nasze media Najnowszy numer MGN 10/2017

Wojciech Teister

dodane 05.03.2015 14:57

Bóg strzelił sobie w stopę?

Zdaniem Piotra Żyłki billboardy z napisem "Nie cudzołóż" to ewangelizacyjny strzał w stopę, bo ewangelizacja to głoszenie dobrej (a nie złej) nowiny. I chociaż uważam, że kampanii daleko do doskonałości, to nie sposób nie zadać pytania: Czy Bóg również się pomylił?

Billboardowa akcja pod tytułem "Konkubinat jest grzechem. Nie cudzołóż" zorganizowana przez Ośrodek Duszpasterstwa Rodzin działający przy Episkopacie Polski spotyka się z bardzo zróżnicowanym odbiorem również w środowisku katolickim. Solidną krytykę pomysłu przedstawił m. in. Piotr Żyłka na portalu Deon.pl.

W swoim tekście wyciąga przeciw akcji szereg zarzutów. Oto najpoważniejsze z nich:

1. Billboardy z walącym po oczach hasłem "Konkubinat to grzech. Nie cudzołóż!" musiał wymyślić ktoś, kto kompletnie nie rozumie, że Ewangelia jest Dobrą (a nie złą) Nowiną, a straszenie ludzi i wrzeszczenie na nich, to najgorszy z możliwych pomysłów na ewangelizację.

2. Chrześcijaństwo z kolei nie jest jakimś opresyjnym systemem z nagrodami i karami, w którym musimy na wszystko sobie zasłużyć, a jak jesteśmy niegrzeczni, to zły Bóg się na nas wkurza i zaczyna się na nas mścić.

3. Jeżeli naprawdę nam na kimś zależy, najpierw powinniśmy próbować podzielić się z nim fundamentalną prawdą, która mówi, że Bóg go kocha za darmo, że wszystko jest mu dane z łaski, na nic nie musi sobie zasłużyć. Dopiero kiedy to do niego dotrze, pojawia się jakaś sensowna perspektywa zrozumienia, czym jest grzech.

Piotrku, czytam Twoje argumenty i - choć w zasadniczym zarysie się z nimi zgadzam - to jednak sposób w jaki je wyraziłeś wydaje mi się również czymś, co określiłbym mianem "ewangelizacji zredukowanej". I szczerze mam wątpliwości czy Twoja diagnoza może być w ogóle zastosowana do tej akcji.

Masz rację, gdy piszesz, że Ewangelia jest Dobrą, a nie zła Nowiną. Absolutnie zgadzam się z tym, że jeśli nam na kimś zależy, jeśli chcemy, by ktoś powrócił do Kościoła, to najpierw musi wiedzieć dla Kogo (a nie po co) tam warto wracać. Nie można zrozumieć istoty grzechu bez odkrycia Bożej Miłości. Bo grzech jest rezygnacją z tej Miłości. A jednak nad Wisłą żyje ponad 30 milionów ludzi, a wśród nich wielu takich, którzy są w Kościele, wiedzą czym jest grzech, Bóg nie jest im obojętny, ale przeżywają kryzys małżeństwa. Dla nich taki mocny komunikat może być jak otrzeźwiający kubeł zimnej wody. Osobiście znam małżeństwo, które gdyby nie taka terapia szokowa w pewnym momencie ich życia, już dawno nie byliby razem.

Piszesz, że chrześcijaństwo to nie opresyjny system kar i nagród, a Kościół nie ma pełnić roli policjanta i znowu masz rację. Z drugiej jednak strony jednym z zadań Kościoła jest kształtowanie sumienia. Czy w takim razie Twoim zdaniem chrześcijanie w obawie, że ktoś kto nie rozumie pojęcia grzechu się zrazi, nie mogą operować tym terminem w przestrzeni publicznej?

Piszesz, że nie można przedstawiać Boga jako Kogoś, kto się mści, gdy nie spełniamy Jego oczekiwań. I masz oczywiście rację. Od 12 lat prowadzimy w parafii co roku rekolekcje Seminarium Odnowy Wiary i zawsze jedna z pierwszych konferencji jest na temat obrazu Boga. Dla wielu ze słuchaczy odkrycie faktu, że On kocha nas totalnie za darmo jest czymś absolutnie odkrywczym. I o tym trzeba mówić. Ale czy widzisz na tym billboardzie jedno słowo o straszeniu piekłem lub Bogu, który się wkurza i mści? To są słowa, które już sam dopisałeś. Na plakatach jest prosty i neutralny w gruncie rzeczy komunikat informujący o tym, że konkubinat jest grzechem. Podparty cytatem z Boga: "Nie cudzołóż". Czy na serio uważasz, że Pan Bóg nie ma pojęcia o ewangelizacji? Przecież to Jego słowa zostały zamieszczone na tablicach. On osobiście rozpoczął taką akcję, dając Mojżeszowi tablice z przykazaniami.

Wydaje mi się, że w swoim tekście mocno uprościłeś panoramę polskiego Kościoła. Przedstawiłeś go jako społeczność złożoną wyłącznie z ludzi, którzy nigdy nie spotkali dotąd Jezusa. Tymczasem tak nie jest. Wielu stoi na rozdrożu. Niektórzy (nie wszyscy) potrzebują w tej sytuacji jasnego komunikatu. Masz oczywiście rację, że są i tacy, których ta akcja nie przyciągnie do Kościoła, bo ze względu na brak doświadczenia Boga, pojęcie grzechu rozumieją jako narzędzie opresji ze strony hierarchii. I tego faktu autorzy akcji nie zauważyli. Ale czy rozwiązaniem jest wyrzucenie pojęcia grzechu z przestrzeni publicznej? Skąd! Rozwiązaniem są właściwe proporcje. Jeśli czegoś brakuje mi w tej kampanii, to właśnie tego. Na jeden billboard mówiący, że konkubinat jest grzechem powinny przypadać dwa z komunikatem, że małżeństwo pobłogosławione przez Boga jest jednym z największych prezentów jaki mogliśmy dostać. Jestem o tym przekonany, bo sam od niedawna tego doświadczam. Jednak ten błąd nie jest błędem, który dyskwalifikowałby akcję! Choćby dlatego, że w Polsce mnóstwo ludzi dobrze zna pojęcie grzechu, ale w skutek społecznego poluzowania norm w sprawie konkubinatu odłożyła prawdę o grzechu na zakurzoną półkę. A billboardowa kampania pełni rolę katechizacji, nie ewangelizacji.

Masz pełną rację, że ewangelizacja to głoszenie Dobrej Nowiny. Jest dobra, bo to nowina o Jezusie Chrystusie. Bogu, który stał się człowiekiem i za darmo wyciągnął nas z naszych grzechów. By to zrozumieć musimy wiedzieć Kim jest Jezus, ale też wiedzieć czym jest grzech. W przeciwnym razie nie docenimy tego, jak wiele dla nas zrobił.

Post Scriptum: Piotrku nie daje mi spokoju jeszcze jedno pytanie: Czy ci, których dziś oburza akcja i deklarują, że rzekomy negatywny przekaz zniechęca ich do powrotu do Kościoła rzeczywiście nawróciliby się i zerwali z grzechem, gdyby na billboardach było o Bożej Miłości? Czy może narzekają, by usprawiedliwić swój brak przemiany życia?

« 1 »
oceń artykuł
  • TomaszL
    09.03.2015 09:24
    Czytając dyskusje na (podobno) katolickich portalach coraz bardziej widać, iż ta akcja bilbordowa ma sens.

    Po pierwsze, bo pokazuje, jak wielu znalazło sobie doskonałe wymówki od głoszenia jasnej prawdy. Banialuki o tzw. miłosierdziu czy tzw. miłości nie są ani ewangelizacją, ani też nikogo nie nawrócą na drogę zbawienia.

    Po drugie nie ma czegoś takiego, jak ewangelizacja bez mówienia o grzechu. Te współczesne pitu-pitu kończy się, gdy emocje opadają.
    Trzeba byś ślepym, aby nie widzieć korelacji pomiędzy współczesnym "ewangelizowaniem" a pustymi kościołami.

    Po trzecie, najważniejsze. Sacrum przestrzeni publicznej. Nie można w tej przestrzeni mówić o grzechu, bo kogoś takie mówienie może urazić.
    Kogo?

    W mojej ocenie wielu letnich katolików, którzy uważają się za tych dobrych, wspaniałych, pobożnych. Ale niestety pogan.
    Żadnego katolika publiczne nawiązanie do Dekalogu nigdy nie urazi.

  • Jerzyk
    10.03.2015 19:51

    Jezus bardzo wyraźnie pokazuje miłość Ojca w przypowieści o "Marnotrawnym Synu" Łk.15;11-32.
    - Ojciec z otwartymi ramionami przyjmuje grzesznego syna i cieszy się z jego powrotu.

    - Jezus zaleca nawet miłość do nieprzyjaciół.
    Mt 5:44 bt "A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują,"
    Łk 6:27 bt "Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą;"


    - Jezus jasno i wyraźnie mówi o grzesznikach,
    Łk 15:7 bt "Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia."

    - Ten baner jedynie pokazuje grzech.

    - Co załatwia pokazanie grzechu?
    Jedynie to, że ktoś poczuje się lepiej, udając że coś robi.

    - Jest to jedynie pewna forma oskarżania.
    Powstaje pytanie,
    - Kto oskarża?
    Odpowiedź jest w Apokalipsie.
    - "I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym" Ap.12;10.

    Szatan mówi do Boga,
    - Zgrzeszyli, więc do mnie należą.

    Ten baner pokazuje grzesznikom,
    - Należycie do szatana.

    - Czy o to chodzi w Świętym Jezusowym Kościele Katolickim?

    Ps. Nie wymyśliłem to sam, słyszałem to na rekolekcjach.

    - Dzisiejsza Ewangelia.

    Mt 18,21-35

    Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”

    Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

    Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, i tak dług oddać.

    Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

    Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!» Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

    Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

    Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy, darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługa, jak ja ulitowałem się nad tobą?» I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.

    Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

    Oto słowo Pańskie.

  • Vero
    11.03.2015 07:00
    Billboardy to naprawdę świetny pomysł!
    Od kiedy zawisły, już kilkadziesiąt związków konkubinackich zapisało się na nauki przedmałżeńskie i poszło do spowiedzi.

    Kler nie posiada dzieci (a przynajmniej ich nie wychowuje) więc prawdopodobnie stąd wie najlepiej jakimi metodami wychować "niegrzeczne owieczki".

    A to, że przemawia w imieniu Boga, to przecież prawo nadane od przeszło dwóch tysiącleci. Dobrze, że ma podłączoną stałą linię telekomunikacyjną z Bogiem, żeby móc konsultować swoje pomysły.
    doceń 0
  • Gość
    23.06.2016 16:10
    Tak to prawda, że głoszenie Dobrej Nowiny to głoszenie Miłości Bożej, ale Bóg daje na Dekalog właśnie z miłości. Żebyśmy wiedzieli co robić, by trafić do Nieba. Nie zostawia nas bez jakiejkolwiek wskazówki.
    doceń 0

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 10.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 9
  • 2
    zzuzza
    ostatnia aktywność: 02.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 3
    jad
    ostatnia aktywność: 17.09.2017
  • 4
    OlaGuga
    ostatnia aktywność: 19.09.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 5
    wierzchowskijan49
    ostatnia aktywność: 26.09.2017
    łączna liczba komentarzy: 1