publikacja 13.06.2024 09:36
Nie Giewont, nie Rysy ani nawet nie Mount Everest. Oto zdobywcy nieba.
Zdenka Schelingová
Laura Vicuña
Była maleńka, gdy w Chile wybuchła wojna domowa. I szczęśliwa rodzina Laury musiała opuścić Santiago. Potem niespodziewanie zachorował tata Laury i umarł. Mama z córkami w Argentynie szukała pracy. Zatrzymała się u Manuela Mora, hodowcy bydła. Nie wiedziała, że to zły człowiek, którego wszyscy się bali, i że niedawno wrócił z więzienia. Ważne, że dziewczynki miały co jeść, mogły nosić piękne sukienki i uczyć się w szkole prowadzonej przez siostry salezjanki.
Kiedyś podczas lekcji religii siostra mówiła, że jeśli kobieta i mężczyzna żyją razem bez sakramentu małżeństwa, popełniają grzech ciężki. Laura była przerażona. Od dawna przeczuwała grzech mamy. Przypomniała sobie Pierwszą Komunię i mamę, która tego dnia nie przyjęła Pana Jezusa. Przypomniała sobie Manuela, często pijanego, który i jej nie dawał spokoju. Mama broniła córkę, jak mogła, ale Mora nie liczył się z nikim.
Pewnego dnia Laura usłyszała w Ewangelii, że prawdziwa miłość jest gotowa oddać życie za ukochaną osobę. „Boże, weź moje życie – modliła się – a daj siłę mojej mamie, by odeszła od Manuela i uratowała swoją duszę”. Wkrótce Laura zaczęła chorować. Czuła się coraz gorzej. Tylko ona wiedziała, dlaczego nie pomagają lekarstwa. Któregoś dnia, gdy Manuel znów przyszedł pijany, Laura zażądała, by wyszedł. Mora wpadł w furię i pobił ją do nieprzytomności. „Mamo, umieram, ale jestem szczęśliwa. Oddałam za ciebie życie” – wyznała swoją tajemnicę.
Na pogrzebie Laury mama przyjęła Komunię Świętą. Rozpoczęła nowe życie. W 1988 roku Jan Paweł II ogłosił, że Laura jest błogosławiona.☻
Faustino Perez-Manglano
Faustino mieszkał razem z rodzicami, trzema siostrami i bratem w hiszpańskim portowym mieście Valencja nad Morzem Śródziemnym. Nie tak dawno temu. Do tej pory żyją ludzie, którzy go jeszcze pamiętają. Kiedy się urodził, rodzice byli tak szczęśliwi, że chcieli powiadomić o tym cały świat, ponieważ Faustino był ich pierwszym dzieckiem.
Kuzyni wspominają go jako wesołego chłopca. Jako że Faustino był najstarszy, wybrali go na „szefa bandy”. Razem szukali skarbów, bawili się w Indian, budowali szałasy, rozbijali obozy i przede wszystkim grali w piłkę nożną. Faustino był świetnym zawodnikiem i wiernym kibicem ulubionego CF Valencia. O piłce nożnej rozmawiał nawet z Panem Jezusem. To jest pewne, bo został po nim „Dziennik Pokładowy”. Kiedy zachorował na złośliwy nowotwór, zaczął robić krótkie notatki z codziennych wydarzeń. Któregoś dnia napisał: „Będę mówił »TAK« wszystkiemu, co dobre”. Innym razem:
– 17 października: „Odmówiłem Różaniec. Byłem pytany z przyrody i poszło mi dobrze. Rozmawiałem z Chrystusem o spotkaniu Saragossa–Valencja i o misjach”.
– 21 stycznia: „Ustąpił ten wczorajszy ból. (…) Nie potrafię opanować złośliwości do moich sióstr. Muszę zrobić porządny rachunek sumienia”.
– 9 lutego: „Uczyłem się do 17.30. Na sali operacyjnej zrobiono mi zabieg, a potem cztery punkcje. Dość mocno mnie bolało. Nie mogłem się modlić”.
Ostatni zapis:
– 11 lutego: „Dzisiaj jest dzień Matki Bożej z Lourdes. Nasza Niebieska Matka musi pomóc wszystkim, żeby stali się lepsi. Pomóż mi ofiarować moje małe dolegliwości za potrzeby świata”.
Faustino dwa lata wiedział, że powoli umiera. Najbardziej martwił się, że tacie i mamie będzie smutno, kiedy odejdzie. W szkole długo nikt nie wiedział, że Faustino jest śmiertelnie chory. Zawsze mówił, że czuje się dobrze.
Kiedy zmarł, nie miał jeszcze siedemnastu lat.
Trwa proces, dzięki któremu ma być ogłoszony błogosławionym.☻
Józef Sánchez del Río
Niczym nie różnił się od kolegów i gdyby nie straszna wojna domowa w Meksyku, José pewnie żyłby spokojnie. Bardzo lubił jeździć konno, grać z kolegami w kulki. Kiedy rodzina przeniosła się do Guadalajary, dużego miasta, chłopiec poznał nowych kolegów z katolickich organizacji młodzieżowych.
Jak każdy nastolatek, miał plany i marzenia, ale gdy przyszła próba, wolał umrzeć niż wyprzeć się Jezusa. A nie miał jeszcze 15 lat. Dla katolików był to trudny czas. Rządzący prześladowali wierzących w Chrystusa. Księża nie mogli nawet odprawiać Mszy. Kto się sprzeciwił, ginął. Katolicy w końcu się zbuntowali. Wybuchło powstanie. Kiedy do walk przyłączyli się dwaj starsi bracia José, chłopiec chciał tak jak oni. „To okazja, żeby dostać się do nieba” – przekonywał rodziców. Dołączył do Cristeros, armii powstańczej, która broniła chrześcijan. Przygotowywał posiłki dla powstańców, czyścił im broń. Później dowódca pozwolił mu nawet nosić sztandar. Swoją odwagą José zadziwiał dorosłych. Nie zdradził nawet wtedy, gdy był torturowany i więziony, gdy rozwścieczeni oprawcy przecięli mu skórę na stopach i pędzili broczącego krwią na cmentarz, gdzie go zamordowali. „Umieram szczęśliwy u boku naszego Pana. Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią” – pisał w ostatnim liście do swojej mamy.
Przed śmiercią krzyknął: Viva Cristo Rey! („Niech żyje Chrystus Król!”), po czym padł śmiertelny strzał. 16 października 2016 r. papież Franciszek ogłosił, że Józef Sánchez del Río jest święty.☻
Zdenka Schelingová
Za południową granicą Polski, na Słowacji, w niewielkiej miejscowości Kriva, w pobożnej wielodzietnej rodzinie urodziła się Cecylia. Gdy dziewczynka miała 13 lat, po raz pierwszy spotkała siostry zakonne. Przyglądała się im i coraz bardziej chciała żyć jak one. Chciała służyć Jezusowi. Dwa lata później decyzja zapadła: Cecylia postanowiła wstąpić do klasztoru. Siostry nalegały jednak, by skończyła szkołę, zdobyła jakiś zawód. Przy ich pomocy nastolatka skończyła szkołę medyczną i dopiero gdy miała 21 lat, złożyła ślub ukochanemu Jezusowi. Na znak tej wyjątkowej miłości przyjęła imię Zdenka.
Siostra Zdenka jako zakonnica zaczęła pracować jako pielęgniarka w szpitalu w Bratysławie. Pacjenci, lekarze i pielęgniarki wspominali po latach jej ciepły uśmiech, serdeczność i poświęcenie dla każdego bez wyjątku. Wtedy jeszcze widok zakonnic w szpitalu nikogo nie dziwił. Aż do roku 1950, gdy Kościół na Słowacji zaczęli prześladować komuniści. Prześladowali nie tylko księży i zakonnice, ale wszystkich, którzy przyznawali się do wiary katolickiej. Siostra Zdenka nigdy nie zdradziła Jezusa, nie wystraszyły jej żadne zakazy. Nawet wtedy, gdy podczas Mszy św. do klasztornej kaplicy wtargnęli funkcjonariusze. Tego dnia siostra miała dyżur w szpitalu. Przeczuwała, że przyszli ją aresztować, bo kilka dni wcześniej pomogła uciec ze szpitala księdzu, na którego wydano wyrok śmierci.
Funkcjonariusze wpadli na trop Zdenki, aresztowali ją, na przesłuchaniu bili do nieprzytomności, żeby zmusić ją do zeznań. Ciało Zdenki zmieniło się w jedną wielką ranę. Kiedy po przesłuchaniach strażnicy wrzucali ją do celi, inni więźniowie słyszeli jej szept: „Przebaczenie jest najważniejsze w moim życiu”. W 2003 roku w Bratysławie siostra Zdenka przez została papieża Jana Pawła II ogłoszona błogosławioną.
☻
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.