nasze media Najnowszy numer MGN 06/2018

Franek Fałszerz

|

MGN 07-08/2007

dodane 11.05.2012 11:04

Znalezione w Londynie

William Holman Hunt, Odnalezienie Jezusa w świątyni, (1854-56)

Williama Holmana Hunta przedstawiać wam nie muszę. No bo kto mnie zmusi? Nie muszę i już. Ale mogę, więc przedstawię, choć już to kiedyś zrobiłem. Wtedy jednak obrabiałem inny jego obraz, a tak się składa, że Hunt namalował przynajmniej kilka takich, które mi się podobają. No to tylko krótko. William H. Hunt mieszkał w Anglii. Należał do malarskiego bractwa prerafaelitów. Z tego wynika, że malował żywymi barwami, dokładnie, szczegółowo, a każdy drobiazg w jego obrazie ma swoje znaczenie. Prerafaelici rzadko malowali coś przypadkowo, a Hunt szczególnie rzadko. W ogóle podchodził do malowania bardzo poważnie. Ponieważ zajął się tematyką biblijną, uznał, że musi wybrać się do ojczyzny Biblii, czyli do Ziemi Świętej. Sceny, które chciał przedstawić, zamierzał malować w autentycznej scenerii. Poza tym dał nura w książki. Czytał Biblię, ale też inne księgi żydowskie. Tak mu zależało, żeby było prawdziwie.

  WILLIAM HOLMAN HUNT (1827-1910)
Jak już się trochę naoglądał i naczytał, zabrał się do malowania obrazu, który tu widzicie, czyli scenę znalezienia Jezusa w świątyni. I wiecie co? Nigdzie nie mógł znaleźć odpowiedniego Żyda jako modela. W ogóle miał trudności ze znalezieniem jakiegokolwiek Żyda. – Jak to, w Izraelu? – zdziwicie się. No nie w Izraelu, tylko w Ziemi Świętej. To różnica, bo choć ziemia tam jest cały czas, to Izrael nie. Izrael jako państwo przestał istnieć prawie dwa tysiące lat temu. Odrodził się dopiero przed kilkudziesięcioma laty. Między upadkiem a ponownym powstaniem Izraela Żydzi rozproszyli się po całym świecie. W Ziemi Świętej mieszkało ich wtedy niewielu. Ponieważ Hunt zaczął swój obraz malować w 1854 roku, to na obfitość modeli musiałby tam czekać jeszcze prawie sto lat. A on nie miał tyle czasu. Znał przecież swój życiorys lepiej niż my (bo każdy o sobie wie najwięcej), więc musiał wiedzieć, że umrze w 1910 roku. W końcu się zniecierpliwił i z nieukończonym obrazem wrócił do Anglii. W Londynie znalazł odpowiednich modeli do wyboru, do koloru. Tam też obraz ukończył i wystawił.

Choć wcześniej krytycy na obrazy Hunta się krzywili, to ten uznali za bardzo dobry. „Nie było jeszcze w naszych czasach dzieła tak znakomicie dopracowanego” – pisali. Myśleli o formie i treści. A treść, jak to u prerafaelitów, jest bardzo bogata. Nawet nie jestem w stanie opisać znaczenia wszystkich detali. No to opiszę tylko niektóre. Po prawej na pierwszym planie widać Jezusa i Maryję z Józefem, którzy Go właśnie znaleźli. Wyglądają nie tak, jak się przywykło ich malować, ale to dlatego, że przywykło się malować ich nie tak, jak wyglądali. Tu mają urodę prawdziwych Żydów, co przecież musiało być zgodne z prawdą, bo to właśnie Żydzi. Widzicie napis na drzwiach za plecami Józefa? Na otoku rozety? Nie widzicie. No bo reprodukcja za mała. Musicie uwierzyć. Napis, po łacinie i po hebrajsku, jest cytatem z proroka Malachiasza: „Potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie”.

Chodzi o to, że Pan właśnie przybył, czego jednak uczeni Żydzi nie dostrzegli. Nie widzą znaków. Na przykład nadlatujących z prawej strony ptaków – symbolu Ducha Świętego. Tych faryzeuszy i uczonych w Piśmie symbolizuje ślepy Żyd, obejmujący Torę, czyli zwój z tekstami pierwszych ksiąg Biblii. W głębi widać kobietę z dzieckiem – to nawiązanie do ofiarowania Jezusa w świątyni. Jest tam też mężczyzna z barankiem. To symbol Baranka Paschalnego, czyli Jezusa, który się ofiarował za nas. Po prawej na zewnątrz siedzi żebrak. Oznacza współczesnych malarzowi biednych Żydów, którzy korzystali z pomocy nie-Żydów. Z tego powodu bywali odrzucani przez rabinów. Jest też w obrazie symbol Eucharystii – kłos leżący na progu świątyni (w prawym dolnym rogu). W głębi za żebrakiem widać kamień. To nawiązanie do słów psalmu: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ps118,22). Ten kamień to Jezus. Dlatego na tym kamieniu stoi rusztowanie, w którym można dopatrzyć się krzyża. No to dopatrujcie się, a przy okazji znajdźcie dziesięć fałszerstw. Nie będzie łatwo, ale całe wakacje przed wami