Wciąż boją się czarowników, klątw i śmierci, którą potrafią sprowadzić. Na szczęście mają swoich męczenników. Ich przykład uczy, że wiara jest silniejsza od strachu.
Jezioro Wiktorii, miasteczko Entebbe Kobiety modlą się przed figurami misjonarzy Ojców Białych, którzy w tym miejscu po raz pierwszy stanęli na ugandyjskiej ziemi
Krzysztof Błażyca /foto gość
Na rozkaz króla Mwangi 3 czerwca 1886 r. zabito kilkudziesięciu chrześcijan. Najmłodszy, Kizito, miał 12 lat. Dla mieszkańców Ugandy to nie tylko święci z obrazków. To ludzie, którzy oddali życie za wiarę. Dziś są dumą afrykańskiego Kościoła. Co roku ponad milion ludzi z kilkunastu krajów Afryki, z prezydentem Yoweri Musevenim, który w 2012 roku poświęcił Ugandę Bogu, na czele, bierze udział w uroczystościach ku ich czci.
Na dworze kabaki
Historia zaczyna się w 1882 r., kiedy to do Ugandy, zwanej perłą Afryki, przyjechali Ojcowie Biali, francuscy misjonarze: ojciec Simon Lourdel i brat Amans. Przed nimi dotarli tu już anglikanie. Krajem rządził wtedy król Mutesa, zwany kabaką. Jego królestwo rozciągało się wzdłuż malowniczych brzegów Jeziora Wiktorii. Początkowo król był nieufny wobec przybyszów. Czarownicy przypominali mu o starej przepowiedni: „Biały człowiek przyjdzie od wschodu, aby pozbawić cię władzy”. Gdy pojawili się katolicy, z nabożeństwem do Maryi, szeptano: „Uważaj, oni czczą kobietę”. Ale ojciec Lourdel przechytrzył ich, mówiąc: „Oddajemy cześć Matce Króla, podobnie królu, jak cześć należy się Twojej matce”. I tak misjonarze zyskali przychylność władcy .
Prześladowania
Po śmierci króla Mutesy rządy objął jego syn Daniel Mwanga II, wielki prześladowca chrześcijan. Jego pałac znajdował się w Munyonyo, gdzie dziś polscy franciszkanie prowadzą misję. – Tu zginęli pierwsi męczennicy – mówi ojciec Wojtek Ulman, franciszkanin z Krakowa. – I stąd ruszył pochód śmierci do Namugongo. Misjonarz opiekuje się miejscami pamięci po męczennikach. – Król Mwanga wrócił z nieudanego polowania na hipopotamy – opowiada dalej ojciec Wojtek. – Wezwał do siebie doradców, ale oni akurat słuchali nauk misjonarzy. Król wpadł w wściekłość. Wyrok zapadł 27 maja 1886 r. Król zebrał wszystkich przed pałacem i kazał wystąpić tym, którzy się modlą. Wśród nich był Karol Lwanga, królewski doradca i katecheta. Dzień wcześniej zdążył jeszcze ochrzcić czterech ludzi, w tym 12-letniego Kizito, którego na śmierć wydał ojciec. Królewscy oprawcy od razu zabili dwóch chrześcijan. Pozostałych skazańców związali sznurami i poprowadzili do Namugongo, które podobnie jak Golgota było miejscem straceń. Zabito ich 3 czerwca 1886 roku.
Święto
Siedemdziesiąt osiem lat później papież Paweł VI ogłosił świętymi 22 ugandyjskich męczenników. Odtąd zawsze 3 czerwca wspominamy w Kościele św. Karola Lwangę i Towarzyszy. A do małej miejscowości Namugongo, niedaleko stolicy Kampali, co roku przybywa ponad milion pielgrzymów z kilkunastu krajów Afryki. Idą pieszo. Niektórzy nawet miesiąc. Mężczyźni na głowach taszczą walizki, mamy niosą w chustach na plecach małe dzieci. Z radością i śpiewem docierają do narodowego sanktuarium Ugandy. Wybudowano je w miejscu śmierci Karola Lwangi. Kilometr dalej od katolickiej bazyliki jest bazylika anglikańska, postawiona w miejscu straceń chrześcijan. – Jednych spalono żywcem, innych przebito włóczniami – opowiada misjonarz. – Niektórym obcięto ręce i nogi, aby rozszarpały ich dzikie psy. – Męczennicy z Namugongo to filary naszego kraju – mówi biskup Kampali, Cyprian Lwanga Kizito, noszący imiona obu męczenników. W tym roku w sanktuarium znów zabrzmią bębny na cześć świętych i ruszy kolorowa procesja. I nikomu czas nie będzie się dłużył podczas 4-godzinnej Mszy. Bo taka jest Afryka.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.