Jak trzymane w ręku mydło

Rozmawiała Joanna Kojda

|

MGN 10/2024

publikacja 18.10.2024 09:38

O dwóch stronach biurka i cierpliwej miłości mówi ks. Bartłomiej Kuźnik, wykładowca, rekolekcjonista, felietonista.

Jak trzymane  w ręku mydło Henryk Przondziono /Foto Gość

„Mały Gość Niedzielny”: Czy Ksiądz Bartek lubił chodzić do szkoły?

Ks. Bartłomiej Kuźnik: Tak, lubiłem. Podobała mi się nawet zabawa w nauczyciela. Miałem zrobiony dziennik lekcyjny z fikcyjnymi nazwiskami. Były też zeszyty do dyktand i oceny. Cała „dokumentacja” była przechowywana w specjalnej szafce w fikcyjnym gabinecie. (śmiech) To były pierwsze klasy podstawówki. Dzieci uwielbiają naśladować.

A religię miał Ksiądz w salkach przy kościele czy w szkole?

Do trzeciej klasy szkoły podstawowej w salkach, a potem religia wróciła do szkół. Od tej pory naszego kochanego proboszcza Jana Klyczkę spotykaliśmy tam. Znaliśmy go z kościoła, byłem ministrantem, więc było to wszystko dla nas absolutnie naturalne.

Te lekcje religii były dla Księdza szczególnie ważne?

Myślę, że tak. Dziecko podpatruje, słucha, weryfikuje, zaczyna ufać. Od salek, przez szkołę podstawową i średnią mam bardzo dobre wspomnienia z lekcji religii. Mimo że moi katecheci nie znali się wzajemnie, to czuło się, że opowiadają nam tę samą historię, tę samą Ewangelię, że wierzą tej samej Miłości. Potem nastał czas, że przyszło mi zasiąść po drugiej stronie nauczycielskiego biurka.

Jak Ksiądz to wspomina?

Przez trzy lata pracowałem jako katecheta w szkole średniej w Katowicach. To był przepiękny czas. Nie zawsze było idealnie, bo młodzież była czasem po prostu zmęczona, a niekiedy ja nie spełniałem ich oczekiwań, ale do dziś, od 2007 roku kiedy skończyłem tam pracę, wciąż odzywają się do mnie byli uczniowie.

 

Jak to jest możliwe?

To jest łaska Boża. Starałem się ich po prostu wszystkich kochać. Wszystkich, także tych o kłopotliwym zachowaniu. Nie ze wszystkimi mam dziś kontakt, ale wielu z nich przez media społecznościowe się ze mną komunikuje. Pobłogosławiłem już ponad 10 małżeństw. Udzielałam też sakramentu chrztu świętego ich dzieciom, modliłem się w intencji nieuleczalnie chorych. Mam też troje uczniów, za których modlę się na ich grobach…

A brakowało czasem Księdzu cierpliwości?

Czasem tak. Pojawiała się jakaś bezradność wobec znudzonych i przeszkadzających. Ale wtedy postanowiłem sobie, że choćby nie wiem co, to będę ich cierpliwie prosił i nigdy na nich nie podniosę głosu. I proszę sobie wyobrazić, że gdy już w tej szkole przestałem pracować, to pierwszym uczniem, który mnie przyszedł odwiedzić na nowym miejscu, był właśnie jeden z tych kłopotliwych. To mi potwierdziło, że miłość i cierpliwość, nawet kiedy na początku wydają się bezsensowne, nieprzynoszące efektu, są ziarnem, z którego kiedyś wrośnie coś świetnego. Mam z nim kontakt do dziś. Jest już mężem i tatą. Ostatnio przesłał mi fotografię, na której siedzi na jakimś schodku ze swoim kilkuletnim synkiem. Pięknie, nie?

Czyli nie był Ksiądz wymagającym nauczycielem?

Starałem się w tym nie przesadzać. Kiedyś powiedziałem uczniom, żeby przygotowali się na kartkówkę z końcówki Ewangelii wg św. Jana, chodziło o spotkania Jezusa po zmartwychwstaniu. W jednej ze scen jest połów ryb. Sieci się rwą, łodzie się zanurzają. Jan jest tak zszokowany ilością ryb, że zaczyna je liczyć. Notuje - 153. Jedno z pytań brzmiało: „Ile było ryb?”. Prócz większości prawidłowych odpowiedzi, były też przeurocze. Nad trzema płaczę ze śmiechu do dziś. Ktoś napisał: „6 kilo”, ktoś inny: „2 siatki”. Albo ta dostojna i szlachetna, którą dał Maciek, dziś prawnik w Warszawie: „Ryb było wiele, a nawet mnogo” (śmiech).

Miał Ksiądz jakiegoś patrona, szczególną osobę, na której się wzorował ucząc religii?

Na pewno byli to Jan Paweł II i Benedykt XVI. Ale takim niebeatyfikowanym patronem był dla mnie nieżyjący już ks. Piotr Pawlukiewicz. Kupiłem sobie wszystkie jego książki, słuchałem go w Internecie. Bardzo dużo korzystałem z niego na katechezie. Ks. Piotr zacytował kiedyś bezcenną myśl, którą pamiętam do dziś: „Z wychowywaniem synów jest tak, jak z trzymaniem mokrego mydła w ręku: jeżeli je ściśniesz za mocno - wymknie się, jeżeli ściśniesz za słabo - wyśliźnie się. Aby pozostało w ręku, trzeba je ściskać z delikatną stanowczością” (E. H. Selezione). Modlę się za moich uczniów i uczennice, mam ich w pamięci, zapisałem sobie daty ich ślubów, urodzin.

Miał Ksiądz jakiś swój  sposób na zainteresowanie uczniów?

Na pierwszych lekcjach katechezy uczniowie na kartkach zapisywali swoje pytania. Na kolejnych lekcjach oprócz realizacji programu, odpowiadałem na nie.

Niektórzy mówią, że religia powinna być w salkach przy parafii. Myśli Ksiądz, że tak byłoby lepiej?

Jestem całym sercem za katechezą w szkole, właśnie dzięki tym doświadczeniom. Wiem, że z tego kiedyś zrodzi się dobro. Czasem jest w nas pokusa, że już chcemy mieć efekt naszej pracy. A to może być tak, że w ostatnich latach życia ktoś wspomni swojego katechetę, co więcej, znajdzie go w sieci, napisze do niego i na nowo odnajdzie samego Pana Boga. Najważniejsze są relacje. Nie tylko między katechetą a uczniami, ale także między nauczycielami. To właśnie oni nazwali mnie kiedyś niespodziewanie i cudownie: „ksiądz czekoladka” (śmiech), bo do pokoju nauczycielskiego starałem się często przynosić coś słodkiego.

Jakie jeszcze zasady stosował Ksiądz w szkole?

Miłość braterska plus radość. Na moim prymicyjnym haśle mam słowa z Księgi Nehemiasza: „Radość w Panu jest waszą ostoją”. Mam zeszyt ze śmiesznymi anegdotkami z życia Kościoła. Pod koniec lekcji uczniowie podawali mi jakąś losowo wybraną liczbę do 1 do 120, a ja im opowiadałem anegdotkę/dowcip, który pod tym numerkiem miałem.

To czekamy na anegdotkę.

Jak tu „Małego Gościa” zaskoczyć dowcipami? Wiadomo, że u was są najlepsze (śmiech). Opowiem dwie anegdoty. Pierwsza: Prowadziłem lekcję religii w tym właśnie liceum. W pewnym momencie za oknami mocno się zachmurzyło i w sali zrobiło się ciemno. Zapalona była tylko połowa świateł. Proszę więc jednego z chłopaków z ostatniej ławki: „Darek włącz tam wszystko”. Kontakt miał dwa skrzyżowane przyciski. Kiedy nacisnął jeden z nich to tak trafił, że zamiast wszystko włączyć – wszystko zgasił. Mówię mu więc: „Nic się nie martw, ja też zawsze z dwóch możliwości wybieram niewłaściwą”. No co jeden z uczniów: „A, to już wiemy czemu ksiądz poszedł do seminarium” (śmiech). I druga, ale to już zasłyszane. Proboszcz na ogłoszeniach parafialnych: „Dzisiaj po Mszach św. mamy adorację w kościele. Zachęcam do niej, po pierwszej Mszy zostało naprawdę mało osób. Po drugiej niewiele więcej. Mam nadzieję, że zostaniecie, bo te 10 minut adoracji naprawdę nikogo nie zbawi” (śmiech).

Bartek ministrant, pilny uczeń, wybrał kapłaństwo. Czy lekcje religii miały jakiś wpływ na ten wybór?

Przyglądanie się stanowi kapłańskiemu, tej służbie zaczęło się już w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Potem zostałem ministrantem, a pogłębienie wiary nastąpiło we wspólnocie Ruchu Światło-Życie. Na wszystkich etapach mojego życia katecheza wzmacniała te moje wybory.

Jeśli rodzice wychowują dziecko po katolicku, to może lekcje religii nie są potrzebne?

I w domu i w szkole dziecko, młody człowiek ma okazję spotkać najczęściej ludzi tak samo wierzących. Iluż z nas pamięta gesty religijne wykonywane przez rodziców? Jeśli dziecko widziało klęczącego tatę to na pewno ten obraz zachowa. Katecheza jest spotkaniem się z wiarą nowych osób i konfrontacją wartości wyniesionych z różnych domów. To stwarza okazję do dyskusji, co daje kapitalny rozwój intelektualny i duchowy.

To na koniec rady księdza Bartka. Najpierw dla katechetów

Radość, braterska, chrystusowa miłość do uczniów, cierpliwa łagodność, uważność na to, by nigdy nie przegapić uczniów – ich emocji, czyjejś zmartwionej twarzy, czyjegoś szczęścia, tego czym żyją. Być z nimi na całego dla Pana Boga i dla nich. 

A dla uczniów?

Najprostsza rzecz, która nie kosztuje dużo, odezwać się kiedy nauczyciel zadaje jakieś pytanie. Nawet jeśli nie zna się odpowiedzi. Nawiązać dialog. Uśmiechnąć się.

 

 

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.