publikacja 16.02.2023 12:58
Zamiast kasków noszą hełmy – tak jak ich święty patron. Ze wszystkich sił starają się nigdy nie zawieść tych, którzy liczą na ich pomoc.
Stowarzyszenie Ochotnicza Straż Pożarna Ursus liczy 140 członków.
Agata Ślusarczyk/FotoGość
Ochotnicza Straż Pożarna w warszawskim Ursusie działa już prawie 100 lat! I choć ręczne pompki zamieniono dawno na nowoczesne wozy strażackie, chęć niesienia pomocy pozostała ta sama. „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” – to nasze strażackie zawołanie mówi pan druh Przemysław Dąbrowski, prezes OSP Ursus. – Taki był św. Florian, który ujął się za legionistami prześladowanymi za wiarę i sam stracił życie. Choć historia naszego patrona wydarzyła się w 304 roku, duch świętego męczennika w pracy jest obecny. Duch służby, męstwa, odwagi i wiary. – Dla nas św. Florian to nie tylko postać historyczna, ale i orędownik – dodają strażacy. – Jego pomoc odczuwamy na co dzień. Nazwaliśmy się Rycerzami św. Floriana, ponieważ dzisiaj, kiedy tak wiele osób odchodzi od Boga, my chcemy przyznawać się do naszej wiary.
Alarm w telefonie
Jeszcze niedawno strażaków ochotników na akcję zwoływała syrena. – Dziś, jeśli pojawi się wezwanie, w telefonie strażaków dzwoni specjalna aplikacja – wyjaśnia prezes. – Ochotnicy mają zaledwie kilka chwil, by potwierdzić swoją gotowość do podjęcia akcji. A zdarza się, że telefon zadzwoni w nocy. Najpóźniej w ciągu 15 minut strażacy muszą pojawić się w remizie. – Gdy nie ma korków, potrafimy zebrać się w pięć minut i ruszamy na akcję – mówi druh prezes Dąbrowski. Strażacy ochotnicy na co dzień pracują w urzędach, bankach, firmach informatycznych, wykonują różne zawody, mają swoje rodziny. Kiedy decydują się na służbę w ochotniczej straży pożarnej, wiedzą, że to wymaga wielu wyrzeczeń. – Tym, co nas łączy, jest chęć pomocy drugiemu człowiekowi – dodaje prezes.
Piknik dla sąsiadki
Najczęściej strażacy wzywani są do wypadków drogowych, do powalonych przez wichurę drzew, podtopień, powodzi. Zdarza się, że usuwają gniazda os, no i oczywiście jadą do pożarów. – W ubiegłym roku wyjechaliśmy z remizy 565 razy. Niesiemy pomoc nie tylko w swojej dzielnicy, ale w całej Warszawie. Zabezpieczamy też duże, masowe wydarzenia kulturalno-sportowe – mówi prezes. Poza dyżurami strażacy ochotnicy bio- rą udział w wydarze- niach państwowych, angażują się także w życie parafii i swojej dzielnicy. Widać ich podczas procesji Bożego Ciała, kiedy dumnie niosą figurę i sztandar z wizerunkiem swojego patrona. W przedszkolach i szkołach uczą, jak udzielać pierwszej pomocy. Dla mieszkańców dzielnicy organizują pikniki. – Wtedy ludzie mogą poznać naszą pracę z bliska. Największą atrakcją jest oczywiście wóz strażacki, jego wyposażenie – uśmiechają się strażacy ochotnicy. – Teraz planujemy wiosenny piknik charytatywny. Będziemy zbierać pieniądze potrzebne na leczenie naszej chorej sąsiadki – zapowiadają.
Na sygnale
Na jednym z takich pikników strażaków poznała Marta Kożuchowska. – Od dziecka mieszkam na Ursusie i nie wiedziałam, że tu działa straż pożarna – opowiada. – Okazało się, że wśród strażaków są też nastolatki. Zostałam zaproszona na zbiórkę i jako 14-latka zaczęłam przygodę z OSP – wspomina. Znałam tę pracę, bo mój dziadek był strażakiem ochotnikiem – dodaje. Początkowo Marta należała do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Raz w tygodniu podczas zbiórek uczyła się obsługiwać sprzęt, poznawała pracę strażaków i... chodziła na siłownię. – Sprzęty strażackie są bardzo ciężkie i trzeba mieć sporo siły, być zwinnym i szybkim, dlatego musimy dbać o kondycję – mówi Marta. Po zakończonym szkoleniu i zdanym egzaminie Marta jako 18-latka wyruszyła na pierwszą w swoim życiu akcję. – Nie mogłam się doczekać – przyznaje. – Pamiętam, kiedy po raz pierwszy zadzwonił alarm w moim telefonie. Największe emocje były przy dojeździe, bardzo bałam się, czy zdążymy dojechać na czas. Na szczęście nie było to nic groźnego. Jechaliśmy usunąć złamaną gałąź. – A są sytuacje, których się po prostu boisz? – dopytuję. – Najbardziej boję się, by nikogo nie zawieść. Robię wszystko, by pomóc drugiemu człowiekowi – zapewnia.
Tata i Jaś
Stowarzyszenie Ochotnicza Straż Pożarna w Ursusie to 140 osób. Strażaków ratowników, którzy wyjeżdżają na akcję, jest 45. Pozostali prowadzą na przykład stronę internetową, administrację albo zajmują się konserwacją i naprawą sprzętu gaśniczego. Druh Daniel Kidaj na co dzień pracuje w branży informatycznej. W straży jest odpowiedzialny za archiwum. – Mamy trzy regały z kronikami, za 2 lata będziemy obchodzić 100-lecie i planujemy, by wszystkie materiały były dostępne w formie cyfrowej, by przetrwały co najmniej kolejne 100 lat – mówi. W pracy w remizie pomaga mu 5-letni Jaś. – Umie już zwijać strażacki wąż i zadzwonić pod numer alarmowy – chwali chłopca tata. – Zależało mi, by nie był dzieckiem ze smartfonem, ale aby uczył się męstwa i odwagi, dlatego zacząłem go zabierać ze sobą na dyżury. Druh Tadeusz Chałuś w straży służy 40 lat, teraz jest już jej honorowym członkiem. – Strażacy muszą być zdyscyplinowani i mieć zapał, by pomagać innym – mówi. – To coś więcej niż zwykła praca.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.