nasze media Najnowszy numer MGN 11/2017

Rozmawiała Gabriela Szulik

|

MGN 03/2016

dodane 12.05.2016 12:43

Jezu, jestem kiepski, Ty mi pomóż

O częstym spowiadaniu, bezpiecznym chodzeniu i szkole wielkopostnej mówi ojciec Piotr Jordan Śliwiński, kapucyn

Mały Gość: Czy Ojciec boi się

spowiedzi? Ojciec Jordan Piotr Śliwiński: Na pewno spowiedź nie jest czymś przyjemnym. Bo przecież mówi się o własnych grzechach, o tym, co złego się zrobiło. Natomiast nie jest to taki strach, że stanie się nie wiadomo co. Mam przecież zaufanie do Pana Boga, który działa w sakramencie spowiedzi, i mam też zaufanie do księży, przez których Pan Bóg chce działać.

A jak często Ojciec się spowiada?

Jest takie zalecenie, by kapłani spowiadali się co dwa, trzy tygodnie. Staram się tego trzymać, więc spowiadam się mniej więcej co trzy tygodnie.

Dlaczego tak często?

Taki nawyk, żeby chodzić do spowiedzi na przykład co miesiąc, nie jest zły. Spowiedź bowiem zawsze od nas wymaga, żeby po pierwsze stanąć przed Bogiem w prawdzie, czyli taki, jaki jestem, i po drugie, żeby zobaczyć, jak ten miniony miesiąc przeżyłem. Krótszy odcinek czasu zawsze łatwiej podsumować, zobaczyć, co trzeba zmienić, poprawić. Dłuższy czas trudniej ogarnąć pamięcią.

Jeśli nie mam ciężkiego grzechu, to też muszę iść do spowiedzi?

Rzeczywiście może tak być, że przez długi czas w ogóle nie popełnimy grzechu śmiertelnego, a więc tego, który zamyka nas na przyjaźń z Bogiem. To nie oznacza, że nie mam się spowiadać. Sakrament pokuty to nie jest odśnieżanie tylko wielkich zwałów śniegu. To regularne dbanie o to, żeby ulice nie były śliskie, żeby ktoś nogi nie złamał, żeby się nie przewrócił. Dobry dozorca, nawet jeśli jest niewielki śnieg, będzie dbał, żeby nie było utrudnienia w chodzeniu. I tu podobnie nie czekamy na wielkie grzechy, ale usuwamy też te małe, po to by bezpiecznie chodzić, czyli żeby być bliżej Pana Jezusa i robić coraz więcej dobrego.

A czy Pan Bóg przebaczy człowiekowi każdy grzech?

Każdy. Jeśli człowiek będzie żałował, to przebaczy każdy grzech. Tylko człowiek musi chcieć naprawdę oderwać się od tego grzechu.

Ale często grzech, którego naprawdę nie chcę, znowu popełniam. Co wtedy?

Jeżeli są takie sytuacje, które mnie stale prowadzą do grzechu, to musze pomyśleć, jak te okazje odrzucić, jak ich unikać. Jeżeli na przykład zjadam ogromne ilości słodyczy – wiem, że to szkodzi mojemu zdrowiu, że grzeszę łakomstwem, a jednak sam nie potrafię tego zmienić. Warto porozmawiać wtedy z rodzicami. Niech słodycze będą pod kluczem, niech mi wydzielają te batoniki. Wtedy jest szansa, że nauczę się dawać sobie radę z tym problemem. Albo na przykład ciągle siedzę w internecie, wciąż gram albo wchodzę na nieodpowiednie strony. Można wtedy przecież założyć jakieś blokady albo wyznaczyć sobie czas. Tylko tyle i koniec. Albo pilnować, żeby tam, gdzie korzystam z internetu, zawsze był ktoś, żebym nie był sam, żeby tam, gdzie jest komputer, drzwi były zawsze otwarte.

A problem obmawiania, złośliwości? Dzieci często o tym do nas piszą.

Ja myślę, że tu trzeba dobrze się zastanowić, bo człowiek zawsze będzie rozmawiał o drugim człowieku. Niektórzy chrześcijanie uważają, że jakiekolwiek mówienie o drugim od razu jest grzechem. Ja myślę, że ważna jest intencja.

To znaczy?

Jeśli powiem: „Zobacz, ten mój kolega Jasiek zrobił to czy tamto. Co o tym sądzisz? Może moglibyśmy mu jakoś pomóc?”. Rozmawiam wtedy o kimś, ale jednocześnie chcę mu pomóc. I to nie musi być grzech. Natomiast jeśli tylko wytykam palcem: „Popatrz, jaki on jest niedobry, jak się zachowuje” i od razu ja lepiej się czuję, bo taki nie jestem, to taka postawa Chrystusa niepokoi.

Skoro Pan Bóg przebaczy mi każdy grzech, jest miłosierny, to może nie muszę się tak specjalnie wysilać, czy przejmować tymi grzechami…

Lubię te słowa św. Augustyna: „Bóg odkupił nas bez nas, ale zbawić nas bez nas nie może”. Chrystus za nas umarł i zbawienie dostaliśmy za darmo, w prezencie, ale ja muszę stanąć przed Nim taki, jaki jestem, i powiedzieć szczerze: „Jezu, jestem kiepski, Ty mi pomóż. Potrzebuję Ciebie. Żałuję szczerze, że to czy tamto zrobiłem”.

Co to znaczy żałować szczerze?

Nie chodzi o taki żal, kiedy pokłócę się z mamą albo kiedy przyjaciel mnie zdradzi i nawet łzy mi pociekną z tego powodu, tylko o taki żal wewnętrzny, takie pragnienie żałowania tego, czego już nie chcę ze względu na Boga. Boże, Tobie się to nie podoba, więc tego nie chcę, odrzucam to. I z tego potem wynika to, co nazywamy postanowieniem poprawy.

Czy człowiek może sam uratować swoją duszę?

Tylko na tej zasadzie, że odkryję Chrystusa, który mnie ratuje. Sam nie potrafię siebie wyratować. Człowiek nie potrafi sam oderwać siebie od grzechu. Potrzebuje Jezusa Chrystusa, który go z grzechu wyciąga. Dlatego śmierć Chrystusa i Jego zmartwychwstanie są tym ratun- kiem dla czło- wieka.

Wielki Post jest szansą dla człowieka?

Ja myślę, że Wielki Post to taka szkoła, w której człowiek musi próbować wykonywać dwie rzeczy. Ma zbliżać się do Chrystusa, który umarł za każdego z nas, za moje grzechy też. Pomagają w tym nabożeństwa wielkopostne – Droga Krzyżowa, Gorzkie Żale, więcej czasu na modlitwę, czytanie Pisma Świętego. Wielki Post to taki dobry czas, żeby sobie uświadomić, ile Chrystus dla mnie zrobił i jak na Jego miłość odpowiadam. To dobry czas, żeby sobie uświadomić, że Jezus jest najważniejszy w moim życiu, że jest moim jedynym Panem i Zbawicielem, że jest pierwszy, przed wszystkim. I co z tego wynika? Że On mi daje łaskę, żebym był dobry, żebym żył tak, jak On tego ode mnie oczekuje.

Czyli jak?

Żebym spełniał swoje obowiązki. Każdy jakieś ma. Uczeń też ma przecież swoje – w szkole, w domu. I to jest pierwsza rzecz, pierwszy sposób okazywania miłości Bogu. Dalej, mam być wrażliwy na człowieka, który jest blisko, który może potrzebuje mojej pomocy – która wyraża moją miłość do niego. Może kolega ma problemy w szkole, może tacie, mamie, rodzeństwu trzeba w czymś pomóc.

Czy to oznacza, że na miłość Pana Boga trzeba sobie zasłużyć?

To nie jest tak, że robię coś dla Boga i Bóg mi łaskawie odpowiada. Daje mi coś za moje dobre zachowanie. To nie tak. Bóg najpierw posłał Jezusa Chrystusa, który umarł za mnie na krzyżu i w prezencie dostałem Jego wielką miłość. Przebacza mi grzechy, daje swojego Ducha, bym umiał być dobry. Od Boga dostaję łaski ciągle, bez żadnych warunków. Nawet wtedy, kiedy mam ręce puste, idę do spowiedzi i widzę, że zła było sporo, a dobra prawie wcale, to nie znaczy, że Bóg mi powie: słuchaj, tu już nie ma szansy dla ciebie. Bóg ciągle czeka, ciągle bezwarunkowo mnie kocha, ciągle mnie przyjmuje. On mnie obdarowuje, zanim jeszcze jestem grzeczny, i bardzo się cieszy, kiedy odpowiadam na Jego dobroć, na Jego miłość, na Jego dar.

To czasem trudno pojąć…

To prawda, bo bywa tak, że ludzie nas kochają za coś, bo jesteśmy dobrzy, bo jesteśmy mili, bo jesteśmy tacy i siacy, a kiedy jesteśmy inni, to nas odrzucają albo nie dostrzegają, a Bóg kocha nas zawsze, akceptuje takimi, jakimi jesteśmy. Oczywiście chce, byśmy byli dobrzy, oderwali się od zła. Ale to nie jest tak, że kiedy jesteśmy daleko od Niego, to On nas nie kocha. Bóg nas kocha, tęskni za nami, ale szanuje naszą wolność, bo zawsze mamy prawo wybrać.

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    wojas004
    ostatnia aktywność: 21.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 2
    hermiona73
    ostatnia aktywność: 20.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 14
  • 3
    Eli31
    ostatnia aktywność: 21.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 4
    PrawieDojrzała
    ostatnia aktywność: 19.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 13
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 08.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 32