nasze media Najnowszy numer MGN 01/2018

Piotr Sacha

dodane 20.04.2017 11:22

Owady na kółkach

Pierwszy frunie nad ziemią. Drugi unosi drzwi jak skrzydełka. Trzeci nazwano… ważką. Minisamochody do maksizadań.

Wyglądają niewinnie. Airbus Pop.Up, catecar Dra-gonfly i toyota i-TRIL są małe i raczej nie rozwiną zawrotnych prędkości na drodze. Znają się za to na prawdziwych sztuczkach. W marcu oczarowały zwiedzających Międzynarodowy Salon Samochodowy w Genewie. Mi-niauta łączy jeszcze to, że nie można ich nigdzie kupić. Na razie.

Bez kierownicy

Latający samochód dotąd widywano w… bajkach. Teraz na bajkowy pomysł wpadli inżynierowie Airbusa, słynnej firmy od olbrzymich samolotów, i włoscy specjaliści od projektowania nowoczesnych aut. Ale ich wspólne dzieło rozmiarami przypomina bardziej krasnoludka niż olbrzyma. Minipojazd do zadań specjalnych powstał z myślą o mieszkańcach największych miast świata, na przykład – jak podają twórcy – amerykańskiego Los Angeles. W tym mieście kierowca w ciągu roku spędza w korku ulicznym aż 104 godziny. Postanowiono coś z tym zrobić. Najlepiej Pop.Up. Nie ma w nim kierownicy, a skoro tak, to nie ma też kierowcy. Jest użytkownik pojazdu. Wystarczy, że rozsiądzie się w wygodnym fotelu i zaplanuje swoją podróż. Dzięki specjalnej aplikacji wskazuje jedynie miejsce, do którego chce dotrzeć, a maszyna wybiera najlepszą trasę – naziemną albo nadziemną – i do celu prowadzi sama.

Odlot bez podwozia

Latający samochód ma trzy elementy. Pierwszy, najważniejszy, to kapsuła dla dwójki pasażerów wykonana z włókna węglowego wielkością przypominająca małego fiata. Drugi element to napędzane elektrycznie podwozie na kółkach, które staje się miejskim autem, jeśli zostanie do niego zamocowana kapsuła. Trzeci element przypomina wielkiego drona, który może nadlecieć w każdej chwili. Chwyta on za dach kapsuły i… odlot. Podwozie zostaje oczywiście na ulicy, a auto zamienia się w prywatny śmigłowiec. Lekką konstrukcję unosi wysoko osiem wirników. Automatyczny pilot pomaga dotrzeć do celu bezpiecznie i szybko. Co potem? Wszystkie części maszyny, powietrzne i naziemne, same wracają do stacji ładowania. A gdy baterie będą pełne, na pokład może wsiąść kolejny pasażer.

Cały artykuł w majowym "Małym Gościu"

 

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    kotek22
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 4
  • 2
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 47
  • 3
    sebastiankoziol
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 3
  • 4
    kubak0988
    ostatnia aktywność: 12.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 3
  • 5
    maly_gosc
    ostatnia aktywność: 08.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 7