Ja się nie nadaję

dodane 21.01.2016 09:55

Marcin Jakimowicz

MGN 02/2016 |

Gdy ksiądz na religii zapytał, kto chce zostać świętym, nie podniosłam ręki. Zastanawiam się, czy świętość jest dla mnie. Patrzę na świętych, na ich wielką wiarę, i nie wiem, czy pasuję do tej grupy. Maja, II klasa gimnazjum

Ja się nie nadaję  

Maju. Opowiem ci historię sprzed paru lat. „Chcemy do zoo! Do zooooo!” – głos dzieci nie znosił sprzeciwu. Przejeżdżaliśmy przez Płock. Z nieba lał się żar. Co było robić? Pomaszerowaliśmy oglądać znudzone foki, najstarszego w Polsce krokodyla i bajecznie kolorowe ryby. Na spacer wiślańskimi bulwarami wyszły tłumy mieszkańców. Kończyła się właśnie Niedziela Bożego Miłosierdzia. A my (od rana w podróży) nie byliśmy jeszcze na Mszy. Wieczorem weszliśmy do pierwszego kościoła, który napotkaliśmy po drodze. Z ogromnym zdumieniem przeczytaliśmy napis na tablicy: „W tym miejscu 22 lutego 1931 roku św. Siostra Faustyna miała pierwsze objawienie obrazu Jezusa Miłosiernego”. Zatkało nas. To dopiero niespodzianka! Z kilkunastu tysięcy polskich kościołów trafiliśmy „przypadkowo” do miejsca, w którym Jezus… zażądał ustanowienia dzisiejszego święta. Po Mszy zeszliśmy po schodkach do skromniutkiej kuchni, w której pracowała Faustyna. Klasztor nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Ciemna cegła, toporny gmach przypominający raczej koszary niż tętniący życiem klasztor. Czy Jezus nie mógłby wybrać innego miejsca? Chociażby pobliskiej zabytkowej katedry? Nie. Wybrał to, co słabe, kruche; co nie rzuca się w oczy, co łatwo minąć, zbagatelizować. Maju, to odpowiedź na Twoje pytanie. Szukamy Boga potężnego, niedostępnego i często rozmijamy się z Nim. Jego drogi nie są naszymi drogami. On naprawdę wybiera słabych. – Zobacz, kogo wybierał Jezus. Mam wrażenie, że On wybierał świadomie tych, o których wiedział, że do niczego Mu się nie przydadzą – opowiadał mi o. Adam Szustak, dominikanin. – Wybierał i wciąż wybiera tych, którzy sami mówili: „Ja się nie nadaję”. Dlaczego? Bo ci ludzie przyjmują za darmochę to, co chce im dać, przyjmują orędzie zbawienia jako dar i nie chcą za niego płacić. Nie mają zresztą czym zapłacić. Nie mają wobec Boga żadnych argumentów. On wybiera właśnie takich ludzi. Wiedzą, że są słabi, i mogą przyjąć dar, zaproszenie do świętości. A druga sprawa – Bóg nie stosuje metody Ctrl C + Ctrl V, czyli kopiuj–wklej. On naprawdę ma oryginalny, niepowtarzalny pomysł na Twoją świętość. I nie jest to kalka Katarzyny ze Sieny, Faustyny czy Małej Tereski. Pan Bóg ma pomysł przygotowany specjalnie dla gimnazjalistki Mai.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |