Nie wierzę w takie rzeczy. To bez sensu. Święci mają na głowie poważniejsze rzeczy niż szukanie zgubionej obrączki Gdzie ona może być?
MARCIN JAKIMOWICZ
– Dorota po raz dwudziesty przeszukuje pudełko z biżuterią i... I nic. – Przecież tam ją zwykle odkładałam. Przeszukuję inne zakamarki w mieszkaniu. I nic. W końcu łamię się: „Święty Antoni, pomóż, święty Antoni, ratuj” – wypowiadam trochę magiczną formułkę opatentowaną przez babcię mojego męża. Podobno niezawodną w każdej sytuacji.
Po raz dwudziesty pierwszy zaglądam do pudełka z biżuterią. I… nic. Nie ma. Tak jak się spodziewałam. „Przepraszam Cię, święty Antoni”. Wyjeżdżamy z rodziną na wakacje. Powoli oswajam się z brakiem obrączki. Domek mamy blisko morza, naprzeciw jest kościół.
Pod wezwaniem... św. Antoniego. No dobra, może się jakoś dogadamy – myślę. „Święty Antoni, pomóż, święty Antoni ratuj. Módl się za mną i za moją rodziną, za moje małżeństwo, widzisz, że nie jest za dobrze” – modlę się w pustym kościele i nie mogę opanować łez.
Koniec wakacji. „Święty Antoni, bądź z nami” – odruchowo sięgam do kieszeni kurtki. Może jednak?... Obrączki nie ma. Uśmiecham się do siebie. Wracamy do domu. Morze żegna nas łagodnymi falami. Burza w sercach ucicha. Chyba będę musiała zrobić sobie „zastępczą” obrączkę – zastanawiam się.
Jeszcze raz otwieram pudełko z biżuterią i… ścina mnie z nóg. Obrączka leży, jakbym wcale jej nie zgubiła. Znów jest na moim palcu, a nasze małżeństwo trwa, mimo że siła wiatru dochodzi chwilami do 10 stopni w skali Beauforta.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.