publikacja 22.02.2012 11:55
☻ Jasiu do mamy:
– Mamo, dzisiaj rano, kiedy jechałem autobusem, tata kazał mi wstać i ustąpić miejsca pewnej pani.
– To bardzo ładnie, synku.
– Ale mamo, ja siedziałem na taty kolanach.
☻ W restauracji:
– Czy jest dzika kaczka?
– Nie, ale dla pana możemy rozwścieczyć domową.
☻– Jeśli ktoś chciałby mnie o coś zapytać, niech podniesie rękę – mówi nauczyciel. Jaś natychmiast podnosi rękę.
– Słucham, Jasiu...?
– Eee, nic. Chciałem tylko sprawdzić, czy ten system działa.
☻– Jaaaaaasiu, do dooooomu! – A co? Spać mi się chce? – Nie! Głodny jesteś!
☻ Przychodzi szachistka do lekarza: – Panie doktorze, straciłam fi gurę.
☻– No, córeczko, pokażmy, jak ładnie nauczyłaś się nazw miesięcy:
– Sty... – czeń! – Lu... – ty! – Ma... – rzec.
– No, dobrze, a dalej już sama!
– Cień, aj, wiec, piec, pień, sień, nik, pad i dzień!
☻ Do sklepu mięsnego wchodzi blondynka, staje przed ladą i wyraźnie chce sobie coś przypomnieć.
– Jak się nazywa taki ptak z czerwonym dziobem? – pyta w końcu sprzedawcę.
– Bociek.
– No właśnie! Pół kilograma boćku, proszę.
☻ Na lekcji przyrody:
– Jakie zwierzę domowe jest najpożyteczniejsze?
Zgłasza się Jasio:
– Kura, proszę pani!
– Dlaczego?
– Bo można ją zjeść przed narodzeniem i po narodzeniu!
☻ W gabinecie szefa:
– Proszę pana, przyjeżdża moja teściowa. Czy dostanę urlop?
– Absolutnie. Nie ma mowy!
– Dziękuje! Wiedziałem, że mogę na pana liczyć.
☻– Tatusiu, jak nazywa się najdłuższa rzeka na świecie?
– Nie wiem, synu.
– A jak nazywa się najwyższy szczyt na świecie?
– Nie wiem synu.
– A jak nazywa się największy wodospad na świecie?
– Nie wiem, synu. –
Tatusiu, czy ja cię zadręczam pytaniami?
– Ależ skąd! Pytając, wiele się nauczysz.
☻ Po zmroku naprzeciw kobiety idzie mężczyzna z szeroko rozstawionymi ramionami.
– Wampir! Wampir! – krzyczy kobieta i rzuca kamieniem w jego kierunku.
– Wiedziałem, że tej szyby nie doniosę do domu...
☻ Blondynki grają w karty. Nagle jedna rzuca asa na stół i woła:
– Szach-mat!
– Ależ, Zuźka – mówi druga – przecież my nie gramy w ping-ponga!
☻ Jedzie baca wozem.
– Baco, ile do Zakopanego? – pyta turysta.
– Pięć kilometrów.
– A można się dosiąść?
– Można, można.
Po trzech godzinach zniecierpliwiony turysta pyta:
– A teraz ile do Zakopanego?
– 25 kilometrów – mówi baca.
– Jak to?! Przecież jedziemy już ponad 3 godziny! – denerwuje się turysta.
– Ale jo nie jadę do Zakopanego...
☻ Podczas śnieżycy zmarznięty turysta puka do bacówki.
– Baco, macie coś do jedzenia?
– Ni! – To może chociaż wrzątek macie?
– Mom... ino zimny.
☻ Rozmawiają koledzy:
– Stary, ta blondynka ze sklepu chciała mi zrobić zdjęcie telefonem.
– I co w tym dziwnego?
– Tylko to, że to był telefon stacjonarny.
☻ Dwie blondynki na przystanku tramwajowym:
– Czym jedziesz, bo ja 1.
– A ja 2.
– O, patrz! Jedzie 12, pojedziemy razem
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.