nasze media Najnowszy numer MGN 11/2017

Tomasz Rożek

|

GN 43/2014

dodane 23.10.2014 00:15

Jajka w kosmosie

No, prawie w kosmosie. W zasadzie na jego granicy. 13-latek z Sandomierza postanowił przeprowadzić profesjonalny eksperyment naukowy. Przygotowywał się do niego wiele miesięcy I w końcu dopiął swego.

Tym 13-latkiem jest Łukasz Kandefer, uczeń pierwszej klasy Katolickiego Gimnazjum im. św. Jadwigi Królowej w Sandomierzu. Łukasz od najmłodszych lat eksperymentował, konstruował i pytał. Gdy dorośli nie potrafili udzielić mu odpowiedzi, szukał jej sam. Tak długo szukał, aż znalazł. Dzisiaj mówi, że chce zostać kosmicznym lekarzem. Interesują go biologia, chemia, fizyka i astronomia. Fascynacja Łukasza nie jest jednak tylko teoretyczna. Eksperymentuje, sprawdza i opowiada o tym innym. Prowadzi naukowego bloga („okiem naukowca”), nagrywa filmiki i tweetuje (część wpisów po angielsku). Jednym słowem, młody i uparty pasjonat nauki.

Helu w sam raz

Kilkanaście miesięcy temu Łukasz zamarzył, by wysłać balon meteorologiczny w stratosferę. Tak na wysokość 35–40 km nad powierzchnię Ziemi. To praktycznie granice przestrzeni kosmicznej. Ta – oficjalnie – zaczyna się dopiero 100 km nad naszymi głowami, ale już 40 km nad ziemią w zasadzie nie ma atmosfery. Ponad 95 proc. jej składu znajduje się poniżej tej wysokości. Po kilku miesiącach Łukasz doszedł jednak do wniosku, że wysyłanie tak wysoko samego balonu to zmarnowanie okazji na oryginalny eksperyment. I tak powstała koncepcja podwieszenia pod balon niewielkiej gondoli, w której młody naukowiec umieścił nasiona, przepiórcze jajka, kamerę i lokalizator GPS. Na odpowiedniej wysokości balon miał eksplodować, a gondola na spadochronie delikatnie opaść na ziemię. Słowo „delikatnie” jest dość istotne. W środku były przecież jajka. Dlaczego przepiórcze? Bo mniejsze i lżejsze. Łukasz założył, że gondola z całą zawartością nie może ważyć więcej niż pół kilograma. Balon miał dolecieć na wysokość 35–40 km. Ale także to wymagało obliczeń. Balon trzeba było tak napompować, by na odpowiedniej wysokości rozerwał się na strzępy.

Im wyżej, tym niższe ciśnienie. Balon, który na powierzchni ziemi miał średnicę ok. 1,5 m, na kilkudziesięciu kilometrach był wielokrotnie większy. W pewnym momencie jego napięte ścianki miały eksplodować. Gdyby Łukasz napompował do niego zbyt dużo helu, balon pękłby wcześniej i eksperyment nie powiódłby się. Gdyby helu było za mało, balon wznosiłby się zbyt wolno, a boczny wiatr mógłby go ponieść mocno w bok. Co takiego jest na granicy kosmosu, że Łukasz chciał wysłać tam biologiczny ładunek? Przede wszystkim znacznie wyższy poziom promieniowania (zarówno jonizującego, jak i UV), bardzo niskie ciśnienie, a w drodze do góry dosyć duże zmiany temperatury. Gdy przy powierzchni ziemi w dniu wysyłania balonu zanotowano ponad 20 st. Celsjusza, na wysokości ok. 10 km było kilkadziesiąt stopni minus, a w stratosferze znowu kilkanaście plus. To wszystko powoduje, że strato- sfera jest miejscem, którego warunki bardzo trudno odtworzyć w laboratorium. Warunki mające ogromny wpływ na żywe organizmy. Ogromny, ale jaki? Drożdże przebywające w stratosferze rozwijają się szybciej, ale czy to dotyczy wszystkich organizmów żywych?

Miękkie lądowanie

Łukasz jest najpewniej najmłodszym badaczem, który samodzielnie wysłał biologiczne próbki w stratosferę. Pierwszym, który do stratosfery wysłał jajka. Po powrocie umieścił je w inkubatorze i teraz prowadzi ich obserwacje. – Chciałem sprawdzić, czy białko jajka zetnie się, zamrozi czy zagotuje. Czy zmieni się jego konsystencja… – opowiada „Gościowi” Łukasz. Łatwo powiedzieć, ale jak zrobić? Kapsuła musiała być specjalnie skonstruowana (według projektu Łukasza). Musiała być odporna na uderzenie, wytrzymała, ale od środka miękka. Miała okienko, przez które umieszczona w środku kamera filmowała cały lot. W sumie do stratosfery wysłanych zostało pięć jajek. Cztery w środku kapsuły, jedno na zewnątrz. No i lokalizator GPS. Im wyżej w atmosferze, tym silniejsze wieją wiatry boczne. Nikt nie mógł przewidzieć, gdzie poniosą balon. W rzeczywistości kapsuła na spadochronie opadła 60 km od Sandomierza, w okolicach Mielca. Właśnie, opadanie. Nie mogło być zbyt szybkie, by gondola nie uderzyła w ziemię ze zbyt dużym impetem. Łukasz obliczył więc optymalną powierzchnię spadochronu.

« 1 2 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    wojas004
    ostatnia aktywność: 17.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 31
  • 2
    hermiona73
    ostatnia aktywność: 13.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 11
  • 3
    kiraga
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 6
  • 4
    Riri
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 2
  • 5
    Tala56
    ostatnia aktywność: 07.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 1