Hinduiści mają wiele bóstw. Nie znajdziesz jednak Boga, który zbawia, odpuszcza grzechy, kocha tak, że oddaje za ciebie życie.
Starożytne centrum Bhaktapur, historycznej stolicy Nepalu
krzysztof błażyca /foto gość
R ok temu pisaliśmy w „Ma- łym Gościu” o katolickiej szkole w Katmandu, stolicy Nepalu, u podnóża Himalajów. Teraz, tuż przed wakacjami, zapraszamy do poznania kilku zabytków i zwyczajów tego kraju.
Kozy w ofierze
W Nepalu mieszka ok. 30 milionów ludzi. Większość, ponad 80 procent, to wyznawcy hinduizmu. Ich wierzenia oparte na starożytnych, barwnych mitach opowiadają o niezliczonej ilości bóstw. W Europie wiara w mity (greckie, rzymskie, słowiańskie) ustąpiła religii chrześcijańskiej, w Nepalu natomiast wciąż żywe są wierzenia czerpiące z dawnych tradycji i ludzkich wyobrażeń. Można tu zobaczyć mężczyznę oddającego cześć szesnastorękiej Durdze (według mitów walczącej z demonami) albo kobietę, która chodzi dokoła drzewa, bo wierzy, że w nim jest obecny stwórca Wisznu. Kierowca w samochodzie ma figurkę bóstwa Ganesi z głową słonia. Nawet nepalskie linie lotnicze składają „panu nieba” kozy w ofierze, aby uchronić samoloty przed awariami (poszukaj informacji na stronie malygosc.pl, klikając na lupę i wpisując hasło Nepal).
Święte miejsca
Starożytne świątynie Nepalu ozdobione postumentami lwów, słoni i postaci z hinduskiej mitologii znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. – Do najważniejszej świątyni – Paśupatinath – turysta nie wejdzie. Tylko wyznawcy hinduizmu mogą to zrobić – mówi Sujan, nepalski przyjaciel. Świątynia znajduje się nad brzegiem rzeki Bagmati. Nepalczycy palą tu ciała zmarłych, a prochy wrzucają do wody. – To święty zwyczaj i święte miejsce – tłumaczy Sujan. – My nie chowamy zmarłych w ziemi tak jak chrześcijanie. W Nepalu dużą grupą religijną są też buddyści. W Katmandu mieszczą się dwa najważniejsze dla nich miejsca pielgrzymkowe, tak zwane stupy (budowle w kształcie kopuł). Stupę Bodnath, jedną z największych na świecie, wybudowano mniej więcej w V wieku. Druga to Swayambu, zwana też małpią, bo pełno wokół niej makaków skaczących między buddyjskimi pielgrzymami i turystami. Aby wejść na szczyt, trzeba pokonać kilkaset schodów. Obie stupy uszkodziło trzęsienie ziemi w kwietniu 2015 r. Za miastem stoi natomiast buddyjski klasztor Kopan, gdzie do bycia mnichami przygotowują się tamtejsi chłopcy. W lesie wokół klasztoru powiewają tysiące chorągiewek z buddyjskimi modlitwami.
Festiwal rydwanów
W Nepalu jest też niewielka grupa chrześcijan. Około 2 milionów protestantów, 700 tysięcy katolików i tylko 70 księży. Biskup jest tylko jeden. Pochodzi z sąsiednich Indii. Katedra katolicka w Katmandu przypomina hinduską świątynię. – Żyjemy tu obok siebie, ludzie różnych religii… – mówi biskup Paul Simick. – Malowidła i figurę Maryi w naszej katedrze wykonali buddyści. A kolumny postawili miejscowi muzułmanie – dodaje. Z katedry można wybrać się pieszo do starożytnego miasta Patan. To najstarsze ze wszystkich miast Doliny Katmandu. Powstało w III wieku przed narodzeniem Chrystusa. W centrum znajduje się malowniczy plac Durbar. Obok jest muzeum, które kiedyś było pałacem królewskim. – Co roku w maju w Patan odbywa się festiwal rydwanów – mówi Sujan. – To najważniejsza uroczystość religijna miasta. Podobne do Patan jest miasto Bhaktapur, historyczna stolica Nepalu i trzecie z najważniejszych miast w Dolinie Katmandu. – Nigdzie na świecie nie zobaczysz tego co w Bhaktapur. Sztuka ma tu nawet 1000 lat – wita pastor Chandra, który jest też archeologiem. Kiedyś był hinduistą, ale od lat przewodzi grupie chrześcijan.
Obok młynków – psalm
Ponad miastem na wzgórzu w malowniczej wiosce znajduje się świątynia Changu Narayan. Dla Nepalczyków jest tym, czym dla starożytnych Greków był Akropol. – To jedna z najstarszych świątyń w Dolinie – mówi pastor Chandra. – Poświęcono ją bóstwu Wisznu. Hinduiści mają wiele bóstw, ale nie znajdziesz tu Boga, który zbawia, odpuszcza grzechy, kocha tak, że oddaje za ciebie życie – tłumaczy. Wracam do Katmandu. Wieczorem w stolicy uliczki przystrojone kolorowymi chorągiewkami tętnią życiem. Obok pamiątkowych buddyjskich młynków modlitewnych stoi obraz himalajskich szczytów, a na nim słowa z Psalmu 18: „Pan moją skałą”. W uliczkach rozchodzi się zapach palonego kadzidła. Grajkowie przemykają ze skrzypcami. Dzwonią kolorowe riksze. „Namaste, namaste!” (witaj, witaj) – pozdrawiają się ludzie. – To inny świat… – uśmiecha się przyjacielsko Sujan. – Inny, piękny i zadziwiający – przyznaję.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.