Wiedziała, że w Boliwii jest niebezpiecznie. Tym bardziej chciała tam pojechać – by pomagać dzieciom.
Helena zawsze była blisko ludzi. Wyjazd do Bolwii, by pomagać osieroconym, biednym dzieciom, był spełnieniem jej marzeń
archiwum parafii św. Barbary w Libiążu
Helena Kmieć pochodziła z Libiąża. Na początku stycznia wyjechała do Cochabamby w Boliwii. Wraz z przyjaciółką z Wolontariatu Misyjnego „Salvator” w placówce prowadzonej przez siostry służebniczki przygotowywały ochronkę dla dzieci. Nie zdążyły jej jednak otworzyć. W nocy z 23 na 24 stycznia włamało się tam dwóch mężczyzn. Jeden z nich zaatakował Helenę. Włamywaczy aresztowano, ale Heleny nie udało się uratować. „Helenka pozostanie dla nas niedoścignionym wzorem radosnej, pokornej, bezgranicznej służby Jezusowi i ludziom. Dzięki Niej wiemy, że prawdziwie święci ludzie żyją bardzo blisko nas” – napisali po jej śmierci przyjaciele z wolontariatu.
Z samolotu na wesele
Jaka była? Jej znajomi i przyjaciele opowiadają, że przede wszystkim uwielbiała być blisko drugiego człowieka. Nigdy nie opuściła okazji, by pomóc innym. – Zawsze była z ludźmi, i w chwilach ważnych, i smutnych, i radosnych. Helena dla każdego miała czas. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych – opowiada Magdalena Kaczor, jej przyjaciółka z Wolontariatu Misyjnego „Salvator”. – Kiedyś przed weselem przyjaciół Helena o trzeciej nad ranem wstała do pracy (była stewardessą), przed południem – po dwóch lotach – była już z powrotem. Przebrała się i pobiegła na ślub, na którym śpiewała. Potem wesele, a następnego dnia znów praca. Kiedyś zapytałam ją, czy w ogóle śpi. „Oczywiście, spałam dziś trzy godziny!” – odpowiedziała Helena. Podobnie zapamiętał Helenę wikary parafii św. Barbary w Libiążu, ks. Janusz Grodecki. – Miała piękny dar zauważania wszystkich – wspomina ksiądz. – Nie grupy, ale poszczególnych osób, nawet tych, które stały na uboczu. Będzie nam ogromnie brakowało jej radosnej wiary w Boga i ludzi.
Inżynier po szkole muzycznej
W szkole Helena mocno się angażowała, wykorzystując swoje liczne talenty. Była przewodniczącą – najpierw klasy, potem gimnazjum i liceum, występowała w przedstawieniach, startowała w konkursach recytatorskich. „Pamiętam szczególnie jedną z tych inscenizacji. Z grupą osób zebraną z różnych klas w trzy dni, od zera, stworzyliśmy jasełka. Z jakichś powodów klasa, która miała przygotować świąteczne przedstawienie, nie zrobiła tego. A ja nie mogłam wyobrazić sobie szkolnej wigilijki bez jasełek. Dlatego, za zgodą pani dyrektor, zebrałam grupę chętnych, z którą ekspresowo przygotowaliśmy to przedstawienie. Udało się je wykonać bez większych wpadek!” – opowiadała w wywiadzie z okazji 25-lecia libiąskiej szkoły Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, do której chodziła od podstawówki aż do matury. Dwa lata liceum spędziła na stypendium w Wielkiej Brytanii. Po maturze – wbrew namowom babci, by poszła do szkoły aktorskiej – zaczęła studia na politechnice w Gliwicach. Tam też chodziła do szkoły muzycznej I i II stopnia (była w klasie śpiewu solowego). Tam działała m.in. w duszpasterstwie akademickim, w Libiążu kierowała parafialnym komitetem organizacyjnym Światowych Dni Młodzieży. – Tak naprawdę to dzięki niej bardzo ładnie udało się nam przyjąć 500 Włochów – wspomina ks. Janusz Grodecki.
Spełnione marzenie
Wyjazd do Boliwii miał być spełnieniem jej marzeń. Żeby tam polecieć, Helena wzięła półroczny urlop w pracy. Wcześniej pomagała już księżom salwatorianom na Węgrzech i w Rumunii, a w 2013 roku spędziła dwa miesiące w Zambii. Chciała jednak wyjechać na dłużej, by – jak sama mówiła – „nawiązać bliższe relacje z ludźmi, poznać ich potrzeby i dzięki temu móc lepiej im służyć”. Biskup Jan Zając, brat jej dziadka, wspominając swoje ostatnie spotkanie z Heleną pod koniec grudnia 2016 roku, mówi, że o swoich planach opowiadała z wielką radością. Była przekonana, że to jej powołanie. – Dlatego o tym, co stało się 24 stycznia, nie myślę jako o zabójstwie, ale jako o oddaniu życia – tak jak męczennicy. Tak ją odbieram – mówi bp Zając. – Helena była gotowa na wszystko, by wypełnić swoje powołanie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.