publikacja 04.01.2023 09:45
Najpierw spadła ulewa. Potem zalało wszystko. Zginęły setki ludzi. Tysiące nie mają za co żyć ani gdzie mieszkać. Ratowali co się da. A niewiele się dało…
Seria niszczycielskich ulew doprowadziła do jednej z najtragiczniejszych powodzi w historii Nigerii
PIUS UTOMI EKPEI /AFP/east news
Dziesięć lat temu czytelnicy „Małego Gościa” pomogli wybudować studnie w wioskach na południu Nigerii. Teraz olbrzymia powódź zniszczyła wioski, zalała szkołę i przetwórnię wody przeznaczonej do picia.
Niszcząca fala
To największa taka katastrofa od lat. – Powodzie w Nigerii się zdarzają. Ale takiej jak ta nasi ludzie nie widzieli od 60 lat – mówi misjonarz ksiądz Damian Lenckowski. – Od 6 tygodni jesteśmy zalani. Przetwórnia wody pitnej, którą budowaliśmy z „Małym Gościem” jest zniszczona. Woda w szkole sięga do poziomu okien. Ludzie nie mają gdzie mieszkać. Budują prowizoryczne szałasy na palach. Ksiądz Damian od ponad dziesięciu lat dzieli proste życie z mieszkańcami małej wioski Uduophori w stanie Delta. W 2012 roku, dzięki akcji „Małego Gościa” „Studnia za grosze” wybudował kilka studni i przetwórnię wody. Było wielkie święto w wiosce. Ludzie z radości tańczyli i śpiewali. Przyjechał biskup Hiacynt z diecezji Bomadi i poświęcił to miejsce. Przez kolejne lata ks. Damian ze współbraćmi pakowali wodę zdatną do picia w woreczki i rozprowadzali wśród mieszkańców wiosek. – Tu woda w rzekach jest brudna. Skażona ropą naftową – tłumaczy ksiądz. – A czysta woda zmniejsza ryzyko zachorowań na dur brzuszny, cholerę. Fala powodzi, jaka przeszła w październiku przez Nigerię, pozostawiła ludzi z niczym.
Zniszczone wszystko
Od lipca ucierpiało już prawie 3 miliony ludzi z powodu powodzi, jakie w tym roku nawiedziły Nigerię. Zaczęło się od ulewnych deszczy. Niektórzy mówią, że to wina zmian w klimacie, inni twierdzą, że powódź przyszła dlatego, że w sąsiednim Kamerunie otwarto tamy i nadmiar wody spływa kaskadami w dół rzeki Benue. Tegoroczne powodzie spowodowały zniszczenia w 34 stanach z 36 w całym kraju. Zginęły co najmniej 603 osoby. Ponad 2400 zostało rannych. Więcej niż 300 tys. domów zostało całkowicie zniszczonych lub uszkodzonych. Ludzie ratowali co się da. A niewiele się dało… Setki tysięcy osób nie mają za co żyć ani gdzie mieszkać. Ponieważ zostały zniszczone pola uprawne, milionom mieszkańców Nigerii grozi głód. – Byłem akurat w innej diecezji, gdy to się zaczęło – opowiada ksiądz Damian. – Od razu rzuciłem wszystko i ruszyłem do moich ludzi w Uduophori. Normalnie dojeżdżam motorem, a wtedy kilka razy musiałem zmieniać łódkę, by dotrzeć na miejsce.
Ryż na wagę złota
Tam, gdzie posługuje ks. Damian, ludzie żyją w skrajnym ubóstwie. Nie mają nic. Nawet mydła. Ksiądz Damian razem z braćmi dzięki pomocy z Polski przygotowuje dary dla poszkodowanych z powodu powodzi. Ostatnio przywiózł trzy worki ryżu, który w Nigerii jest bardzo drogi. – Jeden worek (50 kilogramów) kosztuje, przeliczając na złotówki, 1200 złotych (przed powodzią 400 złotych). No więc zabrałem te trzy worki ryżu. Ludzie o ten ryż dosłownie walczyli, czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Tegoroczna powódź zbiegła się w dodatku z trwającą epidemią cholery. Choroba od stycznia zabiła już w kraju ponad 465 osób. Powodzie zwiększają jeszcze ryzyko przenoszenia różnych chorób. Ksiądz Damian prowadzi w Nigerii wspólnotę Apostołów Nadziei. To grupa ponad 30 braci. Za patrona wybrali św. Karola de Foucauld. – Karol chciał służyć wśród najuboższych. My też tak chcemy – mówi ksiądz Damian. – Razem adorujemy Najświętszy Sakrament, modlimy się siedem razy dziennie. Sprawujemy Eucharystię, razem żyjemy i pracujemy z ludźmi. Apostołowie Nadziei otwarli kilka szkół i ambulatoria. – W Kalaba mamy nawet klinikę św. Faustyny, jest szkoła św. Jana Pawła II – cieszy się ksiądz. – Nie jest łatwo – przyznaje. – Ale jeśli Pan Bóg tego chce, to wszystko poprowadzi.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.