Nie ma dla nich zadań niemożliwych. Mogą walczyć na lądzie, w wodzie i w powietrzu w dowolnym zakątku świata. Dla nas odkryli kilka swoich tajemnic.
Oddział wychodzi z lasu. Żołnierze idą spokojnie z ciężkimi plecakami, z bronią gotową do strzału.
Nagle wybuch i pociski lądują tuż obok. Komandosi błyskawicznie padają na ziemię, ostrzeliwują się i powoli wycofują. Każdy osłania kolegę. Wtem krzyk: jeden z żołnierzy oddziału Alfa został trafi ony w nogę. Koledzy biorą go na ręce i niosą za zasłonę. Pozostali dalej prowadzą ostrzał. Po opatrzeniu rannego wszyscy znikają w zaroślach lasu. Tak zakończył się pokaz działań w taktyce zielonej, czyli w terenie. W prawdziwych warunkach z takim rannym na otwartej przestrzeni nikt by nie ocalał
fot. Henryk Przondziono
Siedzimy w ciasnym pomieszczeniu. Nad nami z groźnymi lufami karabinów trzech zamaskowanych ludzi. Wszyscy zakładnicy są wykończeni i przerażeni. Nagle huk, gryzący dym, przez okno wpada dwóch żołnierzy. Kilka strzałów i... jesteśmy wolni. Prowadzą nas schodami na dół. Tam czekają już samochody. Z dachu po linie zjeżdża snajper. Komandosi zbierają sprzęt i przygotowują się do kolejnego ćwiczenia. My jedziemy na pokaz na strzelnicy. Jednostki komandosów istnieją na całym świecie. Niektóre, jak Delta, są słynne dzięki fi lmom, choć najważniejszą ich cechą jest działanie w ciszy i tajemnicy, ale skutecznie.
Żołnierze sił specjalnych są świetnie wyszkoleni, odporni psychicznie i posługują się najlepszym sprzętem. Dla tych ludzi nie ma czasu pokoju. Oni cały czas wykonują przeróżne misje. Po latach ich opisy trafi ają do archiwum i o wielu nigdy się nie dowiemy. Komandosi z Lublińca pierwszy raz otworzyli dla czytelników „Małego Gościa” bramy swojej jednostki, żeby pokazać, czym właściwie się zajmują. Trzymajmy więc głowy nisko i do boju!
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.