Królowie, polowania i zamek. Z zewnątrz przysadzisty i surowy, w środku elegancki, jasny i piękny.
Po wejściu przez bramę wyłania się dziedziniec, dzięki któremu zamek nazwano Małym Wawelem
Roman Koszowski /Foto Gość
Niepołomice, zaraz po Krakowie, były dla Jagiellonów drugim miejscem, gdzie chętnie spędzano czas. Zwano je nawet nieoficjalnie drugą stolicą Polski. Nic więc dziwnego, że w 1527 roku, gdy w Krakowie wybuchła epidemia, rodzina królewska przeniosła się na wschód, do zamku położonego w wielkiej Puszczy Niepołomickiej.
Tragiczne polowanie
Królewska rodzina bardzo lubiła polowania. Postanowiono więc zorganizować polowanie na… niedźwiedzia. Wydarzenie niezwykłe, bo – jak wyjaśnia pan Grzegorz Gorycki, nasz przewodnik – w Puszczy Niepołomickiej niedźwiedzi nie było. Sprowadzono więc jednego aż z Litwy. 20 września wszystko było gotowe. W środku lasu otwarto klatkę, a niedźwiedź, oszołomiony po podróży, niemrawo ruszył w stronę obszczekujących go psów – opowiada przewodnik. – Po chwili jednak rzucił się w stronę królewskiego orszaku. Dworzanie zaczęli uciekać. Królowa ruszyła galopem na swoim koniu, który niestety potknął się i Bona spadła. Niedźwiedzia opanowano, zanim dotarł do jej wysokości. Ale to nie koniec tragedii. Królowa spodziewała się dziecka, była w 5. miesiącu ciąży i straciła królewskiego syna. Olbrachta pochowano w kaplicy zamku w Niepołomicach. Dziś już jej nie ma, a malutka trumna, przeniesiona przed wiekami, znajduje się w kaplicy Zygmuntowskiej w wawelskiej katedrze.
Miejsce wypadku nosi nazwę Poszyna, od słów ówczesnych okolicznych mieszkańców, którzy opowiadali, że królowa jechała „po syna”. Choć w okolicy nie słychać już myśliwskiego rogu, to zamek w Niepołomicach w pełni zasługuje na swoje królewskie miano.
Królewskie piwnice
Na wiślanej skarpie, z rozkazu króla Kazimierza Wielkiego, wybudowano warownię, by grube mury i baszty od wschodu strzegły trasy do stołecznego Krakowa. Jednocześnie zamek, położony niedaleko miasta, a w sercu puszczy, był idealnym miejscem na myśliwskie spotkania. Ruszamy schodami do piwnic. – Tu zachowały się mury pochodzące jeszcze z czasów Kazimierza Wielkiego – pan Grzegorz pokazuje ich kamienne fragmenty. Turyści raczej tu nie zaglądają. Wysoko sklepione pomieszczenia kryły przed wiekami zapasy, a w czasach, gdy Austriacy przerobili zamek na koszary, piętrzyły się tu stosy amunicji.
Wychodzimy z podziemi. Gdy oczy przyzwyczają się już do światła, renesansowy dziedziniec znów zachwyca. Krużganki, balustrady i wspaniały portal nad głównym wejściem to elementy, dzięki którym zamek zwano Małym Wawelem. – A był jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej zbliżony do krakowskiego dziedzińca – dodaje przewodnik. – Dawniej było jeszcze jedno piętro, ale w czasach austriackich je rozebrano.
Zwiedzając wystawę malarstwa w zamku, w jednej z sal można dostrzec schody prowadzące… donikąd. To właśnie pozostałość po wejściu na nieistniejące piętro.
Wielka przebudowa
W niepołomickim zamku bywał król Władysław Jagiełło, który bardzo lubił Niepołomice. Przed wyprawą na Grunwald zorganizował wielkie polowanie, a myśliwskie zdobycze zasiliły zapasy dla wojska ruszającego na Krzyżaków.
Obecny wygląd zamku zawdzięczamy Zygmuntowi Staremu i jego synowi Zygmuntowi Augustowi. W 1550 roku część zamku strawił pożar, więc remont był niezbędny. Prawdopodobnie młodszy z Jagiellonów dla swojej ukochanej żony, Barbary Radziwiłłówny, rozpoczął przebudowę zamku. Królowa Bona nie przepadała za swoją synową, więc miejsce w pobliżu Krakowa, a jednocześnie w pewnym oddaleniu, było idealne. Wkrótce Barbara zmarła, ale prace, pod kierunkiem Tomasza Grzymały i florentczyka Santiego Gucciego, trwały dalej.
Lekkie krużganki i jasny dziedziniec przypominają jego inne dzieło – zamek w Baranowie Sandomierskim. Rzeźbiarz swój warsztat miał w Pińczowie, gdzie wydobywano wapień dobrej jakości.
W kolejnej sali, jako pamiątka po dawnej funkcji zamku, ze ścian spoglądają na nas trofea myśliwskie z całego świata. Wrażenie robi gigantyczny łoś. Upolowano go na Syberii i ważył aż 600 kg.
Wzbudza podziw również sala balowa, zwana akustyczną. – Dzięki odpowiednio profilowanemu sklepieniu pięknie rozchodzi się tu głos – wyjaśnia pan Grzegorz. Za oknami zamku widać kościół pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników. To także fundacja Kazimierza Wielkiego.
Z biegiem lat zamek trafił w ręce rodów magnackich, a przeniesienie stolicy z Krakowa do Warszawy w 1596 roku pozbawiło go atutu dobrego, bliskiego miejsca na odpoczynek od zgiełku stolicy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.