Wyprawa po milion

Katarzyna Jurków

publikacja 02.09.2024 11:51

W środku upalnego lata jechali przez całą Polskę. Jeden na rowerze, drugi na… wózku.

W drodze tak  jak w życiu: Kamil i Paweł zaliczali góry i doliny.  Wspólna podróż jeszcze bardziej wzmocniła ich przyjaźń W drodze tak jak w życiu: Kamil i Paweł zaliczali góry i doliny. Wspólna podróż jeszcze bardziej wzmocniła ich przyjaźń
Paweł Dąbrowski

Dwóch szaleńców – tak można ich opisać. Bo kto o zdrowych zmysłach, przy temperaturach sięgających trzydziestu stopni, decyduje się na taką wyprawę? Z Wawelu aż na Westerplatte. To, co dziwi innych, ich nakręca do działania, bo, jak twierdzą, Bóg jest z nimi, a oni z Nim. Dlaczego więc ma się nie udać? O prawdziwej rewolucji w życiu i w sercu opowiadają Kamil Padlikowski i Paweł Koczur.

Trudny sprawdzian

Zaczęło się niewinnie. Najpierw reżyser Teatru Exit Maciej Sikorski wymyślił, by wyprodukować film o proroku Eliaszu i potem już cała machina ruszyła. A ponieważ na produkcję potrzeba „tylko” jednego miliona złotych, to należało zrobić coś, żeby jak najszybciej go uzbierać.

– Wpadliśmy na pomysł, żeby wybrać się na wyprawę z Wawelu na Westerplatte, po drodze zbierając pieniądze i reklamując akcję – opowiada Kamil Padlikowski, aktor Teatru Exit i tytułowy Eliasz.

– Czuliśmy, że tak trzeba zrobić i że jesteśmy prowadzeni przez Najwyższego, a to dawało nam pokój, mimo że zadanie, jakie sobie wyznaczyliśmy, przypominało lot na Księżyc – uśmiecha się Paweł Koczur, biznesmen i uczestnik wyprawy.

Dlaczego film o Eliaszu? – pytam. – W filmie zobaczymy zwykłego człowieka, który odkrywa, że został powołany przez Boga, by wskazywać ludziom właściwą drogę – opowiada Kamil. – Historia Eliasza pokazuje, że nasz świat pełen jest ciemnych zakamarków, oferujących wielkie szczęście, ale bez Boga. Tymczasem Bóg jest z nami zawsze i pragnie, byśmy też chcieli Go w naszym życiu. Ta historia to rodzaj sprawdzianu, ilu ludzi jest gotowych w pełni podążać za Bogiem na 100 procent.

Odpowiedź z Pisma

W Teatrze Exit aktorami są osoby nie w pełni sprawne. Choć nie zawsze ich życiowe drogi są łatwe, przełamują bariery i pokazują, że życie jest piękne. – Myślę, że dużo we mnie z Eliasza – przyznaje Kamil. – Mimo lęku i niepewności, staram się jak on przybliżać ludzi do Boga. Chociaż trudno być w pełni Eliaszem, warto dążyć do tej części w sobie. Najtrudniejsze jest, gdy coś nie idzie zgodnie z planem, gdy tracę równowagę. Niełatwo mi wtedy zaufać Bogu i powiedzieć: „Ty wiesz, co robisz”. Szukam wyjaśnień po ludzku, zamiast pamiętać, że Bóg jest z nami na każdym etapie życia. Również wtedy, a może przede wszystkim wtedy, gdy pojawiają się wątpliwości. Tak było przed wspólną wyprawą.

– Wiedziałem, że podejmuję ogromną odpowiedzialność, przede wszystkim za Kamila – mówi Paweł. Dwa dni przed wyjazdem zastanawiałem się, czy to wszystko w ogóle ma sens i czy to jest wola Boga? Poszedłem do kościoła i podczas modlitwy po Eucharystii, otrzymałem natchnienie, by sięgnąć do słowa Bożego, które będzie czytane w dniu wyjazdu. Był to tekst z Księgi Królewskiej. Okazało się, że jest to fragment, na którym Maciej – reżyser filmu o Eliaszu – oparł całą fabułę. To mnie uspokoiło – dodaje.

Górki i dołki

I wyruszyli. Jeden na rowerze, drugi na wózku. – Nasza podróż była jak życie: raz górki, raz dołki – śmieje się Kamil. – Emocje zmieniały się z godziny na godzinę. Gdy było mi za gorąco, Paweł chłodził mnie lodem, kiedy było zimno, ogrzewał. Bywały trudne momenty, ale też chwile radości. Paweł był moim opiekunem, czasem jego zaangażowanie doprowadzało mnie do szału, ale wróciliśmy jeszcze silniejsi.

– Podczas podróży sporo było trudności, np. związanych z noclegami czy opieką – wspomina Paweł. – Zawsze jednak we właściwej chwili Bóg posyłał nam pomoc. Wbrew pozorom sama jazda była stosunkowo łatwa, bo czułem, że nie jechałem tylko swoimi siłami nawet wtedy, gdy teren nagle się zmieniał i przed sobą miałem strome wzniesienie o nachyleniu 12–13%. To duże wyzwanie nawet dla rowerzysty bez obciążenia. Podczas takiego podjazdu czułem, że Bóg naprawdę mnie wspiera. To mi przypominało przejście przez Morze Czerwone – nie wiadomo, co się stanie, ale ufam i idę naprzód.

I tak przez ponad dwa tygodnie razem. – Jak ze sobą wytrzymali? – pytam. Obaj odpowiadają śmiechem. – To było wyzwanie… – przyznają. Ale dzięki temu będzie film.

Ważny film

Pieniędzy potrzeba na profesjonalny sprzęt, kostiumy, scenografię, wynagrodzenia, promocję czy potem rozprowadzanie produkcji. Na szczęście, każdy może dołożyć swoją cegiełkę i stać się częścią tej ekipy.

– Film opowiada o dokonywaniu właściwych wyborów. Hasło „wybieram Boga” to nasza misja – wyjaśniają panowie. – Wybieranie tego, co sprawia że Królestwo Boże może być tu i teraz, między nami. Uczymy się żyć w miłości, przebaczać i kochać. To jest dla nas bardzo ważne.

– Chcę, by film był jak ziarno, które kiełkuje w sercu widza – dodaje Kamil. – Mam nadzieję, że ludzie zrozumieją, iż dobro zawsze się opłaca, choć czasem trzeba wielkiego wysiłku. To, co dajemy długiemu człowiekowi, wraca do nas dziesięciokrotnie. Chciałbym, żeby podczas projekcji filmu każdy zobaczył, jak dobro zwycięża.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.