publikacja 20.03.2012 19:41
– Jurek, dość tego cackania, nazwij sprawy po imieniu. Powiedz coś o Jaruzelskim – przyjaciele zachęcali księdza Jerzego Popiełuszkę do mocniejszych słów podczas mszy za Ojczyznę na warszawskim Żoliborzu.
A on popatrzył na nich swymi ogromnymi oczami i powiedział: „Nie myślałem, że wy nic nie rozumiecie. Wy! Czy nie zauważyliście, że ja walczę ze złem, a nie z jego ofiarami? To są ofiary zła. Ja im współczuję”.
Podczas stanu wojennego, po Pasterce, ksiądz Jerzy zabrał zapas opłatków, wsiadł do samochodu i pojechał do żołnierzy grzejących się przy koksownikach. Patrzyli na niego zdziwieni. – Jestem księdzem – mówił łagodnie. – Dzisiaj jest Wigilia. Chcę się z wami przełamać opłatkiem.
Zaczęli rozmawiać, niektórzy ukradkiem ocierali łzy, a nawet spowiadali się. Władza komunistyczna nie lubiła księdza Jerzego, mimo że nigdy nie zachęcał ludzi do nienawiści. Mówił tylko prawdę, tylko to, co jest w Ewangelii. Często powtarzał słowa św. Pawła: „Nie daj się pokonać złu, ale zło dobrem zwyciężaj” /Rz 12, 21/.
Kiedy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa godzinami stali na mrozie pod oknami jego mieszkania, nieraz prosił kogoś z domowników: „Weź dzbanek z gorącą kawą i zanieś im, niech się ogrzeją”.
Zamordowali go w październiku 1984 roku. Podczas ostatniego nabożeństwa różańcowego kolejny raz prosił ludzi, by zło zwyciężali dobrem. Modlił się: „Obyśmy byli wolni od żądzy odwetu i przemocy”.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.