nasze media Najnowszy numer MGN 11/2017

Sebastian Buśk

dodane 18.01.2016 10:35

Żyjący dom

Pewnego razu żyła sobie dziewczyna, której na imię było Karolina. Mieszkała ona razem ze swoją matką Magdaleną, oraz z dwoma małymi braćmi: Maćkiem i Marcinem. Chłopcy byli bliźniakami. Niestety od urodzenia oboje cierpieli na poważną chorobę serc. Mimo wielkiego postępu w medycynie, żaden lekarz nie był w stanie im pomóc.

            - Pierwszy raz spotykam się z taką chorobą - twierdził jeden ze specjalistów.

            - Wątpię, by ktokolwiek mógł wyleczyć pańskich synów - mówił inny lekarz do zapłakanej matki, chorych bliźniaków.

            Magdalena chodziła od doktora, do doktora prosząc o ratunek, lecz każdy mówił to samo, lub coś podobnego. W końcu matka biednych bliźniaków dała sobie spokój. Cóż innego mogła zrobić? Postanowiła pozostawić sprawę samej sobie.

            - Może za parę lat, ktoś mądry wynajdzie lek na chorobę Maćka i Marcina? - pytała własnej córki.

            - Na pewno tak się stanie mamo - odpowiadała za każdym razem córka.

            Karolina, która zawsze towarzyszyła swojej matce podczas wypadów do różnego rodzaju lekarzy postanowiła, że jak dorośnie to zostanie wybitnym specjalistą, który wyleczy swoich biednych, niewinnych braci.

            - Tak zrobię - mówiła do siebie Karolina pewnej nocy. - Jak dorosnę, to stworzę lek na chorobę Maćka i Marcina. Moi bracia nie będą więcej kaszleć i leżeć w łóżkach. Sprawię, że będą mogli biegać po podwórku razem z innymi dziećmi. A nasza rodzina, będzie w końcu szczęśliwa.

            Z tym mocnym postanowieniem, dziewczyna usnęła.

           

            Następnego dnia Karolina poszła do szkoły, w której niestety nie była zbyt lubiana. Wszystko za sprawą jej wyglądu, oraz stanu majątkowego rodziny. Dziewczyna do najładniejszych nie należała, poza tym jej mama pracowała w sortowni odpadów, gdzie godzinami oddzielała jedne śmieci od drugich. Z powodu kłopotów finansowych, dziewczyna często musiała pomagać swojej mamie w pracy. Z tego też względu przezywano ją: ,,Śmieciarką'', co bardzo smuciło Karolinę. Najbardziej jej dokuczała rówieśniczka z klasy o imieniu Rebeka. Ta piękna, pochodząca z bogatej rodziny uczennica, nie pozostawiała suchej nitki po Karolinie.

            - Patrzcie kto idzie?! - ogłaszała tryumfalnie Rebeka zawsze, gdy Karolina samotnie szła po korytarzu. - To śmieciarka, szybko dajcie jej swoje śmieci, inaczej jej matka nie będzie miała co robić w pracy.

            Wszyscy wtedy wybuchali śmiechem. Karolina ze zwieszoną głową, przebiegała przez korytarz najszybciej jak tylko mogła. Mimo uchylnych starań, wiele osób potrafiło dostrzec łzy w oczach dziewczyny.

            Karolina nie miała przyjaciół. I to nie dlatego, że nie chciała. Po prostu, nikt nie chciał się zadawać z kimś tak brzydkim i biednym jednocześnie. Dziewczyna uczęszczała do szkoły, w której przebywali same dzieci z bogatych rodzin. Karolina dostała się tam tylko i wyłącznie dzięki dobrym stopniom. Uczniowie nie trawili Karoliny. Według nich, dziewczyna zupełnie nie pasowała do tej szkoły.

            - Ona jest taka brzydka! - komentowała któregoś dnia jedna z koleżanek Rebeki.

            - No i do tego straszliwie biedna. - dodała jakaś inna z uczennic. - Nie chce mi się nawet na nią patrzeć. Zwłaszcza, że chodzi w starych śmierdzących ubraniach. Blee. A co ty o niej sądzisz Rebeka?

            Najpiękniejsza dziewczyna ze szkoły - Rebeka, uśmiechnęła się cynicznie i powiedziała:

            - A czego się spodziewaliście po Śmieciarce? Jest brzydka, śmierdząca i... - Rebeka chciała powiedzieć, że jest też głupia, ale niestety Karolina, była prymusem w szkole, więc ładna uczennica musiała wymyślić coś innego. - I... jest dziwna.

            - Tak, bardzo dziwna. - mówiła jedna z uczennic.

            - Najdziwniejsza ze wszystkich dziewczyn w szkole. - dodała druga.

            - Poza tym - ciągnęła dalej Rebeka. - Ona nigdy nic nie osiągnie. Jest na to zwyczajnie za biedna, i za brzydka. Nie wie nawet, jak wygląda prawdziwy świat bogatych osób.

            - Masz rację, ona nic nie wie. - zawtórowały Rebece koleżanki.

            Piękna dziewczyna gestem ręki uciszyła rozmówczynie.

            - Jedyne co ją czeka, to praca na śmietnisku, zaraz po tym jak jej mama pójdzie na emeryturę.

            Po tych słowach Rebeki, nastolatki śmiały się do rozpuku. Nie zwróciły przy tym uwagi na to, że ich rozmowie przez cały czas przysłuchiwała się Karolina. Nie lubiana uczennica wybiegła ze szkoły. Wpadła do domu i do końca dnia płakała w swoim pokoju tak głośno, że jej chorzy bracia wyszli ze swoich łóżek by ją pocieszyć. Widok mizernych ciałek małych chłopców, którzy przytulają się do niej, napełnił serce dziewczyny wielką wolą walki.

            - Niech te głupie dziewuchy mówią sobie co chcą - szeptała Karolina do braci. - Dla mnie liczycie się tylko wy i mama.

            Tak przytuleni, wszyscy zasnęli w jednym łóżku.

            Karolinie śniło się, że jest piękną i bogatą dziewczyną, goszczącą u siebie najbardziej znanych ludzi na ziemi. Jej urodzie nikt nie mógł się oprzeć. Miała za męża najprzystojniejszego chłopaka, jaki kiedykolwiek stąpał po zielonej planecie. A jej dom, bardziej przypominał zamek niż prosty budynek, w jakim na co dzień przebywali zamożni ludzie. W tamtym śnie Karolina miała na sobie cudowną suknię i stertę przepięknych klejnotów, które pobłyskiwały w świetle lamp. Podczas tamtego snu, po raz pierwszy od dawna, na ustach Karoliny pojawił się uśmiech.

           

            Któregoś dnia do pani Magdaleny przyszedł jakiś list. Kobieta po jego przeczytaniu zalała się cała łzami.

            - Co się stało, Mamo? - zapytała troskliwie Karolina, widząc jak jej matka płacze.

            Pani Magdalena odłożyła na bok list, i gestem ręki zaprosiła córkę do siebie.

            - Pamiętasz chodź trochę swojego tatę córciu? - Zapytała na wstępie kobieta.

            Karolina zmarszczyła czoło.

            - Tak, ale nie tak bardzo jak bym tego chciała.

            - A co zapamiętałaś?

            Młoda dziewczyna popatrzyła przez okno, gdzie na podwórku dzieci jeździły na rowerach.

            - Pamiętam jak uczył mnie jeździć na rowerze. Już za pierwszym razem potrafiłam sama jechać. Tato był wtedy taki dumny ze mnie. Mówił mi zawsze, że dużo w życiu osiągnę. Powtarzał też, żebym nie martwiła się tym, co o mnie będą mówić ludzie. Bo to mnie zniszczy. Najważniejsze bym nie miała pretensji do siebie.

            - Cały Filip - wtrąciła się pani Magdalena. - Potrafił każdemu doradzić, a sam nie mógł doradzić sobie.

            - Mamo? - zapytała nieśmiało Karolina - Co się właściwie z nim stało? Wszyscy mówią, że nagle zniknął, ale dlaczego? Czy on nas celowo zostawił?

            Pani Magdalena przewracała w dłoniach niedawno otwarty list. Długo zastanawiała się nad odpowiedzią, w końcu rzekła:

            - To nie tak córeczko. Filip, twój tata, był bardzo dobrym człowiekiem. Nigdy nikogo nie skrzywdził. Opiekował się nami wszystkimi najlepiej jak tylko potrafił. - Kobieta wytarła łzy z policzków - Zgubiła go jednak jego własna duma. Twój tata za wszelką cenę chciał nam zapewnić godne życie. Mieszkaliśmy wtedy w zabitej dechami kamienicy. Filip obiecał, że przeprowadzi nas do domku, który sam wyremontuje żebyśmy mieszkali w nim jak księżniczki. - Matka Karoliny zaśmiała się niemrawo - Twój tato pracował w firmie produkcyjnej na najniższym stanowisku. Szykował mu się awans. Ale po zmianie ekipy rządzącej firmą nikt nie pamiętał już o jego awansie. I tak pozostał na linii montując jakieś tam części do samochodów. Mimo tego mój kochany mąż sądził, że uda mu się kupić jakiś ładny domek.

            Kobieta wstała z krzesła i nastawiła sobie wodę na herbatę.

            - Co było dalej? - Pytała żywo zainteresowana Karolina. 

            - Po kilku miesiącach - kontynuowała pani Magdalena - Filip natrafił w gazecie na pewne ogłoszenie. Pisano w nim o opuszczonym domu na sprzedaż. Pogłoski chodziły, że był nawiedzony, ale Filip nie wierzył w takie dyrdymały. Wsiadł na rower i pojechał obejrzeć dom. Budynek okazał się zaniedbany i bardziej odstraszał swoim wyglądem niż przyciągał. Tynk prawie cały odpadł, kolumny na tarasie wyglądały jakby miały zaraz się zawalić, a w ogrodzie rosły chwasty, w których spokojnie mógł się schować dorosły człowiek. Ogólnie rzecz biorąc był to widok nędzy i rozpaczy ale Filip widział to zupełnie inaczej. Zawsze wszystko koloryzował i przedstawiał w pozytywnym świetle. - Pani Magdalena wypiła ostygłą herbatę niemalże jednym haustem. - Na czym to ja? Ah tak, a więc twój tato obejrzał cały dom, wszedł do każdego zakamarku, zajrzał w każdą dziurę. Kiedy wrócił, wyglądał jakby spędził cały dzień w disneylandzie. Dawno nie widziałam takiego uśmiechu na jego twarzy. Kiedy go o to zapytałam, to nie chciał odpowiedzieć. Potem praktycznie codziennie jeździł do tego dziwnego domu. Trwało to do momentu, aż pewnego dnia jego firmę zamknięto, a on wylądował na bruku. Biedaczyna tak się załamał, że zaczął pić. Prawie w ogóle go wtedy nie widywałam. Ciągle przesiadywał w tamtym dziwacznym domu. W końcu nastał taki czas, że Filip od kilku dni nie pojawił się w naszym mieszkaniu. Zaczęłam się mocno o niego martwić. Zadzwoniłam na policję, która wszczęła poszukiwania. Zrozpaczona, będąc w siódmym miesiącu ciąży, poszłam razem z tobą do tego dziwnego domu, bo miałam przeczucie, że jeśli gdzieś szukać Filipa, to właśnie tam.

            - Pamiętam ten dzień - wtrąciła się Karolina. - Staliśmy w ogródku, ale żadne z nas nie odważyło się by wejść do środka budynku. W tedy usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. Zaraz potem był ten upiorny wrzask...

            Karolina zamilkła na moment. Po jej ciele przeszły ciarki.

            - Do dzisiaj nie mogę go zapomnieć - mówiła pani Magdalena. - Wbił mi się głęboko do umysłu. Nie wiem co to było, ale na pewno nic dobrego. Uciekliśmy stamtąd gdzie pieprz rośnie. Parę godzin później przyjechała policja by dokładnie sprawdzić cały dom. Nic nie znaleźli, nawet śladów jakiegoś stłuczonego szkła. Od tamtej pory minęło już jedenaście lat. Mój mąż jakby zapadł się pod ziemię. Ten list to powiadomienie z sądu, w którym uznano twojego tatę za zmarłego...

            Karolina podniosła powoli głowę. Drżącymi rękami przeczytała list, raz i drugi a nawet trzeci. W końcu odłożyła go na miejsce i wpadła mamie w ramiona.

            - Wiem córciu - mówiła przez łzy pani Magdalena. - Mimo tego, że już praktycznie o nim zapomniałaś, to nadal masz go w swoim sercu. Ja go będę miała do końca swojego życia. Raz na zawsze musimy pogodzić się z jego stratą. Jakoś radziliśmy sobie do tej pory bez niego i damy radę jeszcze przez wiele lat, prawda?

            Karolina przytaknęła.

            Tamtego dnia matka z córka rozmawiały do późnego wieczora o Filipie, który pozostał już tylko w ich pamięci. Karolina nie powiedziała swojej matce jednej rzeczy, mianowicie kiedy obie uciekały z zarośniętego ogrodu, należącego do tajemniczego domu, Karolina na moment odwróciła głowę, ujrzała wtedy w jednym z okien kontury jakieś postaci, trwało to tylko parę sekund, gdyż zarys nieznanej osoby bardzo szybko zniknął jej z oczu. Dziewczyna postanowiła zostawić to dla siebie, gdyż sądziła, że był to tylko wytwór jej wyobraźni. Później się dowiedziała, że wcale tak nie było.

 

            Karolina systematycznie uczęszczała do szkoły, w której ciągle była wyśmiewana. Mimo wielu obelg rzucanych pod jej adresem, dziewczyna wygrywała niemalże każdy konkurs wiedzy. Uczniowie tłumaczyli to sobie w taki sposób:

            - Ech! Wiecie jak to jest? - Mówił jeden z chłopaków, piastujący stanowisko przewodniczącego klasy, do której chodziła Karolina. - Dają wygrywać takim sierotą tylko dlatego, żeby ci biedacy całkiem się nie załamali.

            - Masz rację! Tak właśnie jest! - przytakiwali inni.

            Karolina jednakże swoje wiedziała. To, że wygrywała konkursy było tylko i wyłącznie jej zasługą, a nie litościwym zrządzeniem władz szkoły.

            Siostra chorych bliźniaków każdy wolny czas poświęcała albo nauce,albo pracy, jaką wykonywała razem ze swoją matką na śmietnisku. Dzięki poświęceniu powiększała swoją wiedzę oraz portfel pani Magdaleny. Jednocześnie wystawiała się na coraz to większe wyszydzanie ze strony rówieśników. Rebeka robiła to najczęściej.

            - Hej Śmieciarka! - krzyknęła, któregoś dnia za oddalającą się prymuską. - Dorób sobie w końcu kółka, to będziesz mogła robić za prawdziwą Śmieciarkę.

            Zebrani na korytarzu szkolnym uczniowie, śmiali się pokazując palcem skuloną dziewczynę.

            Pewnego razu podczas wychowania fizycznego. Karolina podsłuchała w szatni rozmowę, pomiędzy Rebeką oraz jej bogatymi koleżankami.

            - Jak skończę szkołę to zostanę znaną tancerką. - Oznajmiła nonszalancko jedna z dziewczyn, robiąc przy tym imponujący piruet.

            - Brawo! - Klaskały uczennice.

            Inna z dziewczyn powiedziała, że ma zamiar prowadzić duży sklep z butami w największej galerii handlowej w mieście. Jeszcze inna pochwaliła się, że myśli o projektowaniu ubrań. Kolejna wspomniała coś o własnej restauracji. Na koniec wypowiedziała się Rebeka:

            - Ja tam nie mam ochoty robić cokolwiek. Mam sobie niszczyć paznokcie podczas tańca? Albo użerać się z klientami o to, że ich buty się szybko zepsuły? Albo słuchać narzekań ludzi o złym jedzeniu we własnej restauracji? Phi! Poczekam aż moi rodzice przekażę mi sporą część swoich pieniędzy. I wtedy będę robiła, co mi się żywnie podoba. Najpierw pojadę w podróż dookoła świata. Potem, wybuduję sobie ogromny dom z wielkim basenem. Następnie sprawię sobie drogi sportowy samochód. Odwiedzę najbardziej znane teatry i kina. Będę występować w filmach i po jakimś czasie, zostanę nagrodzona oskarem za najlepszą rolę pierwszoplanową. No i pewnie zrobię jeszcze dużo więcej, a wy będziecie mogli o mnie czytać w gazetach i oglądać w telewizji.

            Dziewczyny wyglądały jak oczarowane, słuchając wypowiedzi swojej idolki.

            - Jesteś najlepsza Rebeka! - Wołały.

            Rebeka stała dumnie prężąc swoją pierś.

            Karolina odeszła niezauważona. Poczuła w sobie pustkę. Właśnie wtedy uświadomiła sobie, że nic w życiu nie osiągnie.

            - Rebeka ze swoimi koleżankami mają rację - szeptała do siebie, jak już oddaliła się od szatni na bezpieczną odległość. - Takie brzydale jak ja, do niczego w życiu nie dojdą. Nie uda mi się wynaleźć leku na chorobę moich braci. I nie dość, że nic nie osiągnę, to przeze mnie oni będą wiecznie cierpieć.

            Dziewczyna przykucnęła za rogiem budynku szkoły i tam w samotności, szlochała w dłonie.

 

            Po miesiącu od otrzymania przez pani Magdalenę listu z sądu, pewna grupa uczniów zaczepiła Karolinę. Działo się to podczas jednej z przerw międzylekcyjnych.

            - Hej! Śmieciar... znaczy Karolina - zaczął przewodniczący klasy, siląc się na miły uśmiech. - Nie miałabyś ochoty dołączyć do naszej paczki?

            Karolina zmarszczyła brwi. Taka propozycja była nader podejrzana.

            - Jak chcecie się ze mnie ponaśmiewać, to proszę bardzo. I tak mam to gdzieś.

            Uczniowie wymienili spojrzenia, robiąc przy tym głupie miny. 

            - Nie to nie tak. - Tłumaczył się przewodniczący klasy. - My już mamy dość tego, jak się z ciebie nabijają. Jesteś mądra i... no jesteś mądra, to wystarczy. Przydałby się ktoś taki w naszym zespole. To jak? Chcesz dołączyć?

            Karolina wiedziała dobrze o paczce, jaką tworzył przewodniczący klasy. W jej skład wchodziła sama elita. Nawet Rebeka. Żeby się tam dostać, należało się czymś wykazać. No i mieć status bogacza. A tego brakowało Karolinie.

            - Nie dawno sam ze mnie drwiłeś - oznajmiła szorstko prymuska.

            - Wiem byłem wtedy głupi, przepraszam.

            Chłopak powiedział to tak szczerze, że Karolina mu uwierzyła na słowo.

            - Powiedzmy, że ci wierzę - mówiła córka pani Magdaleny. - Ale przecież pochodzę z biednej rodziny. A do was przyjmują samych bogaczy.

            - Zmieniłem trochę zasady - rzekł przystojny chłopak. - Mamy już dość bogatych nudziarzy. Przydałby się ktoś... - uczeń nie miał pojęcia jak to zgrabnie ująć.

            Karolina postanowiła mu w tym pomóc:

            - Masz na myśli ktoś z innych sfer.

            - O właśnie! Widzisz, potrzebujemy również kogoś mądrego. Bo takich osób nam tu brakuje.

            W to nie wątpię - pomyślała Karolina.

            - Zgoda. Co mam zrobić, żeby się dostać do paczki?

            Przewodniczący klasnął w ręce.

            - Nic trudnego. Spotkajmy się jutro po południu przy głównym skrzyżowaniu. Tam ci wszystko wytłumaczymy.

            Karolina przytaknęła i poszła na lekcję matematyki. Do końca dnia rozważała czy dobrze zrobiła, zgadzając się na spotkanie z przewodniczącym i jego przyjaciółmi. Tak naprawdę chciała odmówić, ale coś w jej sercu mówiło aby postąpić inaczej. Może chciała w ten sposób udowodnić, że jest naprawdę wartościową osobą? Przecież w gruncie rzeczy nie była taka zła. Poza nie zbyt kuszącym wyglądem, na który składały się poskręcane w różnych kierunkach jasno, blond włosy. Małe, ciemne oczka, przywodzące na myśl świńskie ślepia. Odstające uszy oraz górne siekacze. Lekka nadwaga wraz z nękającym płaskostopiem. No i jeszcze skrzywienie kręgosłupa, które dopełniało całości.

            - Wyglądam jak brzydki elf - mówiła do siebie Karolina, przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze. - Ale przynajmniej jestem mądra. Tak bynajmniej twierdzą nauczyciele i jakaś tam grupa uczniów. Bogatych uczniów. Ja też mogę do nich należeć.

            Karolina powzięła decyzję, że warto spróbować. Jak nie przejdzie testu, to nic przecież się nie stanie. Ot cała szkoła, będzie miała dodatkowy powód do naśmiewania się z niej.

            - I tak już to robią codziennie - mówiła wciąż do siebie. - Co to zmieni. A jeśli zdam, wszyscy będę mnie traktować na równi ze sobą.

            Dziewczyna wskoczyła do łózka z nadzieją, że już następnego dnia, całe jej życie, zmieni się na lepsze. Jakże mocno się wtedy myliła.

 

            O umówionej godzinie wszyscy spotkali się na głównym skrzyżowaniu miasteczka.

            - Żeby wejść do najbardziej znanej paczki - zaczął przewodniczący, zwracając się do Karoliny. - Trzeba na to zasłużyć. Dla ciebie Karolino mamy pewne zadanie. Jeśli je wykonasz, dołączysz do nas, czyli do elity.

            Przystojny chłopak powiódł rękę po zebranych uczniach. Jego wzrok najdłużej zatrzymał się na postaci Rebeki, która stała sztywno nie okazując żadnych emocji. Karolina patrzyła na całą tę zbieraninę bogaczy, jak na grupę pochodzącej dosłownie z innej planety. W głowie jej się nie mieściło, że już niedługo może być wśród nich.

            - No dobrze, co mam takiego zrobić? - zapytała żywo prymuska szkoły.

            Przewodniczący klasy cynicznie się uśmiechnął.

            - Kojarzysz opuszczony dom, stojący blisko lasu?

            Karolinie serce na chwilę zamarło.

            - Ta-aak - odpowiedziała lekko się jąkając.

            - Twoim zadaniem będzie wejść do niego, i spędzić w środku minimum dwie godziny.

            Po tych słowach najbardziej lubianego chłopaka w szkole, zapadła głucha cisza.

            - No chyba się nie boisz? - Odezwała się w końcu Rebeka. - Taka odważna dziewczyna, nie powinna się trząść na myśl, o jakiejś tam sypiącej się chałupie.

            Karolina przełknęła ślinę. Powiodła wzrokiem po wszystkich uczniach, którzy patrzyli na nią wzrokiem pełnym wyrzutów.

            Nie, nie mam zamiaru się bać głupiego domu - pomyślała prymuska. - Już za długo żyję w strachu przed zrobieniem czegokolwiek.

            - W porządku - rzekła stanowczo Karolina - zrobię to.

            Na ustach Rebeki niezauważalnie pojawił się uśmiech.

            - Świetnie! - Przewodniczący klasnął w ręce - no to chodźmy!

            Po kilkudziesięciu minutach wszyscy dotarli na miejsce. Przez całą drogę, grupa uczniów rozmawiała sobie na różne tematy, głównie opowiadali dziwne historie dotyczące opuszczonego domu, jakoby miał być on również w jakiś sposób opętany. Słuchająca tego wszystkiego Karolina miała wrażenie, że stada pająków łażą jej po plecach przyprawiając o ciarki.

            Gdy cała grupa dotarła na miejsce, ucichły wszelkie rozmowy. Nikt już się nie śmiał. Każdy przybrał poważną minę. I to nie dlatego, że przewodniczący tak wcześniej nakazał. Po prostu, kiedy zobaczyli przed sobą upiorną budowle, serca im podskoczyły do samych gardeł.

            - Nooo i jesteśmy - rzekł niemrawo przewodniczący klasy, któremu włos jeżył się na rękach.

            Przed nim jak i resztą grupą, majaczyły kontury najbardziej znanego w mieście domu. Wyglądał naprawdę upiornie. Został zaprojektowany i zbudowany jakieś sto lat przed narodzinami Karoliny, przez nieznanego inżyniera, który mieszkał w nim przez plisko trzydzieści lat. Nigdy go nie odnaleziono, jakby ten człowiek zapadł się pod ziemi. Od jego zaginięcia, dom stał opuszczony. Dopiero po blisko sześćdziesięciu latach prawa do nieruchomości przeszły na miasto, które postanowiło go sprzedaż, ale bez rezultatu.

            Karolina zrobiła krok do przodu by lepiej się mu przyjrzeć. Spod gęstych chwastów, porastających cały plac przed domem, wystawały cztery grube filary, podtrzymujące daszek wystający kilka metrów z budynku. Filary budziły lęk, gdyż ktoś w ich środku wyrzeźbił postacie gargulców w różnych pozach. Dwa środkowe szczerzyły przeraźliwie swoje wielkie zębiska. Dwa pozostałe stały na tylnych łapach, jednocześnie rozkładając szeroko obleśne skrzydła.

            Dom posiadał dwuspadowy dach, skonstruowany pod bardzo niskim kątem. Wyglądał jak szczyt stromej góry, z której niezwykle łatwo spaść. Niegdyś czerwona dachówka wyblakła i zrobiła się szara. Z budynku wystawał jeden tylko komin, do tego bardzo szeroki, dorosły człowiek bez problemu by się w nim zmieścił.

            Budynek okazał się mocno zniszczony. W wielu miejscach ziała goła cegła. Okna zostały albo wyłamane, albo dyndały na odłamkach drewna, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Jedyne okno jakie pozostało nietknięte przez tak długi czas, okazało się okrągłym witrażem postawionym we frontowej części domu. Wyglądało jak wielkie oko cyklopa. Karolina przyglądała mu się przez długi czas, gdyż to właśnie w tym oknie, dokładnie dziesięć lat temu dziewczyna widziała kontury jakieś nieznanej postaci.

            Ogród nie zmienił się przez te wszystkie lata. Nadal przywodził na myśl porośniętą mocno dżunglę, przez którą bez maczety, nie sposób było się przedostać. Przewodniczący klasy przewidział to wszystko i zawczasu, ukrył w bramie kilka kijów, którymi wraz z uczniami miał zamiar utorować drogę do głównych drzwi domu.

            Rebeka stała wpatrując się w swoich rówieśników jak waląc kijami, łamią łodygi ogromnych chwastów. Bogata dziewczyna chciała jakoś dopiec na koniec Karolinie, ale dziwna aura jaką wytwarzał dom, nie pozwoliła jej nawet wymówić jednego zdania. Jedyne co ją zdziwiło to widok Karoliny, która z zaciśniętymi twardo zębami, szła hardo za chłopakami.

            Reszta uczniów stała w bezpiecznej odległości od bramy, prowadzącej do ogrodu. Szeptali jedynie między sobą historię o stróżu domu, który podobno stacjonował gdzieś w tym ogrodzie i chronił budynek przed takimi nieproszonymi gośćmi jak oni.

            - Tato mi kiedyś opowiadał - mówił jeden z chłopaków - że widział tego stróża na własne oczy.

            - Nie gadaj! - nie dowierzała reszta. - I jak wyglądał?

            Uczeń prowadzący cichą rozmowę, przełknął ślinę.

            - Podobno posiadał chude i ostre szpony wystające spod szarego, poszarpanego płaszcza. Na głowie miał zarzucony kaptur. Ale mój tato mógłby przysiąc, że widział w nim dwa, świecące na żółto ślepia. Ten potwór - jak nazwał go mój tato. Charczał tak przeraźliwie, że nawet zwierzęta przed nim uciekały.

            - O ja ciebie... - mamrotali uczniowie.

            - Ja kiedyś słyszałam - wtrąciła się pewna ładnie odziana uczennica - że podobne ten strażnik żywi się ludźmi, a najbardziej lubi dzieci.

            Cała grupa jęknęła z przerażania.

            - Blefujesz.

            - Na prawdę, tak słyszałam - zapierała się dziewczyna. - Jeden z pracowników stacji benzynowej widział go bez kaptura, jak zajadał się zdechłym królikiem.

            - I jak wyglądał? - pytali zafascynowani nastolatkowie.

            - Według niego, zamiast twarzy miał wielki kruczy dziób, którym pożerał łapczywie swoją ofiarę.

            - Ja-aaa już chyba muu-szę iśććć - powiedział rozdygotany najniższy z uczniów.

            - No jaaa też-żżż - zawtórował mu inny.

            I w ten sposób reszta klasy uciekła z upiornego miejsca, w którym według opowieści miał stacjonować krwiożerczy strażnik. Czy były to zwykłe kłamstwa? Karolina później się przekonała, że wcale nie.

            - No i jesteśmy. - Rzekł zdyszany przewodniczący klasy, kiedy razem z kilkoma innymi chłopakami utorował drogę do samych drzwi opuszczonego domu.

            Karolina stanęła w pewnej odległości od budynku.

            Wygląda tak samo, jak go widziałam za pierwszy razem - pomyślała prymuska.

            Rebeka szła niemrawo tuż za Karoliną.

            - Ale będzie ubaw, jak ta brzydula zacznie krzyczeć ze strachu, prawda? - Rebeka mówiła szeptem zwracając się do przyjaciół zebranych z tyłu. Dopiero kiedy nikt nie odpowiedział, dziewczyna postanowiła się obrócić. Za sobą nie zobaczyła nic, prócz porozwalanych na wszystkie strony chwastów. Trochę to bogatą uczennicę zbiło z tropu.

            Gdy mała grupa nastolatków znalazła się przy samym budynku, z jednego z okien wyleciała chmara popiskujących nietoperzy. Uczniowie kucnęli krzycząc z przerażenia. Najgłośniej wrzeszczała Rebeka. Karolina jako jedyna nie wydała z siebie nawet jednego dźwięku. Jako jedyna też nie przywarła do ziemi. Stała wyprostowana wpatrując się w czarną chmurę latających stworzeń, które ominęły jej ciało łagodnie, jakby stanowiła przeszkodę nie do pokonania.

            - Dwie godziny tak? - zapytała Karolina, podczas gdy uczniowie ciągle klęczeli trzymając na głowach ręce.

            - Co-ooo? - Wystraszony przewodniczący klasy nie miał pojęcia, kto i co do niego mówi.

            - Mam tam zostać minimum dwie godziny, prawda?

            Chłopak całkowicie zapomniał, po co oni wszyscy się tutaj znaleźli.

            - Tak. Dwie godziny - odpowiedział, wstając z zimnej ziemi.

            Przewodniczący klasy zasadniczo nie dowierzał, że mimo strachu jakiego wszyscy doznali, dziewczyna naprawdę chce tam wejść. To wszystko miał być jeden wielki dowcip. Ale dla przystojnego chłopaka, nic tam nie było śmiesznego.

            - No to zaczynajcie liczyć czas. - Rzekła prymuska i pchnęła drzwi.

            Nastąpiło głośne skrzypnięcie i dom stanął przed prymuską otworem. Z jego wnętrza buchnęło zapachem staroci oraz wilgoci. Karolina nabrała powietrza w płuca i pewne wkroczyła do środka. Zaraz po tym jak nogi dziewczyny zniknęły w mroku domu, drzwi samoczynnie się zamknęły. Przewodniczący klasy, Rebeka oraz kilku innych uczniów patrzyło na to wszystko z rozdziawionymi szczękami.

            - Mamy tutaj czekać na nią? - Zapytał niepewnie jeden z uczniów.

            Przewodniczący klasy spojrzał na Rebekę. Bogata dziewczyna chwilę popatrzyła na upiorny dom, po czym rzekła:

            - Nie ma sensu. I tak pewnie za parę minut wyleci z niego z krzykiem. Chodźmy lepiej do domu bo chyba zbiera się na deszcz. Gdyby nie ta pogoda, to byśmy poczekali, żeby zobaczyć jak Śmieciarka biegnie, drąc się w niebo głosy. Ale byłby ubaw, hehe. - Widać było jak na dłoni, że Rebeka kłamała i starała się znaleźć usprawiedliwienie, na to by opuścić posiadłość.

            - No, pewnie nie długo lunie - zawtórował jeden z chłopaków.

            - Nie ma potrzeby moknąć na darmo - przytaknął inny.

            - Zmywajmy się więc! - Oznajmił uroczyście przewodniczący klasy.

            Po jego słowach każdy z osobna odetchnął i w przyśpieszonym tempie, opuścił przerażający ogród. Rebeka przed odejściem do domu raz tylko zerknęła przez ramię na widniejący w oddali budynek. Ciarki ją przeszły na myśl o tym, że Karolina do niego weszła. I to sama.

            Nie dość, że brzydka, to jeszcze głupia - pomyślała bogaczka, i czym prędzej pognała do ciepłego domku.

           

            Po tym jak drzwi się zamknęły, Karolina pozostała sama w słabo oświetlonym wnętrzu domu, do którego nawet najodważniejsi bali się wejść. Dziewczyna przełknęła głośno ślinę i ruszyła przed siebie.

            Zaraz za progiem na prymuskę czekał widok imponujących schodów, prowadzących na parter, które co prawda wyglądały na bardzo stare, ale z drugiej strony mimo swojego zaawansowanego wieku, nadal były dość solidnie. Przynajmniej na tyle by bez problemu udźwignąć nastolatkę. Dziewczyna bez zastanowienia wybrała właśnie tę drogę. Będąc na górze Karolina stwierdziła, że wnętrze domu zostało zaprojektowane w kształcie okręgu. Kładąc ręce na drewnianej poręczy, która wiła się w kółko, można było odnieść wrażenie, że stoi się na małym stadionie sportowym. Na dole majaczył szereg drzwi prowadzących do nieznanych jeszcze pokoi. W samym sercu kulistego holu widniał jakiś symbol wymalowany na podłodze. Niestety przez kurz nie można było dostrzec, co takiego oznaczał. Karolina odepchnęła się od poręczy i stanęła do niej tyłem. Jej oczom ukazał się widok kilkudziesięciu drzwi.

            Ile w tym domu może być pokoi? - pomyślała dziewczyna i zaraz potem zatrzymała się przed pierwszymi lepszymi drzwiami.

            - Nie ma co się bać Karolina - mówiła uczennica do siebie. - To tylko stary, opuszczony dom. Nie ma tutaj żadnych upiorów i strażników.

            Prymuska była tak przerażona, że postanowiła wejść do pokoju z zamkniętymi oczami. Jeśli coś miało ją zaatakować, to lepiej było tego nie widzieć.

            Po naciśnięciu klamki drzwi ostro zaskrzypiały. Dziewczyna poczuła na twarzy powiew nieznanej świeżości. Przerażona i jednocześnie bardzo podniecona, wkroczyła do środka.

            Gdy otworzyła oczy nie mogła uwierzyć w to co właśnie widziała. Stała właśnie w przepięknie urządzonym domu, mając na sobie cudowną suknię. Przed nią znajdował się parkiet, na  którym stłoczeni ludzie tańczyli rozbawieni. Ktoś z tego nieznanego tłumu spostrzegł Karolinę i zawołał:

            - Jesteś w końcu moja piękna! Chodź. Wszyscy już na ciebie czekamy.

            Powiedział to chłopak nieziemskiej urody, który gestem ręki zaprosił prymuskę, by ta dołączyła do niego i reszty.

            Karolina była kompletnie skołowana. Nie miała pojęcia, gdzie jest i jakim cudem tam się znalazła. Przecież dopiero co znajdowała się w starym domu, a tu nagle pojawia się w fantastycznie urządzonym wnętrzu jakiegoś pałacu, gdzie wszyscy ją znają.

            - No dalej. Nie daj się dłużej prosić - nalegał przystojny młodzieniec.

            Prymuska sama nie wiedziała, dlaczego dołączyła do reszty ludzi stojących na parkiecie. Wyciągnęła rękę do przystojnego młodzieńca, który w mig ją pochwycił i ucałował. Dziewczyna poczuła przyjemne mrowienie w brzuchu. Zaraz potem orkiestra zaczęła grać. A była to muzyka tak piękna, że nie znająca kompletnie kroków Karolina, tańczyła jakby ćwiczyła przy tym utworze od lat. Prymuska czuła się wręcz fantastycznie. Miała wokół siebie ludzi, którzy darzyli ją wielkim szacunkiem. Trzymała za rękę najprzystojniejszego chłopaka, jakiego w życiu widziała. A na sobie miała najcudowniejszą na świecie suknię, której świetności dopełniała bardzo droga biżuteria. Karolina zamknęła oczy nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje, kiedy je na powrót otworzyła, stała na parterze w starym opuszczonym domu. Przed sobą miała drzwi, za którymi nie dawno znalazła salę balową z grupą rozradowanych ludzi.

            - Co się stało? - Pytała samej siebie.

            Prymuska nacisnęła jeszcze raz na tę samą klamkę, ale drzwi nie chciały się otworzyć po raz drugi.

            - Hmm. Ktoś je zamknął czy jak?

            Karolina szarpała się przez jakiś czas z drzwiami, lecz bezskutecznie. Zmęczona zerknęła na zegarek i stwierdziła, że jest już bardzo późno.

            - Mama pewnie się nie pokoi. Muszę szybko wracać.

            Tak też uczyniła. W drodze powrotnej ciągle wracała myślami do chwili, kiedy tańczyła razem z przystojnym młodzieńcem.

            Jutro też tam pójdę - pomyślała. - Zobaczę, czy będę mogła wejść do tej komnaty jeszcze raz.

           

            Gdy nastał ranek, Karolina czym prędzej wybiegła z domu. Przemknęła przez utorowaną wczorajszego dnia ścieżkę i znalazła się w środku upiornego budynku. Wdrapała się po schodach na górę i z rozbiegu natarła na te same drzwi co poprzednio. Bez rezultatu. Drzwi nawet nie drgnęły.

            - A niech to! - Warknęła prymuska.

             Próbowała je otworzyć jeszcze kilka razy, aż w końcu dała sobie spokój. Zmęczona oparła się o drzwi i zapomniała o tym, że ten dom został wyposażony w mnóstwo innych pomieszczeń.        Dlaczego by do nich nie zajrzeć? - Pomyślała. Może w nich również kryje się coś ciekawego.

            Karolina spróbowała otworzyć sąsiadujące drzwi. Nastąpiło głośno skrzypnięcie i ciężkie drewniane wrota, wpuściły do środka ciekawską dziewczynę. Już na progu prymuska poczuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Przez bardzo mocne światło, nie mogła dojrzeć gdzie jest. Nagle poczuła na ciele mocny powiew ciepłego, letniego wiatru, który rozwiewał jej długie włosy. Kiedy jej wzrok się ustabilizował, dziewczyna aż jęknęła z podniecenia. Właśnie siedziała za kierownicą drogiego, sportowego auta nie mającego dachu. Gnała na przód po drodze wijącej się wzdłuż imponującego wzgórza, z którego rozciągał się przepiękny widok, na dolinę poprzecinaną siecią rzek. Dziewczyna zwolniła na moment, gdyż nie mogła się nacieszyć tak cudownym krajobrazem. Celowo zjechała ze zbocza góry, by zbliżyć się do zielonego pasma wzniesień, z których płynęła nieskazitelnie czysta woda. Podczas tej podróży dziewczyna miała wrażenie, że jest większa i starsza. Bez problemu dosięgała pedałów samochodu, co w normalnym życiu było dla niej dosyć trudne. Pędząc wśród terenów jakby wyjętych z samego raju, prymuska czuła się niesamowicie szczęśliwa. Trwało to do momentu aż, dziewczyna straciła na moment panowanie nad samochodem i ze strachu zamknęła oczy. Szybko je jednak otworzyła na powrót. Stwierdziła wtedy, że znajduje się na górnym korytarzu w opuszczonym domu. Jej serce łomotało jak szalone.

            - To.. było... super! - Wrzasnęła tak głośno, że umarli by ją usłyszeli. - Nikomu nie powiem o tym miejscu. - mówiła, wodząc wzrokiem po wnętrzu budzącego ogólną grozę budynku. - Najpierw odkryję co jest za pozostałymi drzwiami. Trochę mi to zajmie. Ale czegoś tak cudownego, nigdy nie przeżyłam.

            Prymuska zarzuciła sobie na plecy torbę i pomaszerowała do szkoły.

            Na miejscu podeszła do niej Rebeka razem z obstawą kilku wymuskanych dziewczyn.

            - I jak tam Śmieciarka? - Odezwała się Rebeka. - Nie pobeczałaś się ze strachu siedząc w nawiedzonym domu?

            Towarzyszącej jej dziewczyny zachichotały.

            Karolina spojrzała na swoją gnębicielkę wzrokiem pełnym pogardy.

            - Nie. Ale ty chyba narobiłaś w gacie, bo strasznie szybko wczoraj uciekałaś.

            Uśmiech z twarzy Rebeki oraz jej przyjaciółek nagle zniknął. Zamiast się śmiać wszystkie one patrzyła, jak Karolina dumnym krokiem odchodzi do klasy.

 

            Każdego kolejnego dnia Karolina przed rozpoczęciem lekcji, wędrowała po kryjomu do opuszczonego domu, gdzie czekało na nią mnóstwo niespodzianek. Dziewczyna stwierdziła, że może wejść tylko do jednego pomieszczenia dziennie. Po użyciu jakiś drzwi, nie można ich było ponownie otworzyć, nawet przy wykorzystaniu łomu (co prymuska już testowała).

            Każdy pokój przenosił prymuskę do innego miejsca i czasu. Oprócz tego, co już wcześniej doświadczyła. Dziewczyna znalazła się między innymi na pokładzie potężnego, luksusowego statku, który wyruszył z misją opłynięcia ziemi. Innym razem Karolinę czekała niesamowita przygoda na scenie filmu, będącego hitem tamtego okresu. Karolina zagrała w nim główną rolę i została nagrodzona oskarem. Raz nawet prymuska przeniosła się do najdroższego na ziemi hotelu, postawionego na sztucznej wyspie w egzotycznym kraju. Jak się później okazało, Karolina nie była w nim klientem, tylko właścicielem wieżowca, zarabiającym mnóstwo pieniędzy.

            Po jakimś czasie Karolina doszła do wniosku, że te wszystkie przygody jakie każdorazowo przeżywała za drzwiami opuszczonego domu, to w rzeczywistości jej ukryte pragnienia oraz marzenia. Dziewczyna nie miała pojęcia w jaki sposób to wszystko mogło działać.

            Pewnego razu, gdy dziewczyna uradowana wychodziła z opuszczonego domu miała dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nikogo oczywiście wtedy nie zobaczyła, ale była święcie przekonana, o obecności jakiegoś ukrytego obserwatora. Zdarzyło się to jeszcze dwa razy. Za ostatnim, prymuska poczuła na swoim ciele przenikliwe zimno. Miało to miejsce zaraz po tym, jak dziewczyna wróciła z jednej z komnat.

            Prymuska wzruszyła ramionami i z plecakiem zarzuconym na ramionach, zbierała się właśnie do wyjścia, kiedy usłyszała czyiś głos:

            - Nie gódź się na jego ofertę. Nie gódź się, bo źle skończysz.

            Karolina stanęła w pół kroku. Rozglądała się panicznie na boki, próbując znaleźć osobę, która wyrzekła tamte słowa, lecz bez rezultatów, dom był pusty jak zawsze.

            - Kto tu jessst? - Zapytała przerażona. Nikt jej jednak nie odpowiedział. - Jak masz zamiar sobie robić ze mnie głupka, to daruj. Nie boję się ciebie.

            Prymuska nie doczekawszy się żadnego odzewu, postanowiła kontynuować swój pochód do szkoły, kiedy ten sam głos ponownie przerwał panującą w starym budynku ciszę:

            - Odejdź i nie wracaj tutaj, jeśli nie chcesz później cierpieć. ODEJDŹŹŹŹŹŹ! I nie wracaj...

            Karolina rzuciła się pędem do drzwi wyjściowych. Wyleciała przez nie jak rozgrzana torpeda. Po opuszczeniu zarośniętego ogródka, dziewczyna zamiast do szkoły pognała do domu, w którym czuła się najbezpieczniej. Tamtego dnia była zbyt przerażona, by pokazywać się publicznie.

            Jej biegowi przyglądała się pewna zakapturzona postać. Stała skryta w pomieszczeniu, mającym jedno wielkie, okrągłe okno umiejscowione we frontowej części budynku. Z tego właśnie miejsca dziwny osobnik, obserwował pierwszego od wielu lat człowieka, który systematycznie odwiedzał ten stary dom. Po tym jak ciało młodej dziewczyny zniknęło za zakrętem, zakapturzona postać zwiesiła na dół głowę i powolnym krokiem, opuściła swoje miejsce obserwacyjne. 

 

            Przez kilka następnych dni Karolina nie pojawiła się w szkole. Jej matka - pani Małgorzata  uznała, że córka się przeziębiła i tym samym zakazała jej wychodzenia z domu. Prymuska nie miała na razie zamiaru łamać nakazu matki. Była zbyt przerażona sytuacją, jaką ją  ostatnio spotkała w starym domu. Chociaż w głębi serca dziewczynę ciągnęło do tego, by zakosztować przyjemności kryjących się za jeszcze wieloma drzwiami domu, to za każdym razem, gdy tak sobie o tym wspominała, do jej głowy powracał ten przerażający głos, mówiący by nie godzić się na kogoś ofertę i by trzymać się od budynku z daleka.

            Kto to mógł być? - Zastanawiała się Karolina, leżąc bezwładnie na łóżku w swoim pokoju. - Może to ten strażnik, o którym wspominali uczniowie? A może to jakiś łobuz, który robi mnie w konia. Jak wyzdrowieję, to pójdę tam jeszcze raz, muszę się przekonać, czy ktoś tam jest naprawdę.

 

            Po tym jak choroba opuściła Karolinę, dziewczyna powzięła decyzję o odwiedzeniu upiornego domu.

            Po minięciu drzwi frontowych upiornego budynku, prymuska zatrzymała się na samym środku holu i powiedziała głośno:

            - Halo! Jest tam ktoś?

            Podobnie jak poprzednio tak i wtedy, nikt jej nie odpowiedział.

            - Jeśli ktoś tu jest, niech wyjdzie z ukrycia. Ja nie mam złych zamiarów.

            Poza trzeszczeniem desek, po których stąpała Karolina, nie było słychać żadnych innych dźwięków.

            Prymuska odetchnęła głęboko i powędrowała schodami na górę.

            Musiało mi się coś wydawać - pomyślała, maszerując po starych stopniach. - I pomyśleć, że tak mocno się bałam.

            Karolina obeszła naokoło cały parter i z przykrością stwierdziła, że najprawdopodobniej odwiedziła już wszystkie komnaty, gdyż żadne drzwi nie chciały się otworzyć.

            - Nie możliwe. - Szeptała do siebie. - Przecież, jeszcze w wielu pokojach nie byłam. Czemu żadne drzwi nie chcą się otworzyć?

            Po tych słowach, ciało dziewczyna owiał bardzo ciepły podmuch wiatru. Karolina obróciła się na pięcie i zobaczyła drzwi, które znacznie różniły się od pozostałych. Miały rzeźbione, mosiężne ramy, wielką kołatkę w kształcie pękniętego serca oraz zostały wyposażone w szereg drewnianych listw, wyglądających jak jakiś labirynt. Prymuska podeszła pod drzwi i położyła dłoń na klamce, która była wręcz gorącą. W tym samym czasie, gdzieś z głębi domu wydobył się tajemniczy głos, który już raz mocno przeraził dziewczynę.

            - Nie rób tego. Nie wchodź tam!

            - Kto tu jest? - Zapytała stanowczo Karolina. Jej nogi trzęsły się jednak ze strachu.

            - Nie gódź się na jego propozycję. Nie rób tego! - Mówił tajemniczy głos.

            Dziewczyna rozglądała się nerwowo na boki, ale nikogo nie dostrzegła. Nie mogła również znaleźć źródła owego głosu, a to dlatego, że wydobywał się jakby ze wszystkich stron naraz.

            - Przestań się ukrywać i mnie straszyć. - Rzekła Karolina. - Nie bądź tchórzem i pokaż się!

            Po jej słowach nastała cisza.

            - Tak właśnie myślałam. Tchórz z ciebie i tyle.

            Prymuska odwróciła się plecami do schodów i otworzywszy ładne drzwi, weszła do środka pomieszczenia. Nim drzwi zamknęły się za nią, głos zdołał jeszcze wykrzyczeć jedno słowo:

            - Nieeee!

           

            Karolina otworzyła swoje oczy i zobaczyła, że stoi przy ogromnym oknie, z którego rozpościerał się widok na potężne miasto. Najwyraźniej dziewczyna trafiła do jakiegoś wieżowca, gdyż okno przez które patrzyła, zostało zamontowane na bardzo dużej wysokości. Tak dużej, że gdy się spoglądało w dół, można było dostać zawrotów głowy. Prymuska przestała przyglądać się wielkiej aglomeracji miejskiej i przeniosła swój wzrok na gabinet, w którym aktualnie przebywała. Pomieszczenie okazało się większe od całego mieszkania, w jakim przyszło jej spędzić większą cześć swojego życia, u boku chorych braci i zmartwionej matki. Kiedy prymuska przechadzała się po pokoju, ktoś zapukał i bez ceregieli wszedł do środka.

            - Przepraszam pani prezes - powiedziała jakaś dziewczyna w okularach, na twarzy której malowało się zakłopotanie. - Przepraszam, że panią nachodzę tak bez uprzedzenia, ale pani sama prosiła, żeby osobiście zakomunikować o zjawieniu się przedstawicieli największych firm farmaceutycznych. Tak więc jestem. Panowie już czekają w sali konferencyjnej.

            Karolina rozdziawiła szeroko gębę. Nagle jednak jej umysł napełnił się masą informacji i poinstruował ją co ma robić.

            - Dobrze, dziękuję Patrycjo - odparła zmienionym głosem Karolina - za chwilę do was wszystkich dołączę.

            Spotkanie jakie się odbyło w sali konferencyjnej potężnego wieżowca, wszystko Karolinie wyjaśniło ze szczegółami. Okazało się, że dziewczyna została prezesem ogromnej korporacji, która władała całym rynkiem lekarstw na świecie.

            - To przecież, moje największe marzenie! - Powiedziała do siebie Karolina, tuż po zakończonej konferencji. - Zawsze chciałam być kimś ważnym, kto będzie pomagał ludziom. O tym myślałam całymi dniami. Ach jakie to piękne! Oby się nigdy nie skończyło.

            - I może się nigdy nie skończyć.

            Karolina stanęła jak wryta. Jakiś kolejny głos, całkiem inny od poprzedniego, zaczął do niej mówić. Dziewczyna zamknęła szczelnie drzwi od swojego gabinetu, by nikt jej nie podsłuchiwał i zapytała:

            - Kto do mnie mówi?

            - Ktoś, kogo ciągle odwiedzałaś przez dobre parę miesięcy.

            Karolina zmarszczyła czoło.

            - Nikogo nie odwiedzałam przez tak długi czas. Raz tylko byłam u jednego kolegi, żeby mi pożyczył zeszyt od matematyki. 

            Głos cicho się zaśmiał. Zaraz potem powiedział:

            - Ja nie jestem osobą, lecz czymś co stoi na ziemi od wielu wielu lat. Kiedyś byłem piękny, ale z czasem stałem się bezużyteczny. Ludzie niegdyś na mnie mówili ,,wspaniały'', a teraz już tylko ,,upiorny''.

            Karolina jęknęła z zachwytu.

            - Jesteś...

            Dziewczyna zaczęła mówić, lecz głos ją wyprzedził.

            - Domem, który tak bardzo cię oczarował. I który może sprawić, by jedno twoje życzenie się spełniło.

            - Jak to możliwe? - pytała Karolina.

            - Tego nie mogę ci wytłumaczyć - odrzekł głos. - Lecz mogę sprawić, aby jedno z tych marzeń, które osobiście doświadczyłaś odwiedzając liczne komnaty mojego wnętrza, mogło stać się prawdą.

            Dziewczyna w pierwszej chwili nie mogła uwierzyć w to co słyszała. Jej największe pragnienie może się spełnić? Przecież człowieka nic wspanialszego w życiu nie może spotkać! Karolina chciała już odpowiedzieć, kiedy przez podniecone myśli przebił się ten upiorny głos co poprzednio:

            - Nie rób tego! Nie gódź się na jego propozycję!

            - Odejdź z mojej głowy zły głosie! Nie chcę cię słuchać! - Wrzasnęła dziewczyna, i zły głos opuścił jej umysł.

            - Głosie pochodzący z opuszczonego domu, czy jesteś tam jeszcze? - zapytała Karolina.

            - Oczywiście, cały czas. - odpowiedział miły głos.

            - Chcę żebyś spełnił moje życzenie.

            - Powiedz tylko które.

            Karolina otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że oprócz osobistych pragnień jest coś jeszcze, co bardzo ale to bardzo dziewczyna chciała - uleczyć swoich braci i sprawić, by jej rodzina była wreszcie szczęśliwa.

            - Co się stało Karolino? - zapytał głos należący do upiornego domu.

            Prymuska przeżywała wtedy jeden z najtrudniejszych okresów w swoim życiu. Czy poprosić głos, aby ten uzdrowił jej braci i uszczęśliwił tym samym ją i panią Małgorzatę? Czy może wybrać obecny stan? Przecież jako prezes największej korporacji na świecie w dziedzinie farmaceutycznej, Karolina będzie miała szansę stworzyć lek, który uratuje od złego losu jej braci. Jeśli jej bracia będą zdrowi, to jednocześnie jej matka również.

            Tak, to jest rozwiązanie - pomyślała Karolina.

            - Głosie z magicznego domu, mogę cię tak nazywać?

            - Ależ oczywiście - odparł głos.

            - Spełnił moje obecne marzenie. Chcę na zawsze zostać prezesem korporacji.

            - Niech i tak będzie.

            Nastąpiło mocne, lecz chwilowe trzęsienie ziemi, po którym Karolina nie usłyszała żadnego głosu, ani należącego do magicznego domu, ani do strasznego nieznajomego.

 

            Karolina przez pierwsze miesiące korzystała z ogromnych zasobów pieniężnych jakie posiadała i ciągle podróżowała do przeróżnych krajów. Pływała tam jachtami, jeździła sportowymi autami, odwiedzała drogie kasyna oraz hotele, robiła wszystko to, o czym zawsze marzyła. Po zwiedzeniu większej części świata, wróciła by zarządzać korporacją. Z dnia na dzień stawała się coraz bardziej władcza i bezduszna. Liczył się dla niej tylko zysk nic więcej. Poprzez ciężką pracę zapomniała całkowicie o swojej rodzinie. Ważniejsze dla niej było dobro firmy niż bliskich. 

            Po kilku latach Karolinie zaczęło się nudzić życie bogatej kobiety, kierującej potężną korporacją. Pieniądze oraz władza nie dawały jej należytej satysfakcji. Dziewczyna zaczynała powoli tęsknić za swoją rodziną, którą zostawiła dla spełnienia własnych zachcianek.

            Pewnego dnia podczas spotkania z pewnym ordynatorem jednego ze szpitali, Karolina dostrzegła w drzwiach, za którymi znajdowało się miejsce dla bardzo chorych dzieci - swoich braci. Leżeli tam bez ruchu, podłączeni do dziwnych maszyn. Wyglądali na bardzo wychudzonych i zmęczonych. Prymusce zrobiły się strasznie żal na widok Marcinka i Maćka. Dziewczyna chciała już wejść do środka, kiedy jakaś kobieta niemalże wpadła na nią. Była to jej matka. Miała oczy spuchnięte od ciągłego płaczu. Niosła stos mandarynek, które wypadły jej podczas zderzenia. Karolina pomogła swojej matce pozbierać owoce z podłogi. Gdy obie kobiety spojrzały sobie w oczy, pani Magdalena poczuła w sercu dziwne ukłucie. Karolina bardzo się zmieniła przez ten czas i przez to jej matka nie mogła jej poznać, ale czuła w sercu, że ma wiele wspólnego z tą młodą nieznajomą.

            - Dziękuję - rzekła pani Magdalena i weszła do swoich cierpiących synków.

            Karolina jeszcze przez długi czas, patrzyła jak pani Magdalena troskliwie zajmuje się dwójką chłopców. Widziała łzy skapujące po jej policzkach.

            Po tym wydarzeniu Karolina postanowiła zrobić to, co miała już dawno temu; czyli wyleczyć Maćka i Marcinka. W tym też celu skontaktowała się z najlepszymi lekarzami jakiś znała. Zarząd korporacji szybko się o tym dowiedział i zaczął naciskać na kobietę, dlatego że ta zamiast pracować, większość czasu poświęcała Maćkowi i Marcinkowi. Przez ich działania większość lekarzy odmówiła pomocy prymusce, a ci co się zgodzili, nic nie wskórali.

            Miesiące mijały a stan chłopców się pogarszał. Należało szybko coś zrobić, w przeciwnym wypadku malcy nigdy już nie zobaczą światła słonecznego.

            Pani Magdalena wyglądała jak wrak, który ciągle tryska łzami. Karolina mimo władzy oraz bogactwa nie mogła nic wskórać. W końcu nie wytrzymała i zaczęła żałować swojego czynu.

            - Oh! Czemu to zrobiłam?! - mówiła do siebie. - Czemu nie poprosiłam magicznego domu, by ten uzdrowił Maćka i Marcinka? To wszystko moja wina. Ważniejsze dla mnie były pieniądze oraz pozycja, a powinnam wybrać swoją rodzinę. Przecież, to na niej mi zawsze najbardziej zależało. Jakże ja byłam głupia!

            Karolina rozpaczała tak przez wiele, wiele dni. W końcu mimo uchylnych starań z jej strony i zaangażowaniu wielu lekarzy; Maciek oraz Marcinek umarli w szpitalu. Po tym wydarzeniu Karolina wpadła w ogromny smutek. Wyjechała do miejscowości, w której niegdyś mieszkała ona wraz ze swoją rodziną i pobiegła do magicznego domu. Wyglądał tak samo przerażająco jak przed laty. Od jej ostatnich odwiedzin, ogród zarósł jeszcze bardziej niż poprzednio. Potężne chwasty przywodziły na myśl macki jakiejś przerażającej bestii, która żyła pod ziemią. Prymuska przedarła się przez tę dżunglę i weszła do środka. Stanęła w samym środku holu i krzyknęła:

            - Magiczny domie! Popełniłam błąd, chcę żebyś cofnął zaklęcie. Nie chcę tych wszystkich pieniędzy ani władzy. Pragnę być znowu nic nie znaczącą dziewczyną, która ciągle ma swoich braci. Proszę...

            Dom nagle jakby zamruczał. Deski zaczęły skrzypieć, ściany dziwnie falowały, a sufit wyglądał jakby ktoś niezwykle ciężki po nim chodził, gdyż ciągle się uginał.

            - Mogę to uczynić - odparł magiczny dom - ale będziesz musiała ponieść konsekwencje swojego wcześniejszego wyboru. A będą one dla ciebie bardzo nie miłe.

            Karolina przełknęła głośno ślinę i skinęła potakująco głową.

            - Zgadzam się na wszystko! Tylko błagam, spraw by to wszystko się nie wydarzyło. Zrób, żeby moi bracia wciąż żyli. Błagam cię!

            - Tak się też stanie. - rzekł stanowczo dom.

            Zaraz potem całym budynkiem targnęły jakby drgawki. Wszystkie drzwi jakie istniały w domu zaczęły się szybko otwierać i zamykać. Nastał ogromny harmider, w środku którego Karolina klęczała na ziemi, zatykając sobie rękami uszy. Wreszcie hałas ustał, a dom przestał się ruszać. Dziewczyna podniosła się z ziemi i stwierdziła, że jej dłonie wyglądają jakby dziewczyna miała ze sto lat - były mocno pomarszczone i strasznie kościste. Na ich końcach rosły długie, pożółkłe paznokcie. Prymuska wyjęła z torebki małe lusterko i aż krzyknęła z przerażania, widząc w nim swoje odbicie. Wyglądała obrzydliwie! Miała jakieś kołtuny zamiast pięknych uczesanych włosów. Uszy urosły do potężnych rozmiarów. Usta zrobiły się ogromne i szkaradne zarazem. Nos wyglądał jak marchewka śnieżnego bałwana, a oczy zrobiły się malutkie i nie wyraźne. Do tego wszystkiego należało doliczyć krosty oraz piegi pokrywające większą część twarzy. Całe ciało wyglądało niezwykle koślawo, zwłaszcza przez krzywe nogi, które bardziej przypominały cienkie odnóża pająka niż kończyny ludzkie.

            - O matko! - zawyła, patrząc na swoje odbicie w lusterko. - Jestem szkaradna! Kto mógłby żyć tak wyglądając?!

            - Jest jeden, który wygląda jeszcze gorzej i zostanie już taki na zawsze.

            Karolina od razu poznała upiorny głos, który ją niegdyś prześladował w tym domu.

            - Kim jesteś? - pytała prymuska. - Powiedz mi, kim?

            Głos jej odpowiedział:

            - Już nie długo się dowiesz.

            Nic więcej dziewczyna nie usłyszała. Posmutniała wyszła z budynku.

            Jej brzydota stała się powodem do śmiechów wszystkich ludzi w miasteczku. Już nie tylko Rebeka z niej szydziła ale i cała rzesza mieszkańców. Mówili że jest starą brzydką wiedźmą, bądź efektem wybuchu elektrowni jądrowej, którą brzydula przeżyła. Karolina tak bardzo się zmieniła, że nikt jej nie poznał, nawet rodzona matka. Przez co prymuska nie mogła z nią dalej mieszkać. Błąkała się więc po mieście, żywiąc się owocami z dzikich sadów i śpiąc w starej stodole, leżącej samopas. Dziewczyna płakała każdego dnia nad swoim losem. Nie mogła znieść własnego wyglądu. Mimo, że przed laty jako mała dziewczynka nie była zbyt piękna, to obecna brzydota była znacznie gorsza. Dziewczyna miała tylko nadzieję, że dzięki temu jej bracia będą zdrowi i szczęśliwi. Jej nadzieja prysła w chwili, kiedy Maciek oraz Marcinek trafili do szpitala na ostry dyżur. Ich życie wisiało na włosku. Przez odrazę jaką ludzie czuli do zmienionej Karoliny, nikt nie chciał jej wpuścić na teren szpitala. Dziewczyna zalewała się łzami. Myślała, że jej serce lada dzień pęknie. Będąc w totalnej rozpaczy postanowiła po raz ostatni odwiedzić magiczny dom, by dać upust swojej złości.

            - Magiczny domie! - zawołała, stojąc wewnątrz budynku. - Czemu to zrobiłeś? Czemu nie zapobiegłeś cierpieniu moich braci? Wiem, że możesz to uczynić, proszę cię więc o to. Anulowałeś moje wcześniejsze życzenie i sądziłam, że w zamian za moją karę, spełnisz moje pierwsze życzenie.

            Budynek zadrżał przerażająco.

            - Miałaś tylko jedno życzenie - odparł dom - wszystko teraz zależy od twoich czynów, nie od magi. Twoja kara również tak szybko nie minie. Będziesz brzydką jeszcze przez długi czas.

            Karolina rozgniewała się na dobre.

            - Jesteś potworem! - Wrzasnęła - nie czułym na ludzkie cierpienie potworem! Nienawidzę cię! 

            Po tych słowach dom wyrzucił z siebie dziewczynę na zewnątrz, gdzie wielkie chwasty porwały ją w swoje pnącze. Karolina wrzeszczała na cały głos, lecz dom był położony tak daleko od wszelkich osiedli, że nikt nie był w stanie jej usłyszeć. Łodygi potężnych roślin, oplotły szyję prymuski i coraz mocniej ją zaciskały. Na twarzy biednej dziewczyny wystąpiły łzy.

            Już nigdy nie pomogę swoim bracią - pomyślała, czując w jak beznadziejnej znajduje się sytuacji. - Już nigdy ich nawet nie ujrzę, ani ich, ani matki. To koniec.

            Karolinie pozostała już tylko odrobina powietrza w płuca. Lada chwila miała zginąć, gdy w ten, przed jej oczami świsnął jakiś szpon. Chwilę potem wielka łodyga spadła na ziemię, uwalniając tym samym szyję dziewczyny. Karolina zaczerpnęła łapczywie powietrza. Kiedy podniosła do góry głowę ujrzała jakąś zakapturzoną postać, mającą zamiast twarzy coś w rodzaju ostrego dziobu, a jej dłonie okazały się zwierzęcymi szponami.

            - Chodź szybko! - powiedział stwór. Jego głos brzmiał tak samo, jak mowa nieznajomego, który ją tak bardzo kiedyś przeraził.

            - A więc to ty! - rzekła dziewczyna. - Ty ciągle do mnie mówiłeś. I kazałeś mi nie godzić się na propozycje magicznego domu. Miałeś wtedy rację, a ja byłam głupia. Nie potrzebnie to zrobiłam. Popełniłam błąd...

             - Nie ty pierwsza - odparł stwór.

            Karolina spojrzała mu w oczy. Miała dziwne wrażenie, że dobrze znała tę osobę, lecz nie miała wtedy czasu na zastanowienie się, gdyż ogród przed domem ożył i zamierzał ich zgładzić.

            Zakapturzona postać niszczyła łodygi przy użyciu swoich szponów oraz dziobu. W końcu dwójka wleciała do domu, który cały drgał.

            - Jak śmiecie mnie atakować! - zawył budynek

            - Twój czas nadszedł - rzekła szponiasta postać. - Już nigdy więcej nikogo nie omamisz.

            - ha ha ha! - zaśmiał się złowieszczo dom. - Mylisz się! To wasz, koniec!

            Po jego słowach spod desek wystrzeliły pnącza roślin. Porwały one stwora oraz Karolinę. Dziewczyna jednak wykorzystała swoje ostre pazury, by obciąć roślinę. Zwinnie umykała chwastom, do momentu aż te przycisnęły jej ciało do stopni schodów. Dziewczyna nie miała pojęcia co robić, wtedy zakapturzona postać do niej rzekła:    

            - Przebij podłogę, na której są wymalowane tajemne znaki. Znajdziesz pod niej serce domu. Musisz je zniszczyć. Zrób to!

            Karolina widziała jak dzikie rośliny niemalże rozrywają na strzępy potwora ze szponami. Rozdygotana, przemknęła pod pnączami i w panice zaczęła wyrywać deski z podłogi, na których widniały jakieś znaki.            Budynek zawył:

            - Nawet tego nie próbuj!

            Prymuska go jednak nie słuchała. Po usunięciu kilku desek jej oczom ukazała się ciemna przepaść. Nie czekając na nic, wskoczyła do środka. Spada bardzo długo nim wpadła na coś miękkiego. Tym czymś miękkim okazało się wielkie serce domu. Miało korzenie wrastające w ziemię. Ich końce zaczęły wypełzać na powierzchnię, kierując się w stronę nieproszonego gościa. Karolina obnażyła ostre pazury i wycelowała je w sam środek bijącego serca.

            - To za moich braci i moją rodzinę! - krzyknęła, robiąc zamach.

            Dom wyraźnie zaczął się mocno bać, gdyż mówił pełnym strachu głosem:

            - Nie rób tego! Spełnię twoje najskrytsze marzenia! Będziesz kim tylko zechcesz. Zrobię to za ciebie...

            - Nie! - wtrąciła się Karolina - Nie potrzebuję żadnego magicznego domu, żeby spełnić swoje marzenia. Sama to zrobię.

            Prymuska z całych sił wbiła rękę w serce, które rozerwało się na dwie części. Gdzieś w oddali dało się słyszeć głos domu, jak wyje z rozpaczy. W tym samym też czasie nastąpiło mocne trzęsienie ziemi. Deski podłogowe zaczęły się sypać z góry jak rzęsisty deszcz, który w ostateczności pozbawił dziewczyny przytomności.

            Gdy Karolina się ocknęła zobaczyła przed sobą zakapturzoną postać, która nie była już potworem z dziobem zamiast twarzy, oraz ze szponami zamiast rąk. Był to człowiek; przystojny mężczyzna, którego dziewczyna bardzo dobrze znała, mimo tego, że widziała go całe wieki temu.

            - Ta-ta? - zapytała nieśmiało, nie bardzo wierząc w to co widzi.

            Mężczyzna zaśmiał się troskliwie.

            - Tak, to ja kochanie. - rzekł i mocno przytulił swoją córeczkę.

            Karolina nie mogła zrozumieć, jakim cudem jej ojciec został potworem. Podczas powrotu do domu, mężczyzna jej wszystko wyjaśnił.

            - Podobnie jak ty, ja również odkryłem tajemnicę tego budynku - tłumaczył tato Karolinie. - Byłem oczarowany magią jaką posiadał. Mogłem przez krótki czas być częścią swoich marzeń, aż w końcu dom złożył mi propozycję. Stałem się multimilionerem, który was opuścił. Zrozumiałem swój błąd. Podobnie jak ty poprosiłem dom o cofnięcie zaklęcia. A ten w ramach kary, zamienił mnie w to, co sama widziałaś. Dlatego przez cały czas starałem się ciebie strzec.

            Karolina zrozumiała całą historię. Razem z ojcem wróciła szczęśliwie do domu, w którym uradowana matka oraz Maciek z Marcinkiem, przyjęli ich serdecznie.

            Po kilku latach los Karoliny oraz członków jej rodziny drastycznie się zmienił.

            Pani Magdalena awansowała w pracy na kierownika firmy i zarabiała znacznie więcej pieniędzy. Po tym awansie każdy mieszkaniec miasteczka zaczął ją szanować.

            Ojciec Karoliny dostał godną posadę w sklepie żelaznym, w którym się odnalazł.

            Karolina natomiast, mimo ciągłych przezwisk jakie słyszała głównie ze strony Rebeki, ukończyła szkołę z wyróżnieniem, po której udała się na studia. Po kilku latach wróciły z nich z dyplomem. Dzięki bardzo dobrym osiągam w nauce, otrzymała pracę w bardzo liczącej się klinice. Z niedoświadczonego lekarza przerodziła się w świetnego doktora, który poprzez swoją ciężką pracę, wynalazł w końcu lek na chorobę Maćka i Marcinka. Chłopcy wreszcie wyzdrowieli i mogli dołączyć do reszty dzieciaków bawiących się na podwórkach. W ten też sposób spełniło się marzenie Karoliny - Jej rodzina była szczęśliwa. I to na zawsze.

            Co do Rebeki i jej rodziny, to tam sytuacja również bardzo się zmieniła. Rodzice strasznej dziewczyny rozwiedli się. Ojciec zbankrutował i z resztką majątku, uciekł do innego kraju. Matka sprzedała to co jej pozostało i podobnie jak jej mąż; wyjechała ze swojego kraju, pozostawiając Rebekę samej sobie. Zrozpaczona dziewczyna nie miała pojęcia co robić. Została sama bez grosza, bez żadnej wiedzy, bez umiejętności, bez doświadczenia w jakimkolwiek zawodzie. Ostatecznie skończyła w przebraniu myszki, reklamującej nowo otwarty sklep z serami. Jej niegdyś cudowne życie przepełnione luksusem, stało się tak samo szare, jak kolor futra, jaki nosiła w pracy.

            Pewnie zastanawiacie się, co stało się z magicznym domem? Otóż zniknął on całkowicie z miasteczka, w którym żyła Karolina wraz ze swoją rodziną. Możliwe, że pojawił się gdzieś indziej. Jeśli tak, to wypatrujcie u siebie starego, pogniłego budynku. Pamiętajcie tylko jedno: Marzenia to coś pięknego, coś co trzeba mieć i ciągle pielęgnować, ale ważne byście zrobili w swoim życiu wszystko, aby się one spełniły. Jeśli będziecie ciężko pracować, to uwierzcie mi, zdobędziecie wszystko, co sobie zapragniecie.

 

            KONIEC

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    wojas004
    ostatnia aktywność: 21.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 36
  • 2
    hermiona73
    ostatnia aktywność: 20.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 14
  • 3
    Eli31
    ostatnia aktywność: 21.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 4
    PrawieDojrzała
    ostatnia aktywność: 19.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 13
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 08.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 32