Mroźny, zimowy poranek, do tego jeszcze silny wiatr potęgujący uczucie chłodu. Od kilku godzin siedzę w czatowni na skraju śródleśnej polany. Mam nadzieję, że spotkam ptaka – drapieżnika.
Myszołów włochaty – prawdziwy rarytas dla obiektywu. W Polsce pojawia się tylko zimą
Włodzimierz Stachoń
Nagroda za wytrwałość
Co jakiś czas podrzucam w pobliżu smakowite kąski ułatwiające przetrwanie zimy. W ten sposób łączę pożyteczne z przyjemnym – ptaki mają zapas łatwo dostępnej karmy, a ja zwabiam je przed obiektyw… Z każdą godziną mróz i wiatr coraz bardziej dają się we znaki, toteż moje myśli coraz częściej biegną ku domowemu zaciszu… Coś mi jednak mówi, by mimo wszystko jeszcze cierpliwie czekać…
Usiadł i znieruchomiał
Jakaż była moja radość, gdy wreszcie po kilku bezowocnych godzinach w pobliżu nęciska usiadł skrzydlaty drapieżnik. Bardzo powoli, by gwałtownym, ruchem nie spłoszyć czujnego ptaka, kieruję obiektyw w jego stronę. Drapieżnik długi czas tkwi nieruchomo, jakby ogłuszony szalejącą wichurą. W pobliżu nie ma żadnych konkurentów, nie spieszy się więc do skorzystania z zasobnej stołówki. Im dłużej przyglądam się sylwetce i upierzeniu skrzydlatego wędrowcy, tym bardziej przekonuję się, że mam przed obiektywem ornitologiczny rarytas – to przecież myszołów włochaty. W naszym kraju spotykany wyłącznie zimą. Wtedy, gdy na północy Europy, gdzie pomieszkuje, zima jest jeszcze bardziej surowa.
Nieopierzone łapy
Najważniejszą i najpewniejszą cechą pozwalającą odróżnić myszołowa włochatego od pospolitego i licznie występującego myszołowa zwyczajnego są opierzone skoki (nogi). Piór nie mają jedynie łapy drapieżnika – w przypadku myszołowa zwyczajnego natomiast nieopierzone są i nogi, i łapy. Gdy mój model podrywa się do lotu, wszystkie wątpliwości znikają – to bez wątpienia myszołów włochaty. Jego pojawienie się tego dnia było dla mnie największą nagrodą za cierpliwość i wytrwałość…
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.