Ministrant, który nie chodzi na nabożeństwa różańcowe, kwalifikuje się do zwolnienia.
Nie wiem, jakie zasady obowiązują w Waszej parafii, ale ja nie potrafię sobie wyobrazić ministranta, który nie przychodzi na nabożeństwa różańcowe. Taki powinien być od razu zwolniony. Ja przynajmniej tak bym zrobił. Nie miałbym żadnej litości.
To prawda, każdy ministrant ma jakieś słabości. Jeden ma kłopoty z wczesnym wstawaniem, drugi szerokim łukiem omija pogrzeby, trzeci nawet słyszeć nie chce o śpiewaniu psalmów. I potrafię to wszystko zrozumieć, ale w głowie mi się nie mieści, żeby ministrant lekceważył nabożeństwa różańcowe. Raz w tygodniu może nie być, ale nie więcej.
Czyli w sumie przez cały październik cztery, no najwyżej pięć razy może opuścić różaniec. I na tym koniec. Co komu po ministrancie, który do kościoła przychodzi tylko wtedy, kiedy wypada jego dyżur. Jeżeli zatem nie chcecie, żebym zaocznie wyrzucił Was z ministrantów (już tam znajdę swoje sposoby), zabierajcie się do dzieła. Będę wdzięczny, jeżeli napiszecie do mnie, jak to u was wygląda.
Przypominam mój adres; buks@malygosc.pl
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.