nasze media Najnowszy numer MGN 10/2017

Wasz Franek fałszerz

|

MGN 03/2017

dodane 16.02.2017 11:02

Bitwa na ryby i inne takie

Obraz, którym dziś się zajmuję, namalował holenderski artysta Jan Miense Molenaer. Dziwne jakieś to drugie imię: Miense. Dziwne, ale bardzo stosowne do tematu, bo tematem są sprawy z mien… z mięsem związane.

Po pierwsze, mięso na obrazie występuje w postaci jakichś kurczaków nadzianych na rożen i kiełbasy, którą okłada przeciwników jeden z uczestników zajścia. Po drugie, gdy się tylu facetów tłucze, to rzadko się zdarza, żeby przy tym nie „rzucali mięsem”. Czego, oczywiście, nie polecam, ale mówię, jak jest. Ale o co chodzi z tym mięsem? Ano o to, że przed nami Wielki Post. Jak wiadomo, przynajmniej w Polsce post polega między innymi na powstrzymaniu się od jedzenia mięsa. Kiedyś chrześcijanie pościli ostro. Nie tylko mięsa wtedy nie jedli, ale z nastaniem Wielkiego Postu nawet garnki wyparzali wrzątkiem, żeby usunąć z nich wszelkie tłustości. Dziś ludzie rzadko tak surowo poszczą. Post, polegający na ograniczeniu jedzenia nie tylko mięsa, ale i w ogóle jedzenia, obowiązuje katolików tylko dwa razy w roku: w pierwszy dzień Wielkiego Postu – czyli w Popielec – i w Wielki Piątek. Oczywiście jeśli ktoś chce i ma możliwości, może pościć także w innym czasie. Niemniej, jak wspomniałem, kiedyś ludzie z zasady pościli więcej – bo takie były przepisy kościelne. Chrześcijanie mocno przeżywali czas, gdy kończył się karnawał, a zbliżał się Wielki Post, bo naprawdę dużo się wtedy zmieniało w sposobie ich bycia, jedzenia i picia (o, zrymowało mi się). To z tego powodu w sztuce pojawiło się sporo obrazów zatytułowanych „Bitwa karnawału z postem” i przedstawiających starcie tych dwóch rzeczywistości. Ten obraz też tak się nazywa i też to przedstawia. Lewa strona to karnawał, a prawa… no co? Tak jest, post, bardzo dobrze, siadaj, pała. Rzecz jasna to nie ludzie się wtedy tłukli, tylko, jak sądzę, myśli im się tłukły po głowie: że, powiedzmy, tak fajnie było w karnawale, a teraz trzeba się będzie wziąć za twarz i przyciągnąć pasa. Czyli że trzeba będzie się umartwiać. Jeśli ktoś to traktował tylko jako przykry obowiązek, to raczej nie widział postu w jasnych barwach i kolorach. To karnawał wydawał się taki barwny i przyjemny, a post wyglądał w wyobraźni wielu ludzi jak ci faceci po prawej – ponuro i niemile. No i jeszcze ten obrazek na ścianie z jakimś świętym, co to ma „oczy w słup, buzię w ciup”. Choć na obrazie nie widać, kto w tej bitwie zwycięża, to i tak wiadomo, że post – no bo przecież jeszcze nie było takiego karnawału, który by nie musiał ustąpić postowi. Śmieje się ten, kto się śmieje ostatni. Ale to nie tak, że post to kompletny nędzarz. Na obrazie „postni” mają ryby. Jeden z mnichów walczy całym ich pękiem, a człowiek w głębi po prawej niesie pięć ryb na patyku. Pewnie wędzone czy coś. Ta postna „broń”, uzupełniona o przyrządy kuchenne, krzyżuje się z „bronią” karnawałową. No i tak to leci. Karnawał przegra z postem, post skończy się Wielkanocą i będzie radość. Ale w czasie postu też jest radość – dla tego, kto naprawdę pości. Bo wbrew pozorom post nie zasmuca, tylko uwalnia: od nadmiaru sadła, którym obrasta serce. Fałszerstw jest tym razem siedem.