część IX
Rys. Monika Juroszek
Julek pobijał właśnie rekord w podbijaniu kolankiem. Pobijał, ale… nie pobił. Stracił równowagę, a piłka poturlała się w stronę drzwi z napisem „Kino Bajka”.
– Pospieszcie się. Mój czas nie należy do mnie – rzucił Olga, przenosząc wzrok z piłki na wieżę kościoła. Tam zegar wskazywał czwartą piętnaście. Wszyscy wiedzieliśmy, że to nie jego słowa. Co pewien czas zarzucał nas mądrościami z powieści „Trzej muszkieterowie”. Twierdził, że przeczytał tę książkę już cztery razy. Ale mało kto w to wierzył. Bo to bardzo gruba książka.
– Ech, dłużej nie czekamy! – westchnął. – Wisienka i Maciek już nie przyjdą – po tych słowach weszliśmy do środka.
Starą mapę, którą Lena przekazała nam w tajemnicy przed swoim tatą, zabrała pani Klementyna Kopytko. Ale cenniejsza była notatka z boku, podpisana przez pradziadka Leny. Zapamiętaliśmy z niej każde słowo: „Wiadomość dla Zenona Kopytko na zapleczu kina, w szpuli z najlepszym filmem”. Byłem pewien, że w tej sprawie, to znaczy w sprawie odnalezienia właściwej szpuli, pomoże nam Pan Kleks. Naprawdę na imię miał Gustaw. Zajmował się w kinie obsługą projektora. Nosił długą brodę i długi płaszcz. I raz w miesiącu pozwalał nam uruchomić projektor. „Pan Kleks” to jego przezwisko, wymyślone dawno temu przez Wisię.
W kinie ukłoniliśmy się nisko pani kasjerce i pobiegliśmy schodami na górę. Pan Kleks spał w swoim fotelu. Zdziwiło nas coś innego – potworny bałagan. Szafki przypominały straszydła z wystawionymi językami szuflad. A na podłodze kłębiły się papiery.
– Proszę pana! – zawołaliśmy chórkiem.
– Proszę pana! – podniosłem głos, delikatnie szarpiąc rękaw koszuli Pana Kleksa.
– Proszę pana!!! – teraz szarpaliśmy go we trójkę.
– On… nie… żyje… – wyjąkał w końcu Julek. Zbledliśmy jak ściana.
– Co… Co się dzieje…? – Pan Kleks poderwał się nagle z fotela. A my wrzasnęliśmy niczym dziewczyny w pałacu strachów.
– To pan żyje?! – palnął Julek.
– Co to za bałagan? Długo tu stoicie? – dopytywał Pan Kleks. Ziewnął i mówił dalej. – Zaraz, zaraz… Jeszcze przed chwilą rozmawiałem z Tomaszem Łakomcem. Pokazałem mu kolekcję filmów i… urwał mi się film. To znaczy zasnąłem – zaczął układać swoje myśli. Gdy podszedł do wielkiej szafy, objął rękami swoją głowę. – Wszystkie szpule z filmami zniknęły! – jęknął głośno.
– Nic nie zostało? – zapytałem nieśmiało.
– Nic…
– Tak całkiem nic? Może chociaż jakiś jeden bardzo stary film? – tak naprawdę myślałem tylko o filmie, o którym pisał dziadek Tomasza Łakomca.
– Bardzo stary film? – zdziwił się Pan Kleks. – Taki… sprzed dziesięciu lat?
– Raczej taki sprzed… – zacząłem liczyć w myślach. – No… taki jeszcze sprzed wojny.
– Nigdy nie widziałem tu tak starych szpul – uciął.
– Ale, proszę pana, one muszą tu być – wtrącił Olga. – Pomożemy panu szukać!
– Idźcie lepiej do domu. Dzisiaj nie będzie żadnej projekcji – odpowiedział Pan Kleks.
– To chociaż pomożemy sprzątać – zaproponowałem. I jako pierwszy wziąłem się do roboty. Po paru minutach wszystko wróciło na swoje miejsce… Wszystko oprócz filmów.
A więc Tomasz Łakomiec, tata Leny, jest złodziejem – wysnułem prosty wniosek. Od tej myśli zrobiło mi się gorąco. Wyobraziłem sobie, jak ucieka z wielkim workiem na plecach. I jak zostawia za sobą ślad w postaci rozwijającej się taśmy. No i jak ten ślad prowadzi nas – trzech detektywów – do kryjówki w dawnym zakładzie szklarskim. Pędzący potok moich myśli zatrzymało pukanie do drzwi.
– Dzień dobry, czy nie przeszkadzamy? – usłyszałem znajomy głos. To była Lena. Obok stał jej tata. Zdębiałem.
– Jeszcze dzisiaj wracamy do Wiednia – zaczął pan Łakomiec. – Marlenka przypomniała sobie, że coś dla pana przywiozła – powiedział i skinął głową na córkę.
– Znalazłam go w starym kuferku pradziadka. Pomyślałam, że to cenna pamiątka dla kina… My mamy w domu drugi, taki sam – powiedziała Lena, rozwijając plakat. Po chwili ukazało się nam czarno-białe zdjęcie i wielkie litery: „W Kinie Bajka najlepszy film sezonu! Arcyzabawna komedia »Paweł i Gaweł«. W programie od 15 października 1938 r.”.
„Najlepszy film sezonu” – moje szare komórki rozbiegły się we wszystkich kierunkach. No tak! „Na zapleczu kina, w szpuli z najlepszym filmem” – tak przecież napisał pradziadek Leny. – To ten film! – powiedziałem głośno. I ugryzłem się w język.
– Dziękuję za prezent – uśmiechnął się Pan Kleks i... posmutniał. – A gdzie są szpule?! – podniósł nagle głos.
– Jakie szpule? Nie rozumiem – pan Łakomiec zrobił zdziwioną minę.
– Ktoś ukradł wszystkie filmy.
– No… Panie Gustawie… Chyba mnie pan nie podejrzewa? Wyszedłem po cichu zaraz po tym, jak pan zasnął. A to bardzo niekulturalne – tak zasypiać w trakcie rozmowy – zdenerwował się Tomasz Łakomiec.
Zapadła cisza. Lena złapała swojego tatę za rękę. Olga wyglądał, jakby chciał przebić wzrokiem ścianę. Ja usiadłem w fotelu. Poczułem to, co wcześniej mógł poczuć Pan Kleks – czyli zmęczenie i senność. Rozejrzałem się wokół siebie, ale nigdzie nie widziałem Julka. Znikł. Dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nie mógł wyjść, bo przed drzwiami stali goście. „Gdzie jest Julek… Gdzie jest Juu…” – gubiłem słowa, a moje powieki stawały się coraz cięższe.
Kiedy się ocknąłem, Julek i Olga stali obok. Poza nimi nie było nikogo. Pomyślałem, że cały ten bałagan, skradzione szpule i wizyta Leny – to wszystko tylko mi się przyśniło.
– Mati! Niespodzianka! – zawołał Olga. I wręczył mi pudełko pokryte kurzem.
– No, otwórz prędko! – wtrącił Julek.
W środku były cztery szpule z podpisem: „Paweł i Gaweł”. Z wrażenia zaniemówiłem. – Julek znalazł drzwiczki do skrytki… O tam, za szafą – relacjonował z pośpiechem Olga.
– Świetna kryjówka – zarechotał Julek. – Tylko trochę ciemno, zimno i… brudno. Wiecie, że nigdy nie rozstaję się z moją latarką. Tym razem pomogła mi w tej ciemności dojrzeć kilka starych mioteł, pułapkę na myszy, wagę z ciężarkami, stosik gazety i ogromną skrzynię. Tak ogromną, że gdy podnosiłem wieko, sam wpadłem do środka… i wylądowałem na stercie taśm – tu Julek przerwał, żeby pokazać guza na czole.
– Myślałem, że zostanę tam już na wieki… – ciągnął dalej. – Nie mogłem znaleźć „Pawła i Gawła”. Był na dnie skrzyni. Spójrzcie, wszystko się zgadza! Tytuł i rok: 1938!
– O, nareszcie się znalazłeś, Julku – niespodziewanie do pokoju wpadł Pan Kleks. – Co to? – zapytał, widząc w moich rękach kopię filmu.
– „Paweł i Gaweł” – odpowiedziałem najkrócej, jak tylko się dało.
– Ja wszystko zaraz pokażę – poderwał się Julek, zanim Pan Kleks zdołał cokolwiek po- wiedzieć.
Na ścianie, w głębi pokoju, wisiał kolorowy kilim. Julek złapał za jego dolny róg i uniósł tkaninę. – Proszę, pan Gustaw przodem – uprzejmym gestem wskazał wejście do skrytki. Pan Kleks pchnął niskie, za to szerokie drzwi. Zaraz potem zniknął w ciemności.
– Latarka! – zawołał jeszcze Julek. I oświetlił pomieszczenie.
Skrzynia była ciężka jak słoń. I uparta jak osioł… Próbowaliśmy ją przesunąć, ale nawet nie drgnęła. – Później się tym zajmę – stwierdził pan Kleks. – Chłopcy, znaleźliście prawdziwy skarb! Jak się wam odwdzięczę...
– Ja wiem – podniosłem wysoko rękę. Wcześniej dokładnie przyjrzałem się czterem szpulom z filmem z 1938 roku. Nie było żadnej „wiadomości dla Zenona Kopytko”. Czyli jednak nic nowego w sprawie fałszerzy.
– Czy możemy chociaż zobaczyć ten film? – spytałem.
Pan Kleks od razu się zgodził. Rozsiedliśmy się więc wygodnie w kinowych fotelach. Z głośników leciała znana kołysanka, a na ekranie pokazał się napis: „Paweł i Gaweł”. W połowie filmu, zaraz po jednej z naszych salw śmiechu, zerwała się taśma. Na szczęście Pan Kleks szybko naprawił usterkę. Mogliśmy śmiać się dalej. Zerknąłem na zegarek dopiero przy napisie „Koniec”. – Ale późno – podskoczyłem z miejsca. Pożegnaliśmy Pana Kleksa jak zawsze filmowo: „Do zobaczenia w kinie!”, ale nie potrafiliśmy zrobić nawet kroku w stronę wyjścia. Staliśmy jak zahipnotyzowani. Na ekranie wyświetliło się to samo pismo, które widzieliśmy na mapie. Pismo Tomasza Łakomca, czyli pradziadka Leny:
„Oświadczam, że Zenon Kopytko jest, i zawsze był, niewinny. To przeze mnie trafił do więzienia. Bo to ja, Tomasz Łakomiec, 16 lat temu wplątałem go w fałszowanie pieniędzy. Nie ma dnia, bym tego nie żałował. Drogi Zenku, bardzo Cię przepraszam. Twój stary przyjaciel Tomasz”.
Ciąg dalszy nastąpi
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.