Wmawiamy przedszkolakom: „masz być taki jak tatuś i mamusia”. A Jezus robi coś zupełnie odwrotnego. Nam, starym koniom, przypomina: jeśli nie staniecie się jak one, nie wejdziecie do królestwa.
Jaka była moja siostra? Oj, miała charakterek – opowiadała nam Margherita Meo, starsza o 8 lat siostra Nennoliny
Jakub Szymczuk
Mali a święci. A może święci, bo mali? Dzieciaki szturmują niebo, a ich zawierzenie sprawia, że zapiera nam dech w piersiach. Malutki Faustino rozmawiał z Jezusem o meczach Walencji, a Nennolina pisała do Niego listy. „Całuski dla Matki Boskiej” – dodawała.
Do rąk własnych!
Słońce rozpalało rzymski bruk. Zmordowani upałem schroniliśmy się w chłodnej kamienicy przy Via Statilia. Jasny marmur schodów, biel ścian. Drzwi na pierwszym piętrze otworzyła siwa staruszka. Starannie dobrane korale, makijaż. Rasowa Włoszka. – Jaka była pani siostra? – zapytaliśmy. A Margherita Meo, starsza o 8 lat siostra Nennoliny uśmiechnęła się: – Oj, miała charakterek. Kto by pomyślał, że ta rozbrykana sześciolatka nosi w sobie niezwykłą tajemnicę? Antonietta (zwana przez rodzinkę Nennoliną) naprawdę widywała Jezusa! I dyktowała do Niego listy. Ale ten jej sekret znała tylko mama – opowiada pani Margherita. – Pisała codziennie listy do Jezusa, a On przychodził w nocy, by je czytać! Dziś toczy się proces beatyfikacyjny mojej zmarłej siostrzyczki.
Przeczytaj także
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.