nasze media Najnowszy numer MGN 10/2017

Franek Fałszerz

|

MGN 11/2005

dodane 02.08.2012 10:02

Nauka jak sztuka

Joseph Wrigt of Derby(1734 – 1794), Doświadczenie z pompą próżniową

Wydaje się niektórym, że kiedyś ludzie byli głupi, a teraz ho ho! Teraz to pokazalibyśmy tym matołom z przeszłości takie rzeczy, że oczy by im z orbit wyszły. Telewizor byśmy pokazali, telefonem komórkowym postraszyli, samolotem na niebie się pochwalili albo i rakietą na obrazku. Tylko że gdyby nie nasi genialni przodkowie, my nie mielibyśmy byle łyżki albo nawet guzika. To oni wynaleźli koło, pismo i parę innych rzeczy, bez których do dziś siedzielibyśmy na drzewach i studiowali metody obierania bananów. Ale po co o tym piszę, skoro ma być o malarstwie? Ano dlatego, że nauka to tak fascynująca rzecz, że jeden malarz nawet próbował ją malować.

A właściwie nie naukę, tylko naukowca i doświadczenie, które przeprowadzał. Malarz nazywał się Joseph Wright of Derby. To „Derby” dołożyli mu ludzie do nazwiska, bo pochodził z tego angielskiego miasta. Gdy miał około 30 lat, bardzo spodobały mu się efekty świetlne. Zaczął malować głównie sceny dziejące się w ciemnych pomieszczeniach, oświetlonych blaskiem świec albo innych źródeł światła. To akurat nie było czymś specjalnie nowym, nowy był za to temat prac. Wright interesował się bowiem techniką, która w jego czasach – czyli jakieś 250 lat temu – dość żywo się rozwijała. O tym jest też obraz, który tu widzicie. Nazywa się „Doświadczenie z pompą próżniową” (musicie bowiem wiedzieć, że istnienie próżni jest możliwe nie tylko w głowie).

  Tytułowe urządzenie znajduje się w centrum obrazu. W szklanym pojemniku siedzi papuga, która za długo już nie pożyje, bo naukowiec (ten człowiek w czerwieni), usunie z pojemnika powietrze. Dla nas jest oczywiste, że papuga bez powietrza zdechnie, ale wtedy to takie oczywiste nie było. Dlatego też scenę obserwuje tylu ludzi. Choć z tym obserwowaniem to jest różnie, bo para młodych małżonków po lewej patrzy na siebie nawzajem. Widocznie uznali, że są ciekawsi od papugi. Dziewczynka po prawej też nie patrzy na eksperyment, ale z przerażenia – dlatego zakrywa dłonią oczy. Jej siostra także jest przerażona, ale patrzy. Nad nimi ojciec pociesza córki. Być może tłumaczy im, że ptak ożyje, gdy do naczynia wróci tlen.

Żartowniś jeden. Mężczyzna w peruce po lewej patrzy uważnie, podobnie jak siedzący nieco za nim chłopiec, który aż wychylił się, żeby lepiej widzieć. I to właściwie jedyne osoby, które patrzą na doświadczenie z ciekawością. Jest jeszcze siedzący z prawej mężczyzna, ale wygląda na zamyślonego. Zamiast na papugę spogląda na oświetlony niewidoczną świeczką duży kielich. Znajduje się w nim ludzka czaszka. Być może więc ten pan rozmyśla nie nad kruchością papuziego, ale ludzkiego losu. Jest jeszcze chłopak w głębi po prawej. Zamierza właśnie spuścić zasłonę na okno, za którym widać niebo oświetlone księżycowym blaskiem. Nad nim wisi klatka po papudze. Ano właśnie – klatka.

Tu nasuwa mi się taka myśl: „Nie myśl, żeś wolny, kiedy wyciągną cię z klatki”. Jeszcze nie wiem, czy to jest złota myśl, ani nawet czy się wam do czegoś przyda, ale co tam. Tak mi się wymyśliło, bo każdy z nas jest odkrywcą. Jeden wymyśla pompkę do roweru, drugi pompę próżniową, trzeci sam jest próżny, a czwarty nadęty. Joseph Wright, choć zachwycony odkryciami swojego wieku, chyba nadęty nimi nie był. Inaczej namalowałby tylko grupę entuzjastów, bez żadnych tam czaszek i strachu w oczach obserwatorów. A mogło się to zdarzyć, bo jego epokę nazwano Oświeceniem. Ludzie wtedy sądzili, że zjedli wszystkie rozumy. Wielu uznało, że Boga nie ma, a nauka wszystko szybko wytłumaczy. Malarz był jednak świadkiem wybuchu Wezuwiusza, co uważał za swoje największe przeżycie. Być może to go nauczyło, jak mały jest człowiek i jak niewiele potrafi, gdy natura da mu po nosie. No to nie zadzierajcie nosa, drogie smoki, gdy znajdziecie wszystkie dziewięć różnic.