publikacja 09.12.2021 16:01
O tym, po co wynosi się ludzi na ołtarze, co robi postulator w procesie i dlaczego ks. Jan Macha będzie błogosławionym, mówi ks. Damian Bednarski, postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Machy.
Henryk Przondziono /foto gość
Mały Gość: Jak to jest, że niektórzy zostają ogłoszeni błogosławionymi po kilku latach, a inni po kilkudziesięciu lub nawet kilkuset?
Ks. Damian Bednarski: Kon-kretna osoba jest wyniesiona na ołtarze w takim momencie, kiedy świadectwo jej życia jest potrzebne Kościołowi. Kościół wyczuwa patrona na dane czasy. Dziś należy mówić o wierności powołaniu, o tym, że trzeba być gotowym na poświęcenie, że nie można zrażać się trudnościami, tylko wierzyć. Być z Panem Jezusem. I tu mamy postać księdza Jana Machy.
To zdecydowało, że ks. Macha teraz zostaje ogłoszony błogosławionym?
Dziś takiego patrona potrzeba młodym, seminarzystom, młodzieży działającej w ruchach Caritas, pomagającej potrzebującym. Potrzeba wierności, gorliwości. Stąd postać młodego księdza, który został zabity za wiarę. Niebywale odważny, w czasach wojny niósł pomoc potrzebującym. Taka postać jest ważna dla seminarzystów i kapłanów, ale i dla każdego z nas.
Ksiądz został postulatorem w procesie beatyfikacyjny ks. Ma- chy. Co to znaczy?
Postulator jest rzecznikiem kandydata na ołtarze. Postulator ma udowodnić albo heroiczność cnót albo jego męczeństwo. Służą temu dokumenty i świadectwa o kandydacie. Jakie dokumenty zachowały się na temat ks. Jana? Pisał listy z więzienia. Wśród nich najbardziej wzruszający, pisany na kilka godzin przed śmiercią. Na strychu domu rodzinnego odkryliśmy całe pudło z kazaniami ks. Jana Machy. Prawie 700 stron rękopisu. Pokazują one, że Hanik – tak go nazywali w domu rodzinnym, tak zwracali się do niego koledzy i zaprzyjaźnieni kapłani – był człowiekiem głębokiej wiary. Są też wspomnienia świadków jego męczeństwa w więzieniu. Że był prześladowany, bity, że drwiono z jego kapłaństwa, Kościoła i Boga. Jest też świadectwo kapelana, który mu towarzyszył przed śmiercią. Wszystko to ukazuje święte życie naszego Hanika.
Pewnie zaprzyjaźnił się Ksiądz z Hanikiem przez te lata pracy?
Od 2013 r. dzień po dniu poznawałem księdza Jana Machę. I z każdym dniem jego osoba mnie coraz bardziej fascynowała, ale i… zawstydzała.
Dlaczego?
Bo uświadamiałem sobie, ile ten bardzo młody, dwudziestoparoletni kapłan zrobił. Jak bardzo był odważny. Że miał w sobie to „coś”, co pociągało innych do współpracy, do pomocy w dziele charytatywnym.
Co możemy zaczerpnąć od ks. Machy?
Gdy mamy momenty zwątpienia, popatrzmy na księdza Jana. On się nie poddawał, nie rezygnował łatwo. Ja w chwilach słabości myślę o jego męstwie podczas 15 miesięcy uwięzienia. Często modlę się: „Haniku, pomóż”. Poza tym to jego bezkompromisowe realizowanie powołania – przykład dla seminarzystów i kapłanów. Ksiądz Macha uczy, że jest się kapłanem na każde czasy, nie tylko na piękne, ale i na trudne. Aż po położenie głowy pod gilotynę – bo tak zginął. A dla wszystkich może być przykładem wielkiej wrażliwości na potrzeby innych osób.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.