Polscy badacze pod kierunkiem profesora Andrzeja Koli badają groby w Bykowni koło Kijowa. Pochowano tam około 150 tysięcy (!) ludzi zamordowanych w czasach rządów Józefa Stalina. Spoczywają tam zwłoki osób różnej narodowości.
30 lat temu władze Związku Radzieckiego planowały dla zatarcia śladów zbudować w tym miejscu dworzec autobusowy. Do tej pory przypuszczano, że leży tam także część ofiar zbrodni katyńskiej, czyli polskich jeńców wojennych.
Z masowych mogił wydobyto fragmenty polskich mundurów i polskich monet, ale brakowało mocnego dowodu. Kilkanaście dni temu znalazł się taki dowód: nieśmiertelnik* starszego sierżanta Józefa Naglika. Józef Naglik był dowódcą strażnicy Korpusu Ochrony Pogranicza w Skałacie pod Tarnopolem. Z nieśmiertelnika można się dowiedzieć, że urodził się w Koninie w 1899 roku i że był rzymskim katolikiem.
Ale ten nieśmiertelnik mówi znacznie więcej – że Bykownia na pewno jest jednym z miejsc pochówku Polaków z terenów zagarniętych przez wojska radzieckie w 1939 roku. Dzięki temu odkryciu rodzina Józefa Naglika wreszcie ma pewność, co stało się z nim stało, i gdzie jest jego grób.
* Nieśmiertelnik to aluminiowa blaszka, noszona przez żołnierzy na szyi. Na blaszce wytłoczone są, zazwyczaj podwójnie, najważniejsze dane o żołnierzu: jego imię, nazwisko, data i miejsce urodzenia. Czasami jest też napisane, jakiego wyznania jest właściciel nieśmiertelnika. Większość nieśmiertelników jest w połowie przedzielona dziurkami, żeby można było je złamać. Robi się tak w razie śmierci żołnierza na polu walki. Jedna część pozostaje przy zwłokach, a drugą odsyła się rodzinie poległego. Dzięki temu łatwiej zidentyfikować zwłoki
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.