Tylko Serbołużyczanie organizują ptasi kwas. Po polsku: ptasie wesele. To wyjątkowe święto. Oznacza, że wiosna już blisko.
Charlotte i Paul Henry, czyli państwo młodzi podczas „ślubu” protestanckiego w wiosce Budišink koło Budziszyna
fot. HENRYK PRZONDZIONO
W nocy z 24 na 25 stycznia dzieci naszych zachodnich sąsiadów – Serbołużyczan – na parapety okien wystawiają tace. Rano znajdują na nich przeróżne słodkości. Najczęściej czekoladowe gniazda i nadziewane kremem ptaki. Następnego dnia, równie oczekiwanego, za oknem leżą pieczywo i ciasta z ornitologicznymi dodatkami. A w przedszkolach i szkołach uczniowie zajadają się drożdżówkami w kształcie ptaków.
KOLOROWE DZIOBY
We wsi Chrościce, niedaleko niemieckiego Budziszyna tuż przy granicy z Polską, starsi już od rana wyglądają pochodu przedszkolaków w paradnych strojach. Na czele pochodu idzie „braszka” – mistrz ceremonii z batem w ręku. On odpowiada za przebieg wesela. Co ciekawe – panna młoda ubrana jest w czarno-białe kolory, bo czerń u Łużyczan to kolor weselny. Głowy pozostałych dziewczynek ozdabiają charakterystyczne koronki przypominające skrzydła. Chłopcy obowiązkowo w cylindrach. Wszystkie dzieci biorące udział w zabawie mają przyczepione do głów wymyślne, kolorowe dzioby.
DWUJĘZYCZNI
W Saksonii dzieci uczą się dwóch języków – niemieckiego i łużyckiego. W tych dwu językach przedstawiają też ptasi kwas, czyli ptasie wesele. „Witajcie na ptasi kwas, ludziom to jest piękny czas” – śpiewają mali aktorzy. Pani Barbara Krahl już po raz 9. organizuje takie przedstawienie w domu kultury. Zdradza, że wszystkie dzieci są Niemcami, ale chętnie uczą się serbołużyckiego. Przydaje się nie tylko przy „ptasich godach” czyli ślubie sroki z gawronem, ale również na co dzień w tym dwukulturowym regionie.
Serbołużyczanie to naród słowiański mieszkający w niemieckiej Saksonii, nad rzeką Sprewą, w okolicy Budziszyna (górnołużyczanie) i Chociebuża (dolnołużyczanie). Ale też w Czechach przy granicy z Niemcami, w Stanach Zjednoczonych i w Australii. Mówi się, że Serbołużyczanie to kropla słowiańszczyzny w morzu germańskim. Dzięki temu, że bardzo pielęgnują swoją tradycję, że między innymi wydają i czytają książki (nawet Pismo święte) w języku serbołużyckim, zachowali swoją tożsamość i odrębność.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.