dodaje. – A kiedy został papieżem i na stałe tu zamieszkał, zapraszał nas czasem do Watykanu. Zwykle poniedziałkowe Wielkanocne śniadanie jadaliśmy razem z nim.
Jerzy Kluger dzięki przyjacielowi Karolowi Wojtyle, zaprzyjaźnił się z wieloma katolickimi księżmi i kardynałami. – Mąż często wracał wspomnieniami do pewnego wieczoru, kiedy razem z kard. Deskurem, bliskim przyjacielem papieża, kard. Rubinem i prof. Wolfem Grossem, żydem, grali w karty. Za oknem roztaczał się widok na oświetloną kopułę Bazyliki Św. Piotra. Jerzy zaśmiał się wtedy i powiedział: „Nie wiem, co będzie się działo dalej, i co z tym zrobi papież, ale wiem na pewno, że w Watykanie po raz pierwszy w historii dwaj Żydzi grają w karty z dwoma kardynałami!”.

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    wojas004
    ostatnia aktywność: 17.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 31
  • 2
    hermiona73
    ostatnia aktywność: 13.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 11
  • 3
    kiraga
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 6
  • 4
    Riri
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 5
    Tala56
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 1