Miłość na talerzu

Krzysztof Błażyca

|

MGN 11/2024

publikacja 24.10.2024 09:10

Pokochała misje i Afrykę. Takie piękno i prostotę ludzi trudno znaleźć w Europie. Nie trzeba nic wielkiego. Wystarczy z nimi być.

Misjonarki i misjonarze Afryki podczas jubileuszu  zgromadzeń w Tunisie.  Od lewej o. Mariusz, s. Iwona (u góry), s. Heidi, o. Francis, s. Magda Misjonarki i misjonarze Afryki podczas jubileuszu zgromadzeń w Tunisie. Od lewej o. Mariusz, s. Iwona (u góry), s. Heidi, o. Francis, s. Magda
Krzysztof Błażyca /Foto Gość

Tunezja kojarzy się ze słońcem i z wakacjami. Ale to też kraj bogatej kultury, gdzie spotykają się dwie religie. – Wszystko tworzy jej niesamowite piękno, które odkrywam z radością – mówi siostra Iwona Cholewińska, misjonarka Afryki.

Ślady chrześcijan

Mieszka w La Marsa, na przedmieściach Tunisu, stolicy Tunezji. A stolica to małe miasteczka, które tworzą tak zwany Wielki Tunis.

Historia Tunezji jest barwna. Przybywali tu Fenicjanie, Rzymianie, Arabowie, Francuzi i wszyscy mieli swój udział w tworzeniu historii tego kraju. Językami urzędowymi są arabski i francuski. – Tych języków dzieci uczą się w szkołach. To dla nich duży challenge – śmieje się misjonarka. – W domu z rodzicami rozmawiają w lokalnym arabskim, który odbiega od tego klasycznego.

Siostra Iwona studiowała w Rzymie nauki o świecie arabskim i też mówi po arabsku. – To piękny język – przyznaje. – Bardzo bogaty, w wielu utartych zwrotach, takich jak „dziękuję”, „dzień dobry”, wymienia się Boga. Wszystko jest zwrócone ku Panu.

Prawie 98 procent mieszkańców Tunezji wyznaje wiarę w Allacha, „Boga jedynego” (Allach po arabsku znaczy Bóg). W starożytności, w czasach Cesarstwa Rzymskiego mieszkały tu pierwsze wspólnoty chrześcijan. – Są tego liczne ślady – mówi siostra Iwona. – Tu przebywał święty Cyprian, skąd pisał listy, a św. Monika patrzyła w morze i płakała za św. Augustynem, swoim synem. Tutaj jest amfiteatr, gdzie umęczono chrześcijanki, św. Perpetuę i św. Felicytę. Tu były bazyliki i piękne chrzcielnice – wylicza misjonarka. – Pozostały tylko ruiny. Ale przypominają o pierwszych chrześcijanach.

Odkrywanie Afryki

W Tunisie, pod koniec XIX wieku, kardynał Karol Lavigerie, pierwszy prymas Afryki, założył dwa zgromadzenia misyjne, ojców białych i sióstr białych, do których należy siostra Iwona. – Ojcowie i siostry są obecni w Tunezji od początku. W kraju muzułmańskim mamy być świadkami Ewangelii. W takich zwykłych kontaktach z miejscowymi ludźmi – mówi misjonarka.

Siostry mieszkają na jednym z osiedli Tunisu. – Kiedyś prowadziłyśmy tu szkołę – wspomina. – Teraz mamy bibliotekę, do której przychodzą dzieci z sąsiedniego osiedla. To też takie miejsce spotkań. W bibliotece jesteśmy razem. Bawimy się, uczymy, dzielimy się wartościami, które dla każdego, i chrześcijanina, i muzułmanina, i niewierzącego są ważne. Na to nas uwrażliwiał nasz założyciel, kardynał Lavigerie. Mówił pierwszym misjonarkom: „Pokochajcie Afrykę, pokochajcie ludzi, do których jesteście posłani”.

Siostra Iwona pokochała misje i Afrykę. – Tu wszystko jest inne. Nawet ziemia nie jest taka jak u nas, bo jest czerwona – uśmiecha się misjonarka. – Najpierw ostrożnie przyglądałam się wszystkiemu, a potem przyszedł zachwyt, gdy zaczęłam odkrywać piękno ludzi, ich prostotę, którą w Europie trudno znaleźć.

Wystarczy być

Zanim siostra Iwona trafiła do Tunezji, była misjonarką w Burkina Faso i Mali. – Burkina Faso było wtedy w piątce najbiedniejszych krajów świata – opowiada. – A właśnie tam urzekła mnie hojność, otwartość ludzi, którzy potrafili dzielić się wszystkim. Nigdzie czegoś takiego nie spotkałam. Razem mieszkają tam chrześcijanie i muzułmanie. Rytm życia i kalendarz pracy wyznaczały ich święta religijne. W Boże Narodzenie muzułmanie przychodzili do naszego kościoła na uroczystości. A gdy oni świętowali, zapraszali nas do siebie na uroczyste jedzenie barana.

W Mali siostra Iwona pracowała wśród dzieci ulicy. – Niektóre uciekły przed przemocą, innych zostawili rodzice – wspomina. – Jedni byli trzyletnimi maluchami, inni już nastolatkami. Przy nich zobaczyłam, że aby pomagać, nie trzeba wielkich rzeczy – przyznaje. – Wystarczy być, pokazać, że są kochane. I widziałam, jak się zmieniały. Gdy wyjeżdżałam, nagrały dla mnie piosenkę. Było tyle wzruszających momentów… Podczas posiłku na pożegnanie jeden z chłopców wziął kawałek mięsa ze swojego talerza i dał mi. W tym geście zobaczyłam jego miłość...

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.