Szczęśliwa trzynastka

dodane 26.01.2016 11:16

Piotr Sacha


MGN 09/2015 |

Na własnej skórze sprawdzają, że nie liczy się ilość, ale jakość. Albo że służba to nie drużba.

Szczęśliwa trzynastka   Henryk przondziono /foto gość Comiesięczny dzień skupienia w kaplicy. A przed zbiórką... gimnastyka

W kaplicy kościoła św. Wojciecha w Bytomiu słychać, jak skupiają się na Jezusie… To znaczy słychać ciszę, czyli właściwie… nic nie słychać. 
Co miesiąc trzynastu ministrantów klęczy przed Najświętszym Sakramentem. To ich dzień skupienia. Obok, z witraża, spogląda św. Franciszek. Prawie nikogo nie brakuje. Mieszczą się w dwóch ławkach. – Jest nas mało. Dlatego wiemy, jak odpowiedzialne mamy zadanie – tłumaczą. I zamieniają się w słuch. Tym razem na spotkanie zaprosili Patryka, ministranta z sąsiedniej parafii. Będzie im opowiadał o swoim wolontariacie misyjnym.


Jesteś ważny


Marek liczy szybko ministrantów. – Jedenastu – uśmiecha się. – Nie ma dwóch starszych – zauważył ktoś. – W sumie trzynastu – poprawia się Marek Balonek. – Wystarczy, że jeden zawali dyżur i klapa – mówi Michał Kaczmarek. – Wiemy, co to znaczy: „jesteś ważny” – śmieje się. – Nie ma ministranta, który stałby z boku – dodaje.
Zanim w salce św. Dominika Savio rozpocznie się zbiórka, brat Savio Bażan, opiekun ministrantów, zwołuje wszystkich na podwórku. Na dzień dobry gimnastyka. Skłony, wymachy ramion… – A i tak kończy się tym, że każdy goni każdego – śmieje się franciszkanin. Brat Savio na swoje zakonne imię wybrał nazwisko świętego Dominika. – W jego życiu najbardziej przemawia do mnie scena, gdy jako chłopiec podszedł do księdza Bosko i powiedział: „Chcę zostać świętym” – opowiada zakonnik. 
Brat Savio nie ma święceń kapłańskich, dlatego nie może odprawiać Mszy świętej ani spowiadać. – Podczas Mszy stajemy obok naszego opiekuna. Nieraz dzielimy się ministranckimi obowiązkami – mówi Mateusz Sklorz. – Kiedyś, gdy służyłem sam, poprosiłem o pomoc brata Savio – wspomina Bartek Kowalski. 


Arka


Ministranci spotykają się nie tylko na zbiórkach, ale także na nieszporach. Frekwencja: 100 procent. A od niedawna tworzą zespół… ale nie piłkarski, tylko muzyczny „Arka Wojciecha”. Mateusz gra na organach i keyboardzie. Michał dmie w puzon, a jego młodszy brat, siedmioletni Wojtek, trzyma tempo na perkusji. 
Wszyscy uczą się w szkole muzycznej. Pozostali śpiewają. A brat Savio? – Uczę się grać na gitarze – śmieje się zakonnik. 
– Mamy na koncie pierwszy występ w naszym kościele – opowiada Michał. – Zaśpiewaliśmy siedem piosenek. Dodatkowo zaprezentowaliśmy cztery utwory na puzonie, pięć na organach i jeden na keyboardzie – dodaje ministrant.
Po zbiórce chłopcy nie od razu rozchodzą się do domów. Jeszcze herbata, ciastka, ping-pong… A później może wspólne ognisko na ogródku. – I gra na bosaka w piłkę – uśmiecha się opiekun. – Taka gra daje więcej radości.


Tramwaje, szaliki i odkurzacz


Mateusz Sklorz najchętniej do szkoły dojeżdżałby tramwajem. – Niestety, pieszo mam bliżej – śmieje się gimnazjalista, lektor, miłośnik tramwajów. – Tą pasją dawno temu zaraził mnie wujek – mówi. Jego znajomość tych pojazdów zadziwia. – Większość torów tramwajowych w Polsce ma taką samą szerokość jak tory kolejowe, czyli 1435 milimetrów – tłumaczy. – Ale tramwaje wąskotorowe w Łodzi, jak wskazuje sama nazwa, jeżdżą po torach węższych, o szerokości 1000 milimetrów. Tak w ogóle tramwaj może pędzić ponad 100 km na godzinę… – Ale nie w Polsce – dodaje. 
Michał, szóstoklasista, też ma swoje hobby. – Trochę konstruuję – mówi nieco tajemniczo. – Ostatnio na przykład zrobiłem odkurzacz… Wykorzystałem karton po butach, śmigło z klocków lego, mechanizm z samochodziku, rurki z papieru toaletowego i... zassał! 
– A ja zbieram szaliki klubowe, polskie i zagraniczne – opowiada Marek. – Na razie mam ich 20. Przywożę je z wycieczek, czasem dostaję w prezencie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Szczęśliwa trzynastka

dodane 26.01.2016 11:16

Piotr Sacha


MGN 09/2015 |

Na własnej skórze sprawdzają, że nie liczy się ilość, ale jakość. Albo że służba to nie drużba.

Szczęśliwa trzynastka   Henryk przondziono /foto gość Comiesięczny dzień skupienia w kaplicy. A przed zbiórką... gimnastyka

W kaplicy kościoła św. Wojciecha w Bytomiu słychać, jak skupiają się na Jezusie… To znaczy słychać ciszę, czyli właściwie… nic nie słychać. 
Co miesiąc trzynastu ministrantów klęczy przed Najświętszym Sakramentem. To ich dzień skupienia. Obok, z witraża, spogląda św. Franciszek. Prawie nikogo nie brakuje. Mieszczą się w dwóch ławkach. – Jest nas mało. Dlatego wiemy, jak odpowiedzialne mamy zadanie – tłumaczą. I zamieniają się w słuch. Tym razem na spotkanie zaprosili Patryka, ministranta z sąsiedniej parafii. Będzie im opowiadał o swoim wolontariacie misyjnym.


Jesteś ważny


Marek liczy szybko ministrantów. – Jedenastu – uśmiecha się. – Nie ma dwóch starszych – zauważył ktoś. – W sumie trzynastu – poprawia się Marek Balonek. – Wystarczy, że jeden zawali dyżur i klapa – mówi Michał Kaczmarek. – Wiemy, co to znaczy: „jesteś ważny” – śmieje się. – Nie ma ministranta, który stałby z boku – dodaje.
Zanim w salce św. Dominika Savio rozpocznie się zbiórka, brat Savio Bażan, opiekun ministrantów, zwołuje wszystkich na podwórku. Na dzień dobry gimnastyka. Skłony, wymachy ramion… – A i tak kończy się tym, że każdy goni każdego – śmieje się franciszkanin. Brat Savio na swoje zakonne imię wybrał nazwisko świętego Dominika. – W jego życiu najbardziej przemawia do mnie scena, gdy jako chłopiec podszedł do księdza Bosko i powiedział: „Chcę zostać świętym” – opowiada zakonnik. 
Brat Savio nie ma święceń kapłańskich, dlatego nie może odprawiać Mszy świętej ani spowiadać. – Podczas Mszy stajemy obok naszego opiekuna. Nieraz dzielimy się ministranckimi obowiązkami – mówi Mateusz Sklorz. – Kiedyś, gdy służyłem sam, poprosiłem o pomoc brata Savio – wspomina Bartek Kowalski. 


Arka


Ministranci spotykają się nie tylko na zbiórkach, ale także na nieszporach. Frekwencja: 100 procent. A od niedawna tworzą zespół… ale nie piłkarski, tylko muzyczny „Arka Wojciecha”. Mateusz gra na organach i keyboardzie. Michał dmie w puzon, a jego młodszy brat, siedmioletni Wojtek, trzyma tempo na perkusji. 
Wszyscy uczą się w szkole muzycznej. Pozostali śpiewają. A brat Savio? – Uczę się grać na gitarze – śmieje się zakonnik. 
– Mamy na koncie pierwszy występ w naszym kościele – opowiada Michał. – Zaśpiewaliśmy siedem piosenek. Dodatkowo zaprezentowaliśmy cztery utwory na puzonie, pięć na organach i jeden na keyboardzie – dodaje ministrant.
Po zbiórce chłopcy nie od razu rozchodzą się do domów. Jeszcze herbata, ciastka, ping-pong… A później może wspólne ognisko na ogródku. – I gra na bosaka w piłkę – uśmiecha się opiekun. – Taka gra daje więcej radości.


Tramwaje, szaliki i odkurzacz


Mateusz Sklorz najchętniej do szkoły dojeżdżałby tramwajem. – Niestety, pieszo mam bliżej – śmieje się gimnazjalista, lektor, miłośnik tramwajów. – Tą pasją dawno temu zaraził mnie wujek – mówi. Jego znajomość tych pojazdów zadziwia. – Większość torów tramwajowych w Polsce ma taką samą szerokość jak tory kolejowe, czyli 1435 milimetrów – tłumaczy. – Ale tramwaje wąskotorowe w Łodzi, jak wskazuje sama nazwa, jeżdżą po torach węższych, o szerokości 1000 milimetrów. Tak w ogóle tramwaj może pędzić ponad 100 km na godzinę… – Ale nie w Polsce – dodaje. 
Michał, szóstoklasista, też ma swoje hobby. – Trochę konstruuję – mówi nieco tajemniczo. – Ostatnio na przykład zrobiłem odkurzacz… Wykorzystałem karton po butach, śmigło z klocków lego, mechanizm z samochodziku, rurki z papieru toaletowego i... zassał! 
– A ja zbieram szaliki klubowe, polskie i zagraniczne – opowiada Marek. – Na razie mam ich 20. Przywożę je z wycieczek, czasem dostaję w prezencie.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |