nasze media Najnowszy numer MGN 12/2017

Franek Fałszerz

|

MGN 09/2005

dodane 18.07.2012 13:05

Odlotowy obraz

Józef Chełmoński (1849-1914), „Bociany”, 1900

Lubicie konie? Józef Chełmoński też je lubił. Świetnie malował galopujące rumaki. Szczególnie podoba mi się jego „Czwórka”. Jest lepsza od „Trojki” – o jednego konia. W związku z tym chciałbym wszystkim miłośnikom koni zaprezentować obraz „Bociany”. – Łeee, a jaki to ma związek z końmi? – skrzywicie się na pewno. Ma bardzo duży, a to za sprawą Chełmońskiego, który jest autorem zarówno obrazów z końmi, jak i z bocianami. Poza tym bociany to też zwierzęta. Mniejsze, to prawda, ale latają wyżej niż konie. Ktoś powie, że konie w ogóle nie latają. No właśnie, dlatego bociany latają wyżej.

Zostawmy jednak te rozważania zoologiczne i przejdźmy do prezentowanego tu obrazu. Jak wspomniałem, nazywa się „Bociany” i z tego względu jest bardzo polski, bo bociany są w dużej części Polakami, tyle że co roku opuszczają kraj za chlebem (a właściwie za myszami czy innymi żabami). Żeby nie było nieporozumień, informuję od razu, że bociany to te stworzenia u góry obrazu. Poniżej występują ludzie, którzy też są Polakami, a konkretnie chłopami. To znaczy jeden jest chłopem, bo drugi dopiero chłopakiem. Chłopi byli bardzo przywiązani do ziemi i to nie tylko za sprawą grawitacji. Dlatego pewnie z taką tęsknotą patrzą na te ptaki, bo też by chcieli odlecieć. Tak naprawdę to Józef Chełmoński patrzył z tęsknotą nie tylko na bociany, ale wszystko, co wiejskie.

  Józef Chełmoński (1849-1914)
Obraz powstał w roku 1900, a to były czasy, gdy wielu artystów – w odróżnieniu od wielu miejscowych – zachwycało się życiem na wsi. Podobały im się nie tylko pejzaże, ale, jak mówili, „życie zgodne z naturą”. Chełmoński z początku tę naturę pokazywał bardzo dosłownie. Gdy namalował obraz „Babie lato”, znawcy sztuki gorszyli się, że leżąca na łące kobieta ma brudne nogi i w ogóle „nie budzi głębszych wzruszeń poetyckich”. Potem jednak w samym Chełmońskim wzruszenia poetyckie się obudziły. Obraz „Bociany” jest tego przykładem. Chłop ma, co prawda, brudne nogi, ale to jest brud „zdrowy”, taki swojski, polski – tak zresztą, jak wszystko w tym obrazie. Chałupy kryte strzechą, drzewo z bocianim gniazdem, woły w zaprzęgu, drewniana łyżka w jednym ręku chłopa i gliniane „dwojaki” w drugim – to taki jakby pomnik uczciwej pracy i tego, co nieskażone cywilizacją. Gdyby Chełmoński żył do dzisiaj, dostałby order od ekologów. Zresztą, gdy publiczność ujrzała ten obraz, przyjęła go z zachwytem.

Najbardziej podobało się, że to wszystko takie właśnie polskie. Pamiętajcie, że to był czas zaborów, więc ludzie po ponad stu latach pozbawienia niepodległości byli szczególnie uczuleni na takie rzeczy. Miastowym zaczęło się wydawać, że na wsi przechowała się prawdziwa Polska. Krzywili się, że w miastach ludzie za bardzo oglądają się na to, co obce. Rzeczywiście, na polskiej wsi wszystko było wtedy takie jak przed rozbiorami, ale nie z miłości do tradycji, tylko z powodu zapóźnienia. To się mogło podobać, tak jak dziś turystom podoba się skansen, ale żyć by tam na stałe raczej nie chcieli. Ale to zupełnie inna sprawa. Ludzie uznali, że Chełmoński stworzył wzór polskiej sztuki narodowej i postawili go obok Matejki. To tyle, moje smoki, na ten raz. Nie bierzcie wzoru z bocianów i nie odlatujcie.