Wiem, że tu jesteś

Rozmawiała Joanna Kojda

|

Mały Gość 06/2024

publikacja 23.05.2024 11:56

Co myśli podczas przeistoczenia, dlaczego marzy, by ludzie po Komunii chodzili ze świecącymi się lampkami i czemu nie modlił się o swoje powołanie mówi ks. Wojciech Węgrzyniak, biblista, nauczyciel akademicki i rekolekcjonista.

Wiem, że to, co stało się dwa tysiące lat temu, dzieje się cały czas – mówi ks. Wojciech Węgrzyniak Wiem, że to, co stało się dwa tysiące lat temu, dzieje się cały czas – mówi ks. Wojciech Węgrzyniak
archiwum prywatne

Mały Gość Niedzielny: Jako dziecko lubił Ksiądz chodzić do kościoła?

Ks. Wojciech Węgrzyniak: Nie wiem czemu, ale naprawdę bardzo lubiłem chodzić do kościoła. Gdy zostałem ministrantem, to lubiłem chodzić i w tygodniu, i w niedziele. Czasem w niedzielę byłem nawet dwa, trzy razy na Mszy Świętej!

Naprawdę?

Tak, mieliśmy wtedy dwa kościoły, w Starych Maniowach i w Nowych, a ja miałem taką potrzebę serca, żeby być na Mszy więcej razy, trwało to parę lat. Żeby zdążyć z jednego kościoła do drugiego, nieraz musiałem biec albo prosić księdza, żeby mnie zabrał autem. Bardzo cieszę się, że księża nie śmiali się ze mnie i pozwolili mi być częściej na Mszy. Byłem ministrantem, lektorem, śpiewałem psalmy.

Już wtedy Ksiądz myślał, że będzie księdzem?

Myślałem o tym, ale w piątej klasie, pamiętam, jak ksiądz na rekolekcjach powiedział, żebyśmy się modlili o powołanie, pomyślałem że nie będę się modlić, bo nie wiem, czy chcę być księdzem. Bałem się, że jak się będę modlił, to Pan Bóg zrobi mnie księdzem, a jak ja tego nie będę chciał, to przecież nie będę zadowolony. (śmiech) Bardzo lubiłem chodzić na pogrzeby, bardziej niż na śluby i kiedyś, gdy wracaliśmy z pogrzebu, organista powiedział: „Wojtek będzie księdzem”, a proboszcz na to: „O, to by się musiał strasznie dużo uczyć…”. I w sumie kiedy poszedłem do szkoły w 1979 roku, to doktorat zrobiłem dopiero 30 lat później. (śmiech)

A co zadecydowało, że jednak Wojtek został Księdzem?

Kiedy miałem ok. sześciu lat, mama zapytała mnie, czy zostałbym księdzem, a ja w jej głosie wyczułem, że byłaby szczęśliwa, gdybym powiedział „tak”, więc powiedziałem „tak”. (śmiech) Pamiętam nawet miejsce tej rozmowy. To było przy takim warsztacie tkackim.

Do liceum poszedłem z taką myślą: albo zostanę księdzem, albo nauczycielem. W klasie maturalnej bardzo dużo się zastanawiałem, czy być tym nauczycielem, czy księdzem. Gdy zacząłem maturę pisemną, dalej nie miałem odpowiedzi, ale przed końcem egzaminu ustnego już wiedziałem. 16 maja, dokładnie w 10. rocznicę mojej pierwszej Komunii Świętej, w 1992 r., po powrocie z nabożeństwa majowego i ze Mszy Świętej miałem takie doświadczenie bliskości Boga i Jego miłości, że właśnie wtedy zdecydowałem, że pójdę do seminarium.

Myśli Ksiądz, że dom rodzinny też miał na to wpływ?

Tak, wszyscy byliśmy w domu wierzący. Tak jak wszyscy chodziliśmy na pola, tak chodziliśmy do kościoła. Modliliśmy się w domu. Potem okazało się, że ja lubię jeszcze bardziej chodzić do kościoła. I za to Panu Bogu dziękuję.

I dziękuję Mu, że choć nieraz byłem na Niego zły, bo mógł się przecież wcześniej odezwać, było to dość denerwujące, że nie wiedziałem, co mam robić, kim być, to Pan Bóg odezwał się dokładnie wtedy, kiedy trzeba.

Jak wygląda Msza od strony ołtarza?

Po pierwsze człowiek myśli, że wszyscy na niego patrzą. Już jako ministrant tak myślałem. Jest to trochę krępujące. Z drugiej strony piękne jest to, że jest się tak blisko. Blisko Ciała Jezusa, blisko kielicha, blisko Najświętszego Sakramentu.

I to takie poczucie bliskości zawsze miałem.

Pod koniec szkoły podstawowej miałem zasadę, że na Mszy w ogóle nie patrzyłem na kościół, żeby się nie rozpraszać. To mi pomagało lepiej się skupić. Bliskość i poczucie – to chyba chłopcy tak mają – że trzeba wypełnić zadanie, funkcję, robotę. Czułem się potrzebny. Z tym zawsze kojarzyła mi się Msza Święta.

Teraz dzięki Księdzu Pan Bóg jest obecny…

Tak, ale Bóg ma wielkie zaufanie wobec każdego człowieka. Trzeba pamiętać, że dzięki kapłanowi Chrystus przychodzi na ołtarz, ale przychodzi też do serca każdego człowieka. Dla mnie ludzie to są chodzący tabernakula. Marzy mi się, żeby ludzie po Komunii chodzili ze świecącymi się lampkami. Tak jak wieczna lampka świeci przy tabernakulum, tak chciałbym takiego znaku, że w tym człowieku jest Jezus. W tym sensie Bóg niesamowicie zaufał nam wszystkim. Pozwolił wziąć się do rąk i przyjąć do serca.

Czym różni się Msza niedzielna od tej w tygodniu?

Bardzo lubię Msze Święte w tygodniu. Jest spokój, można się lepiej skupić. Można by powiedzieć, że to jest jak zjedzenie posiłku w najbliższej rodzinie, a obiadu z gośćmi. Gdy przyjadą goście, jest uroczyście, elegancko, ale przecież fajnie jest też zjeść obiad tylko z najbliższymi…

Przychodzisz na 20-minutową Mszę Świętą, bez kazania czy śpiewów i jesteś całkowicie skupiony na liturgii. Tym, czym różni się ubranie zwykłe od świątecznego, tym Msza w dzień powszedni od dnia świątecznego.

Na swoim blogu napisał Ksiądz, że „od 16 maja 1982 r. w każdą niedzielę przyjmuje Komunię św., nie licząc dni powszednich (…)” i dodał Ksiądz: „Bez Eucharystii się rozlecę”. Czy coś się zmieniło?

Nic się nie zmieniło. To jest dla mnie absolutny fenomen, że przez tak długi czas mam łaskę, z której nie do końca nawet zdaję sobie sprawę. Czasem człowiek przyzwyczaja się do tego daru przyjmowania Komunii św. Nie każda Msza św. jest przeżywana bardzo głęboko, widzę, że z wiekiem coraz częściej się rozpraszam. Ale naprawdę bardzo cieszę się z wierności Pana Boga. Że przez tyle lat pozwala mi być blisko Niego.

Co robić kiedy przychodzą rozproszenia, kiedy zaczynam myśleć o niebieskich migdałach?

Nie denerwować się. Przychodzą rozproszenia, to i odejdą. I znowu myślami wrócę na Mszę Świętą. Zwróciłbym jednak uwagę na to, skąd się biorą.

Czasem jest tak, że mamy rozproszenia, bo przychodzimy późno na Mszę. Gdybyśmy byli wcześniej, to łatwiej byłoby nam się skupić. Jeśli na przykład w domu było dużo emocji danego dnia, to lepiej iść do kościoła później, kiedy te emocje już opadną. Najważniejsze jest to, żebym był na Mszy i próbował chociaż jedną czy dwie myśli z tej Mszy Świętej wyciągnąć. Na ile się da, skupiamy się, ale gdy przychodzą rozproszenia, to spróbujmy chociaż jedno słowo, jedną myśl, jeden obraz zabrać ze sobą czy to z liturgii słowa, czy z modlitwy, czy z kazania.

Co Ksiądz myśli, kiedy wypowiada słowa „To jest moje Ciało…”?

Jak patrzę na Ciało Chrystusa czy Jego Krew, to wiem, że On tu jest. Nie potrzebuję innych dowodów. Przez wypowiadane słowa przenoszę się również do tego, co działo się podczas ostatniej wieczerzy czy na Golgocie.

Nie analizuję tego jakoś intelektualnie. Po prostu mam pewność: wiem, że tu jesteś. I wiem, że to, co stało się dwa tysiące lat temu, dzieje się cały czas.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

W subskrypcji otrzymujesz

  • Nieograniczony dostęp do:
    • wszystkich wydań on-line tygodnika „Gość Niedzielny”
    • wszystkich wydań on-line on-line magazynu „Gość Extra”
    • wszystkich wydań on-line magazynu „Historia Kościoła”
    • wszystkich wydań on-line miesięcznika „Mały Gość Niedzielny”
    • wszystkich płatnych treści publikowanych w portalu gosc.pl.
  • brak reklam na stronach;
  • Niespodzianki od redakcji.
Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.