nasze media Najnowszy numer MGN 01/2018

Franciszek Kucharczak

|

MGN 09/2009

dodane 24.08.2009 11:44

Puszcza zagłady

Jezus był młodym chłopcem, gdy przez germańską puszczę przedzierała się 30-tysięczna armia Rzymian. Nigdy już stamtąd nie wyszli.

Pasmo zalesionych wzgórz ciągnie się między niemieckimi rzekami Ems i Wezerą. Piękny jest Las Teutoburski. Ale dokładnie dwa tysiące lat temu, we wrześniu 9 roku, nie było tu ładnie. Pogoda była paskudna. Przedwczesna jesień zaczęła wylewać z nieba na ziemię Germanów strugi wody. Koła wozów zaczęły grzęznąć w błocie, a idący skrajem drogi ludzie przewracali się na korzeniach i śliskiej trawie. A było tych ludzi 30 tysięcy. Trzy rzymskie legiony, sześć kohort wojsk sprzymierzonych i trzy tysiące konnych przedzierało się przez gęsty las poprzecinany wąwozami. Niekończący się sznur zbrojnych, objuczonych do granic możliwości, zmierzał ku swojemu przeznaczeniu.

Zasadzka
Dowódca tej masy ludzi, namiestnik Germanii Publiusz Kwinktyliusz Warus, nie podejrzewał niczego złego. Kto mógłby zagrozić najpotężniejszej armii świata, której sam widok mógł rzucić na kolana? Nie nakazał więc utworzenia szyku bojowego, nie rozesłał nawet patroli. Gdy cała armia była już w głębi puszczy, rzeka ludzi rozciągnęła się w strumień o długości 15 kilometrów. Nagle gęsty las jakby ożył. Po obu stronach drogi rozległ się ogłuszający krzyk dobyty z dziesiątek tysięcy gardzieli. Na zaskoczonych Rzymian posypał się grad strzał i włóczni, a zaraz potem z lasu wypadli germańscy wojownicy. Rozgorzała walka wręcz. Legioniści z trudem wyciągali z błota nogi w skórzanych sandałach, próbując osłaniać się ciężkimi od wody tarczami.

Cios mógł paść z każdej strony. I padał – a z nim coraz gęściej padali w błoto żołnierze. Ale mimo nieopisanego chaosu, jaki zapanował w lesie, dała o sobie znać rzymska dyscyplina wojskowa. W różnych miejscach rozległy się głosy trąb. Grały umówiony sygnał od dowódców: „Wszyscy do mnie!”. Dla zrozpaczonych ludzi to był głos otuchy. Oznaczał, że ktoś jednak nad tym zamętem panuje. Legioniści wiedzieli już, w którym kierunku mają iść i przy kim się mają gromadzić. Wokół centurionów zaczęły się tworzyć punkty zorganizowanego oporu.

Najeżone włóczniami szeregi zbrojnych, ustawione w szyku okrężnym, utworzyły ruchome „twierdze”, które zaczęły się łączyć. Gdy opór Rzymian wzrastał, słabł nacisk napastników. Zresztą zapadał już wieczór. Naczelny wódz Warus postanowił założyć obóz. Natychmiast wytyczono odpowiedni prostokąt, a przetrzebione oddziały zaczęły sypać wały. Na ich szczycie szybko stanęła przepisowa palisada z zaostrzonych pali, które niósł ze sobą każdy legionista. Przewidziany dla całej armii obszar okazał się jednak o wiele za duży. Warus zrozumiał: poległo tysiące żołnierzy.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    zosiaficek
    ostatnia aktywność: 14.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 8
  • 2
    kotek22
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 4
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 47
  • 4
    sebastiankoziol
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 3
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 08.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 32