Wielkanoc, 16 kwietnia, 2017r.

dodane 16.04.2017 12:00

Wielkanoc, 16 kwietnia, 2017r.  

Hau, Przyjaciele!

Nikt się nie wyspał, bo z procesji rezurekcyjne rodzina wróciła w środku nocy. Jako pies rodzinny, przeżywałam wszystko z nimi, wiadomo. Poza tym dzwony biły, że mowy nie było o drzemce. Radość Zmartwychwstania promieniuje na całe mieszkanie, na nas, więc nikt nie marudzi. Pan przywiózł dziadków, śniadanie toczyło się powoli i miło. Nikt się nie spieszył, tym bardziej, że na obiad jesteśmy zaproszeni do cioci Ani. Paulina, Kuba i ja pójdziemy pieszo, bo to zdrowo. Rodzice pojadą z dziadkami. Gdy wyszłam na malutki spacer przed śniadaniem, to nagle poczułam w trawie coś czekoladowego. Ruszyłam w tym kierunku, już miałam w zębach czekoladowego kurczaka, a tu nagle pisk i śmiech. Oto jakaś sympatyczna rodzina, która niedawno zamieszkała na naszej ulicy urządziła sobie zabawę i dzieciaki szukały w trawie czekoladowych zwierzaczków. Nikt nie podejrzewał, że ja wybiegnę na spacer. W wyszukiwaniu ukrytych słodyczy jestem arcymistrzynią, o czym wszyscy właśnie mogli się przekonać. Było wiec sporo śmiechu, przekomarzań, ale jako mądry i dobry pies niczego nawet nie tknęłam. Zresztą, zajączek obdarował mnie dzisiaj sporą kością, a wiem, że u cioci i ja znajdę w trawie coś dla siebie. To tradycja, że na dzieci, nawet takie duże jak nasze, czekają tam sympatyczne drobiazgi, a ja też mogę szukać i się częstować. Cześć. Astra

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wielkanoc, 16 kwietnia, 2017r.

dodane 16.04.2017 12:00

Wielkanoc, 16 kwietnia, 2017r.  

Hau, Przyjaciele!

Nikt się nie wyspał, bo z procesji rezurekcyjne rodzina wróciła w środku nocy. Jako pies rodzinny, przeżywałam wszystko z nimi, wiadomo. Poza tym dzwony biły, że mowy nie było o drzemce. Radość Zmartwychwstania promieniuje na całe mieszkanie, na nas, więc nikt nie marudzi. Pan przywiózł dziadków, śniadanie toczyło się powoli i miło. Nikt się nie spieszył, tym bardziej, że na obiad jesteśmy zaproszeni do cioci Ani. Paulina, Kuba i ja pójdziemy pieszo, bo to zdrowo. Rodzice pojadą z dziadkami. Gdy wyszłam na malutki spacer przed śniadaniem, to nagle poczułam w trawie coś czekoladowego. Ruszyłam w tym kierunku, już miałam w zębach czekoladowego kurczaka, a tu nagle pisk i śmiech. Oto jakaś sympatyczna rodzina, która niedawno zamieszkała na naszej ulicy urządziła sobie zabawę i dzieciaki szukały w trawie czekoladowych zwierzaczków. Nikt nie podejrzewał, że ja wybiegnę na spacer. W wyszukiwaniu ukrytych słodyczy jestem arcymistrzynią, o czym wszyscy właśnie mogli się przekonać. Było wiec sporo śmiechu, przekomarzań, ale jako mądry i dobry pies niczego nawet nie tknęłam. Zresztą, zajączek obdarował mnie dzisiaj sporą kością, a wiem, że u cioci i ja znajdę w trawie coś dla siebie. To tradycja, że na dzieci, nawet takie duże jak nasze, czekają tam sympatyczne drobiazgi, a ja też mogę szukać i się częstować. Cześć. Astra

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |