Dobre znaki

Rozmawiała Gabriela Szulik

publikacja 02.09.2024 11:53

O świętych z powstania, zwyczajnych, z problemami, czasem z… pechem i o naszych codziennych znakach rozmawiamy z Agatą Puścikowską, której kolejna książka o bohaterach powstania warszawskiego: „Święci 1944” właśnie się ukazała.

Dobre znaki Archiwum prywatne

Mały Gość: Napisałaś dwie książki o bohaterach powstania. Pierwsza o zakonnicach bohaterkach żyjących w Warszawie w czasie powstania, druga o świętych – jak ich nazywano już podczas walk. Nie ma wśród nich świeckich, takich jak my. Dlaczego?

Agata Puścikowska: W drugiej książce skupiłam się na opisaniu tych osób, które przez Kościół oficjalnie zostały uznane błogosławionymi lub sługami Bożymi. Po 80 latach od powstania warszawskiego takich ludzi jest siedmioro. I są to albo członkowie zgromadzeń zakonnych, albo księża diecezjalni. Jak do tej pory nikt z tysięcy świeckich powstańców nie został ani błogosławionym, ani nawet sługą Bożym. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Ale „moi” święci to osoby które przecież urodziły się w konkretnych rodzinach, miały swoją „świecką” przeszłość. Zanim zostali zakonnikami, księżmi, byli tacy jak my. Młodzi, mieli swoje pasje, problemy, przyjaciół, chodzili do szkoły, studiowali, byli harcerzami. Dlatego opisując ich życie, mocno też skupiam się na młodości i rodzinie, bo to po prostu ważne, skąd człowiek. „wychodzi” do świata, a może i do walki.

Skąd biorą się tacy ludzie, którzy są gotowi zostawić swoje pasje, często swoich najbliższych, swoje życie, by oddać je innym?

No właśnie z rodzin! Biorą się z rodzin, bo to rodziny nas kształtują, tworzą, robią z nas… ludzi. Zarówno dominikanin, ojciec Michał Czartoryski – książę krwi, jak i na przykład redemptorysta ojciec Józef Palewski, pochodzący z rodziny wiejskiej, zostali wychowani patriotycznie, w szacunku do drugiego człowieka, w miłości do Pana Boga. Pozostali bohaterowie – podobnie. Albo Róża Czacka, późniejsza matka Elżbieta, hrabianka wychowywana do… służby drugiemu, poświęciła piękne stroje, pałace, by pomagać niewidomym.

Każdy z bohaterów szedł własną drogą powołania. Odważnie, wierni własnym przekonaniom i Panu Bogu. Silni tym, co otrzymali z domu. I tam, dokąd poszli rozwijali to, co wynieśli z własnych rodzin. Zresztą swoje domy rodzinne wspominali do końca życia.

W powstaniu brały udział tysiące młodych, często nastoletnich ludzi. Zastanawiam się czasem, czy dzisiejsi nastolatkowie byliby gotowi do takiej walki o Polskę, czy mieliby tyle odwagi…

Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonywać. Wojna to straszliwe zło, wielkie tragedie, dramaty, cierpienie.

Przed wojną, przed powstaniem tamta młodzież nie wiedziała, jak się zachowa w momencie próby. Jedni szli walczyć, byli bohaterami, czuli obowiązek wobec ojczyzny, inni tego nie robili. Oczywiście, można się zastanawiać, czego było więcej – bohaterstwa czy tchórzostwa. Ks. Burzyński, młody kapłan, wcześniej świetny harcerz i poeta, był taki dość… pechowy. Ciągle w coś się wplątywał, chorował, nie był typem supermana. A gdy wybuchło powstanie, nie zawahał się biec do chorego z sakramentami. Mimo że nie musiał, bo nie był kapelanem powstańczym. Czy zapowiadał się na tak odważnego? Nie do końca. Ale zapowiadał się na człowieka, który chce się rozwijać, modlić, kochać swój kraj, zmieniać swoje życie. To wystarczyło. Każdy, dorosły, młodszy, nawet małe dzieci, nawet niepełnosprawni (o czym mówi dobitnie matka Czacka) – wszyscy mamy takie same prawa i obowiązki wobec ojczyzny. Zawsze. W czasie pokoju, obowiązki i prawa to nauka, poznawanie naszej historii, dbanie o swój rozwój, ale i dobro naszych bliskich, koleżanek i kolegów w klasie. Takie hasła jak „Bóg, honor, ojczyzna” to nie jakieś wydumane słowa, zarezerwowane wyłącznie na czas wojny. Można i trzeba odczytywać je, próbować zrozumieć również w czasie pokoju, w 2024 roku.

Dzięki Bogu żyjemy w wolnym kraju, ale wolnemu światu tym bardziej chyba potrzebne są nasze czytelne znaki tego, co wyznajemy, w co wierzymy, co jest dla nas ważne. Jak nasi czytelnicy mogą być takim znakiem?

Myślę, że nie musimy się specjalnie „starać”. Warto po prostu robić swoje, być sobą, nie pozwalać sobą manipulować ani kompromitować tego, w co wierzymy.

Święci z powstania byli bardzo zwyczajni, normalni, mieli problemy, czasem wręcz pecha. Niektórzy byli bardziej przebojowi, inni zalęknieni. Byli tacy jak my. A mimo to tak kształtowali swój charakter, tak chcieli się rozwijać, że po prostu działali. Małymi krokami szli do przodu. I doszli do momentu, gdy stali się wielcy, stali się bohaterami, ludźmi, którzy dla nas są drogowskazami.

Myślę, że nie musimy na siłę chcieć stawać się znakami. Jeśli jesteśmy prawdziwi, szczerzy, otwarci na Pana Boga i ludzi, chcemy się rozwijać i formować, to bez wielkich słów zaczynamy być znakami dla innych, nawet tego nie zauważając. Dobrymi znakami, oczywiście. Tak jak oni, jak święci z powstania.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.