nasze media Najnowszy numer MGN 10/2017

Adam Śliwa

|

MGN 01/2014

dodane 01.01.2014 11:05

Kolorowy orszak

Zbliża się wieczór, pustą i zimną ulicą idzie kolorowa grupa. Śpiewają. Pukają do każdego domu.

W salce przy parafii trwają przygotowania do tegorocznej kolędy. Trzeba rozdzielić role, przygotować stroje, nauczyć się tekstów. Kolędników jest 12, więc uda się stworzyć dwie grupy. To jedna z najstarszych takich grup w Polsce. Pani Halina Czarnecka od 17 lat opiekuje się kolędnikami misyjnymi w Śmiłowie niedaleko Piły.

Kakao na twarzy

W grupie nie może zabraknąć Maryi, Józefa, pastuszków i... dziecka z kraju, dla którego zbierane są pieniądze. W tym roku będzie to dziecko z Konga. Spotykają się przez cały rok. Razem z panią Haliną tworzą ognisko misyjne. – Poznajemy jak żyją dzieci w innych krajach, jeździmy na kongresy misyjne, a w zeszłym roku trafiliśmy nawet na ogólnopolski plakat o kolędnikach – opowiada pani opiekunka ogniska. – Stroje przygotowujemy własnoręcznie. Mamy chusty w kolorach misyjnych. Każdy kolor to symbol innego kontynentu. Czerwona chusta to Ameryka, żółta – Azja, zielona – Afryka, biała – Europa a niebieska – Oceania – tłumaczy pani Halina. Kolędnicy są uczniami szkoły podstawowej. Oliwia swojej roli nauczyła się, jeszcze zanim zaczęła czytać i pisać. W śmiłowskiej grupie jest też dwóch chłopców. – W tym roku będę już kolędował po raz trzeci – opowiada Kuba, który w zeszłym roku występował jako chłopiec z Afryki. – Na całej twarzy miałem rozmazane kakao – śmieje się. W niektórych rodzinach kolędowanie misyjne to już tradycja. Ci, którzy zaczynali 17 lat temu, to dziś ciocie albo mamy obecnych kolędników. W niewielkim Śmiłowie przez ten czas kolędnikami misyjnymi było już prawie sto osób.

40 domów dziennie

– Zaczynamy 26 grudnia, w drugie święto Bożego Narodzenia. Po Mszy i błogosławieństwie księdza wyruszamy – wyjaśnia pani opiekunka. Kolorowy orszak z wielkimi gwiazdami wygląda tak atrakcyjnie, że kierowcy zatrzymują się, trąbią życzliwie i machają kolędnikom. Mali misjonarze odwiedzają wszystkie domy w Śmiłowie. – Mimo zimna, a czasem deszczu czy śniegu po kolana, to fajna przygoda – przyznają. – No i najważniejsze, pomagamy dzieciom w Afryce – dodają chórem kolędnicy. Większość rodzin przyjmuje ich bardzo chętnie. Kolędnicy pukają do drzwi, kłaniają się i śpiewają kolędę. – Potem przedstawiamy naszą scenkę i na zakończenie znowu śpiewamy – opowiadają dzieci przygotowując kolejne elementy do swoich strojów. Na stole leżą kolorowe materiały, bibułki i wszystko, co potrzebne, by zamienić się w Maryję, Józefa i pastuszków. – Wiele osób zaprasza nas na herbatę albo nawet na coś więcej – mówi pani Halina. – Ale często musimy odmawiać, bo nie zdążylibyśmy wszystkich odwiedzić – wyjaśnia. Kolędowanie w Śmiłowie trwa trzy, cztery dni. W jedno popołudnie kolędnicy odwiedzają ok. 40 domów. – W zeszłym roku mieliśmy wielką niespodziankę – wspomina pani Halina. – Jedna z rodzin wyjechała na święta i gdy podeszliśmy pod ich drzwi, znaleźliśmy reklamówkę pełną słodyczy z karteczką: „Dla kolędników misyjnych”. Adam Śliwa

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 10.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 9
  • 2
    zzuzza
    ostatnia aktywność: 02.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 3
    jad
    ostatnia aktywność: 17.09.2017
  • 4
    OlaGuga
    ostatnia aktywność: 19.09.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 5
    wierzchowskijan49
    ostatnia aktywność: 26.09.2017
    łączna liczba komentarzy: 1