O problemach polskich kasztanowców rozmawiamy z profesorem Gabrielem Łabanowskim, twórcą nowoczesnej metody ratowania kasztanowców.
fot. FOTORZEPA/JAKUB OSTAŁOWSKI
MAŁY GOŚĆ: Panie Profesorze, na co chorują nasze kasztanowce?
PROF. GABRIEL ŁABANOWSKI: – Największym niebezpieczeństwem dla kasztanowców jest szkodnik, który nazywa się szrotówek kasztanowcowiaczek. Przez niego czernieją i przedwcześnie opadają liście.
Czy jest jakiś sposób na szrotówka?
– Do niedawna stosowano tak zwane mikroiniekcje. Polegało to na tym, że do pnia wstrzykiwano specjalny, bezpieczny dla drzewa żel chroniący przed szrotówkiem i grzybami. Dziś, niestety, pozostaje tylko metoda ekologiczna, czyli grabienie opadłych liści.
Dlaczego przerwano zabieg?
– Bo firma produkująca preparat przestała być nim zainteresowana. Metodą mikroiniekcji udało nam się zabezpieczyć 100 tysięcy kasztanowców i kilka lat po zabiegu, do dziś, te drzewa są zielone.
Czy w takim razie szrotówek całkowicie zniszczy kasztanowce?
– Aż tak źle nie będzie. Drzewo to potężny organizm i poradzi sobie, ale będzie mocno osłabione. Szybciej zrzuci liście, może nawet nie zakwitnąć w kolejnym roku, nie będzie pięknie zielone, ale przetrwa. Bez naszej pomocy jednak z kasztanowcami będzie tylko gorzej.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.