publikacja 02.09.2024 11:51
Tu sprawdza się wzrost, nie wiek. Jeżeli dziecko umie przez głowę złapać się prawą ręką za lewe ucho, może iść do pierwszej klasy. Musi mieć mundurek i posprzątać klasę – mówi brat Jacek Rakowski MAfr z Domu Nadziei w Lusace, stolicy Zambii.
Mundurek albo elegancka koszula, do tego tornister, czyli gotowy do nauki
Krzysztof Błażyca /Foto Gość
Inese Błażyca: Ile lekcji dziennie mają uczniowie w Zambii?
brat Jacek Rakowski MAfr: Od pierwszej do piątej klasy dzieci są w szkole najwyżej około trzech godzin.
To fajna szkoła…
Nie ma się z czego cieszyć, bo po takiej szkole mało co umiesz. Polskie dzieci mają dobrze wyposażone klasy, podręczniki, laptopy, wi-fi i inne pomoce. W Zambii nawet o tym nie marzą, bo zwyczajnie nie wiedzą, że tak może być.
Szkoły państwowe bardzo często są biedne. Brakuje nawet ławek. Szkoły misyjne, czyli prowadzone przez misjonarzy, oferują dach nad głową, ławki i tablice.
Czy w Zambii wszystkie dzieci muszą obowiązkowo chodzić do szkoły?
Jest tylko zachęta, ale nie ma odpowiedzialności karnej, jeżeli rodzice nie poślą swoich dzieci do szkoły.
W wioskach wciąż są rodzice, dorośli, którzy nie potrafią ani pisać, ani czytać.
A jeśli muszą podpisać jakieś dokumenty?
To robią to odciskiem palca.
W jakim wieku dzieci idą do pierwszej klasy?
Tu sprawdza się wzrost, nie wiek kandydatów do pierwszej klasy. Jeżeli dziecko umie się złapać przez głowę np. prawą ręką za lewe ucho, to może rozpocząć naukę. W wioskach szkoły są daleko od miejsc zamieszkania i małe dziecko po prostu nie przejdzie takiego dystansu.
Jeżeli w rodzinie jest dużo dzieci, to wszystkie idą szkoły?
Nie. Rodzice wybierają jedno, czasem dwoje, najczęściej chłopca pierworodnego, czyli najstarszego. Reszta zajmuje się krowami, pomaga w domu. To też zależy od klanu i od rodziny. Jeśli rodzina od pokoleń zajmuje się krowami, to i dzieci będą.
Ci, którzy idą do szkoły, muszą mieć obowiązkowo buty, mundurek i zeszyty. A ludzi na to nie stać…
A podręczniki?
Nauczyciel ma jeden podręcznik, a każde dziecko musi mieć 10 zeszytów. Na tornistry natomiast nie zwracają uwagi.
Dlaczego mundurek jest w szkole obowiązkowy, skoro rodzice nie mają pieniędzy?
Tego nigdy nie rozumiałem. Kiedyś byłem administratorem szkoły. Wiedziałem, że wiele dzieci nie chodzi do szkoły, bo rodzice nie mają za co uszyć im mundurka. No i wprowadziłem zakaz. Jedynym warunkiem było to, żeby dzieci przychodziły czyste. Miały się uczyć, a nie ładnie wyglądać w mundurkach. I co się okazało? Wytrzymali miesiąc. Rodzice się zbuntowali. Chcieli, aby ludzie widzieli, że ich dziecko chodzi do szkoły. Rzeczywiście – na ulicy widać, że idzie uczeń, a po mundurku można rozpoznać, z której jest szkoły. Bez mundurka nie nauczysz się alfabetu.
Ilu uczniów jest w klasie?
Ilu się zmieści. (śmiech) Przeważnie 80–90 dzieci. W naszej szkole jest limit, w klasie może być najwyżej 50 uczniów i jeden nauczyciel. W Zambii nie ma wystarczającej ilości szkół, a nowych państwo nie buduje.
Jak zostaje się nauczycielem w Zambii?
Tu mało kogo stać na studia. W Zambii, jeśli ktoś chce być nauczycielem, do pracy w szkole podstawowej przygotowuje się dwa lata, w szkole średniej – trzy lata. Na koniec otrzymuje dyplom. Tu mało kto ma stopień magistra. A jeśli już ma, to biorą go do pracy w ministerstwie.
Czego dzieci uczą się w szkole, mają jakiś plan lekcji?
Nie ma podziału na geografię, chemię, fizykę. Wszystko nazywa się science (nauka). Nie ma historii, bo też historia Zambii nie została jeszcze spisana. Ale uczą się o konstytucji, o prawach człowieka, o tym, jak funkcjonuje państwo, jak doszło do niepodległości ich kraju. To jest bardziej historia połączona z wiedzą o społeczeństwie. Do szóstej klasy wszystkiego uczy jeden nauczyciel. Dopiero po dziewiątej klasie, i to w lepszych szkołach, są chemia i fizyka. No i nie ma informatyki. Dzieci mogą najwyżej zobaczyć, jak wygląda komputer. Oczywiście nie laptop, tylko stary komputer na dyskietki, jakiego w Polsce już chyba wcale nie ma.
Na jeden taki komputer przypada 10 uczniów. Jeśli jest prąd, to nauczą się go włączać i wyłączać.
Skoro dzieci przychodzą do szkoły z daleka, to pewnie mają w szkole obiad?
Nie mają. Nie przynoszą też drugiego śniadania. Jedzą dopiero po powrocie do domu. Tu większość ludzi je raz dziennie. Dzieci wstają o czwartej rano, idą po wodę, a dopiero potem do szkoły.
O której godzinie zaczynają lekcje?
Jak wszyscy dotrą do szkoły. Mało kto mieszka blisko, więc przeważnie się spóźniają. Ale nauczyciele to rozumieją, bo wiedzą, że dziecko musi iść czasem kilkanaście kilometrów.
Mają w szkole jakieś dodatkowe obowiązki?
Tu nie ma sprzątaczek, więc dzień nauki zaczynają od… sprzątania klasy. Muszą też maczetami karczować trawę wokół szkoły.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.