nasze media Najnowszy numer MGN 06/2018
dodane 12.05.2011 10:59

Monika

Czy dostanę dar?

Czy można nagle dostać jakiś dar? Jakiś talent? Jak np. się czegoś nie umiało i nagle się to umie, np. śpiewać?
Monika

Droga Moniko.
Bóg może wszystko. Może sprawić, że ktoś zacznie ładnie śpiewać, choćby wcześniej ptaki na dźwięk jego głosu już w maju wracały do ciepłych krajów. Ale nigdy nie słyszałem, żeby Bóg robił takie rzeczy. Bo i po co? Jeśli ktoś ma być, na przykład, muzykiem, ten się rodzi z odpowiednimi zdolnościami i już. Podobnie jest, jak sądzę, z innymi tego typu talentami.
Ale jest cała masa darów, których nie ma, a później się je otrzymuje. Ale pod jednym warunkiem: trzeba zaryzykować i zrobić to, czego się człowiek boi, a czuje, że zrobić powinien.
Znam kogoś, kto bał się, że będzie złym ojcem, bo go bieganie dzieci wkurzało. – Nie mam daru bycia ojcem – marudził. Ale kiedy dziecko się urodziło, on stwierdził, że… w ogóle go dzieci nie drażnią. Ani własne, ani cudze. Zaczął się z nimi bawić i był szczęśliwy, gdy wieczorem, po wspólnej modlitwie, mógł dzieciom przed snem opowiadać różne niesamowite historie.
Jak to możliwe? Bardzo prosto – dar ojcostwa otrzymuje ten, kto zostaje ojcem. Bezdzietny nie otrzyma tego daru, bo i po co.
Święty Paweł usłyszał od Pana Jezusa: „Wystarczy ci Mojej łaski” (2Kor 12,9). „Wystarczy” znaczy nie na zapas. I nie zawczasu. Gdy będzie potrzebne – dostaniesz. Więc nie desperuj, tylko rób, co czujesz, że zrobić powinnaś. Nawet, gdy nie wiesz czy dasz radę, ani czy to w ogóle możliwe.
Coś takiego czują często chłopcy idący do seminarium. – Przecież ja się do tego nie nadaję – bronią się przed głosem powołania. – Nie umiem mówić, nie mam śmiałości, boje się samotności…”. I tak dalej. I mają rację – nie potrafią tego, co potrafią księża. Bo jeszcze nie dostali daru, który przychodzi z sakramentem. Dlaczego? Bo sakramentu kapłaństwa jeszcze nie przyjęli. A gdy przyjmą, to im bardziej będą Bogu ufać, tym więcej darów dostaną. Choćby byli po ludzku kompletnymi beztalenciami, otrzymają niesłychane dary.
Św. Jan Vianney, któremu wiedza strasznie ciężko wchodziła do głowy, otrzymał dar czytania w ludzkich duszach. Dlatego dniami i nocami spowiadał – w tym również biskupów i księży profesorów.
Święty Józef z Kupertynu był takim łamagą, że nawet do zmywania naczyń w klasztorze się nie nadawał. Ale Bóg chciał, żeby został kapłanem, więc jednak został. A potem okazało się, że ma dar zachwytu Bogiem. Nawet dźwięk dzwonów kościelnych wprawiał go w takie szczęście, że… unosił się w powietrzu. Był z tym nawet kłopot, bo gdy odprawiał Mszę, to trudno go było – dosłownie – ściągnąć na ziemię. Z powodu tego daru wszyscy, którzy wcześniej wytykali go palcami jako niedojdę, zrozumieli, że Bóg ma o nim zupełnie inne zdanie.
I to bardzo ważny wniosek, Moniko. Bo dla Boga nie ten jest niedojdą, kto myśli, że nic nie umie, lecz ten, kto czuje, że powinien iść za Bożym głosem, a nie idzie.
Taki faktycznie będzie niedojdą, bo żeby gdzieś dojść, to najpierw trzeba w ogóle wyjść.

Mędrzec Dyżurny

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Slotkakotka
    ostatnia aktywność: 06.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 2
    Riri
    ostatnia aktywność: 21.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 10
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 08.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 86
  • 4
    LidiaKędra
    ostatnia aktywność: 02.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 24.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 55