nasze media Najnowszy numer MGN 12/2017

Franciszek Kucharczak

|

MGN 06/2010

dodane 06.05.2010 10:13

Piorun najstraszniejszy

Krew, krew, krew. Takiej rzezi bezbronnych jeńców jeszcze Polacy nie widzieli. W ziemi na uroczysku Batoh nad rzeką Boh pozostały kości tysięcy najlepszych żołnierzy.

Ciężki czas przyszedł na Rzeczpospolitą w połowie XVII wieku. Potężne państwo, z którym liczyli się wszyscy, nagle zaczęło otrzymywać ciosy, które coraz trudniej mu było odbij ać. Moskwa, Szwedzi, Turcy – raz po razie katastrofa, a dla wielu śmierć lub niewola i łzy.

GROŹNE ZALOTY
A zaczęło się od Bohdana Chmielnickiego, który w sojuszu z Tatarami zbuntował Kozaków i chłopstwo na Ukrainie. Żółte Wody, Korsuń, Piławce – strasznie brzmiały te słowa w polskich uszach, bo każde oznaczało klęskę. Dopiero pod Beresteczkiem Chmielnicki przegrał, ale wciąż miał armię i wciąż był groźny. I miał syna Tymofieja, którego postanowił ożenić z piękną Rozandą. W istocie, dziewczyna była cudnej urody, ale mogłaby być i maszkarą – liczyło się to, że była córką hospodara (księcia) mołdawskiego. Hospodar, Bazyli Lupul, wcale nie palił się do takiego zięcia, ale nie miał sił, żeby obronić Rozandę przed „zalotami” wzmocnionymi tysiącami szabel. „Chmielnicki domaga się oddania córki, jedynej pociechy mej starości” – alarmował listownie króla Jana Kazimierza. Był wiernym sojusznikiem Rzeczpospolitej, ale król nie chciał nowej wojny z „Chmielem”. Jednak wbrew woli monarchy na pomoc Mołdawii ruszył hetman Marcin Kalinowski. Wojsko miał doborowe, ale zdziesiątkowane pod Beresteczkiem, zmęczone i wściekłe, bo od dawna nie wypłacono mu żołdu. Na domiar złego hetman Kalinowski był kiepskim dowódcą, upartym i próżnym. Żołnierze go nie szanowali. „Choć chciał co począć, nie bardzo go posłuchano” – zapisał kronikarz. W dodatku słabo widział „i kiedy na strzelenie z łuku od niego kto był, ledwo rozeznał, że to człowiek stoi”.

UPROWADŹ TĘ MŁÓDŹ
Hetman zorganizował obóz na uroczysku Batoh. Miejsce to było z natury niedostępne. Gęsty las i głębokie jary utrudniały zmasowany atak. 12 tysięcy żołnierzy Rzeczpospolitej stacjonowało w obozie, który zajmował wielki obszar, „takowy, że go sto tysięcy ledwie by obroniło”. Ale też nie chodziło tam o obronę, lecz o bazę wypadową. W środku zgromadzono siana i słomy dla koni „wielkie styrty”, bo miały nadciągnąć jeszcze kolejne oddziały. Hetman chciał zaskoczyć nieprzyjaciela, gdy ten zechce przekroczyć rzekę Boh. Nie zadbał jednak o właściwe rozpoznanie i sam dał się podejść. W ostatni dzień maja nadeszli Tatarzy. Nazajutrz doszło z nimi do regularnej bitwy. Polacy nieźle sobie radzili. Tatarom jednak wcale nie chodziło o zwycięstwo. W czasie gdy wiązali Polaków walką, kilka kilometrów dalej przez rzekę przeprawiało się 17 tysięcy Kozaków. W nocy Polacy odbyli naradę. Nikt nie wiedział, jakie siły ma nieprzyjaciel. Obecny w polskim obozie generał artylerii Zygmunt Przyjemski chciał okopać się w Batohu z piechotą, a całą jazdę z hetmanem radził wycofać do Kamieńca. „Tę młódź, hetmanie, ojczyźnie w przyszłe czasy uprowadź” – nalegał. Tłumaczył, że zdoła się bronić choćby przez dwa miesiące, a do tego czasu hetman zdąży sprowadzić wystarczającą odsiecz. Wszystkim spodobał się ten pomysł, hetman jednak uparł się, że zostaną na miejscu i tu stoczą bitwę.

BUNT
Decyzja dowódcy rozgniewała wojsko. Gdy nastał dzień, część jazdy się zbuntowała. Wiele chorągwi wyszło na błonia przed obozem, gdzie wczoraj toczyła się bitwa. Buntownicy czekali na dogodną okazję, żeby uciec. Hetman Kalinowski, zamiast bronić się w obozie, wyprowadził na błonia resztę jezdnych. Wiedział, że ci nie uciekną, bo wielu miało w obozie swoje rodziny – żony i dzieci. Mógł być też pewny oddziałów piechoty „cudzoziemskiego autoramentu”. Najemni żołnierze za nieposłuszeństwo byliby ukarani śmiercią. Wybuchła zażarta walka, której bezczynnie przyglądali się zbuntowani koledzy. Husaria i inne oddziały konne, mimo zmniejszonego składu, wzięły w końcu górę nad Tatarami. Buntownicy uznali, że nie mają na co czekać i ruszyli ku rzece, żeby się przez nią przeprawić. Na ten widok hetman kazał piechocie ostrzelać ich. Rozległa się salwa. Kilku ludzi spadło z koni, ale widać było, że piechociarze nie bardzo chcą zabijać swoich kolegów. Ci jednak spłoszyli konie pasące się na błoniu i pognali je na piechotę, spodziewając się, że zwierzęta ją stratują. Konie jednak rozproszyły się, nie czyniąc nikomu krzywdy. Zanim uciekinierzy dotarli do rzeki, wypadły na nich przybyłe właśnie nowe czambuły Tatarów. Masa wyjących wojowników ogarnęła teraz zarówno zbuntowanych, jak i wiernych hetmanowi jezdnych. Artyleria z obozu nie mogła w tych warunkach strzelać, żeby nie zabijać swoich. Kto mógł, uciekał, ale niewielu mogło. Setki ciał zaczęły spływać z leniwym nurtem Bohu. Tatarzy, gdy się dało, chwytali żywcem, bo chodziło im głównie o okup.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Eli31
    ostatnia aktywność: 09.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 2
    wierzchowskijan49
    ostatnia aktywność: 04.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 8
  • 3
    kajrix
    ostatnia aktywność: 04.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 4
    Mosiosława
    ostatnia aktywność: 26.10.2017
    łączna liczba komentarzy: 10
  • 5
    aracus35
    ostatnia aktywność: 30.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 4