Gdyby przyznawano ministrancki medal uśmiechu, mógłby zostać jego laureatem. Piotr Mitko opowiada kilka mało poważnych wydarzeń z poważnej służby.
Piotr Mitko na rowerze przejechał dotąd 34 700 km
fot. ROMAN KOSZOWSKI
W wakacje porusza się tylko na rowerze. Piotr Mitko na dwóch kółkach przejechał w sumie 34 700 kilometrów. To tak, jakby dwa razy, tam i z powrotem, przebyć drogę z Polski do Japonii. W minionym roku pokonał 4 tys. kilometrów, jeżdżąc po Islandii. – To była podróż jak z bajki – mówi krótko. Potem, przez wiele miesięcy montował film z tamtej wyprawy.
– Ten film ma być zabawny – opowiada. – Starałem się pokazać z przymrużeniem oka nawet te momenty, gdy było mi ciężko. Gdy pogoda nie dopisała, gdy musiałem jeść różne świństwa – uśmiecha się podróżnik. Ale ostatnia wyprawa nie była wcale najdłuższą. Wcześniej w 55 dni przejechał na rowerze przez 9 państw i 16 wysp. Tak okrążył Morze Bałtyckie.
– Właściwie na rowerze wybrałem się z Katowic do Szczecina. Tylko że przez Przylądek Północny – śmieje się Piotr Mitko. – Staram się zachęcać innych do działania. Trzeba się tylko odważyć spełniać swoje marzenia... i przyjmować świat na wesoło.
Podczas wędrówek nie brakowało wielu zabawnych zdarzeń. Podobnie jak podczas... kolędy lub Mszy. Bo Piotr przez 13 lat był ministrantem w katowickiej archikatedrze.
A dziś służy czasem podczas Mszy Duszpasterstwa Akademickiego w Katowicach. Ministrant-podróżnik opowiedział kilka prawdziwych, prawdziwie śmiesznych historii. Oto one.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.