publikacja 12.08.2008 09:16
Hau, Przyjaciele!
Dziwna sprawa. Jest piątek, dom bez dzieci dziwnie pusty, a tu rodzice nie poszli do pracy tylko do kościoła. Musi być jakieś święto, bo inne też maszerowali na mszę. A potem zaczął się śliczny i słodki dzień. Przyszli babcia z dziadkiem. Panowie śledzilli zmagania olimijczyków. Uwielbiam to. Pan rozsiadł się dzisiaj za bardzo na swoim fotelu, ale znalazłem sobie miejsce na kanapie obok dziadka. Pani i Babcia tylko co jakiś czas wpadały do pokoju, wolały rozmawiać w kuchni, a potem przeniosły się do ogrodu. Wszystkie drzwi były otwarte, wiec biegałem między werandą, gdzie były pyszne ciastka, a pokojem, gdzie żebrałem o paluszki i orzeszki. Jednak najlepiej było potem, gdy wszyscy razem poszli na cmentarz, a w drodze powrotnej ruszyli obejrzeć nową drogę, a następnie skierowali się na pola. A wszystko spokojnie, bez pośpoiechu. Pewnie uznali, że raz powinienem porządnie wytropić wszelkie ślady. Wykorzystałem tę możliwość do końca, aż mi się we łbie kręciło od nadmiaru zapachów. Cześć. Tobi.
piątek, 15 sierpnia, 2008r.