dodane 12.08.2015 10:41

10 sierpnia

Niedawno wróciłam z kolejnych rekolekcji, na które, można powiedzieć, dostałam się przypadkiem. Dodam tylko, że to nie były typowe rekolekcje, lecz oaza dorosłych. Byłam tam więc najmłodszym członkiem grupy organizatorów, czyli tak zwanej diakonii. Zadanie było o tyle trudne, że przyszło mi zajmować się dziećmi. Początkowo myślałam, że dam sobie radę bez większych problemów, w końcu posługa animatorska w Dzieciach Maryi zrobiła swoje, dodatkowo pomagała mi jeszcze jedna osoba, jednak szybko przekonałam się o tym, że to ciężka, a przede wszystkim odpowiedzialna praca. Czasem ogarnięcie wzrokiem dziesiątki brzdąców począwszy od dwulatków a skończywszy na uczniach szkoły podstawowej było wręcz niemożliwe, zwłaszcza gdy każdy pobiegł w swoją stronę. I w tym momencie Jezus pokazywał mi, jak ważne jest zdanie się na pomoc przyjaciela. Pani nauczycielka również pełniąca rolę opiekunki, radziła sobie w sytuacjach, kiedy ja potrafiłam tylko załamać ręce. Ja starałam pomagać się jej najlepiej, jak potrafiłam. A uśmiech dzieciaków i przysłuchiwanie się ich radosnym rozmowom były najlepszymi nagrodami.

« 1 »
oceń artykuł
dodane 12.08.2015 10:41

10 sierpnia

Niedawno wróciłam z kolejnych rekolekcji, na które, można powiedzieć, dostałam się przypadkiem. Dodam tylko, że to nie były typowe rekolekcje, lecz oaza dorosłych. Byłam tam więc najmłodszym członkiem grupy organizatorów, czyli tak zwanej diakonii. Zadanie było o tyle trudne, że przyszło mi zajmować się dziećmi. Początkowo myślałam, że dam sobie radę bez większych problemów, w końcu posługa animatorska w Dzieciach Maryi zrobiła swoje, dodatkowo pomagała mi jeszcze jedna osoba, jednak szybko przekonałam się o tym, że to ciężka, a przede wszystkim odpowiedzialna praca. Czasem ogarnięcie wzrokiem dziesiątki brzdąców począwszy od dwulatków a skończywszy na uczniach szkoły podstawowej było wręcz niemożliwe, zwłaszcza gdy każdy pobiegł w swoją stronę. I w tym momencie Jezus pokazywał mi, jak ważne jest zdanie się na pomoc przyjaciela. Pani nauczycielka również pełniąca rolę opiekunki, radziła sobie w sytuacjach, kiedy ja potrafiłam tylko załamać ręce. Ja starałam pomagać się jej najlepiej, jak potrafiłam. A uśmiech dzieciaków i przysłuchiwanie się ich radosnym rozmowom były najlepszymi nagrodami.

« 1 »
oceń artykuł

W Małym Gościu

Najnowszy numer MGN 01/2018:

Najdroższy prezent nie ma żadnej wartości, jeśli nie jest darowany z miłości. Mała dziewczynka wróciła do domu od sąsiadki, której niedawno zmarła ośmioletnia córeczka. – Po co tam byłaś? – zapytał tata. – Żeby pocieszyć tę panią. – Jesteś przecież mała, jak mogłaś ją pocieszyć? – Usiadłam jej na kolanach i płakałam razem z nią.