Błogosławieństwo Wilków

dodane 22.01.2015 09:58

Agata Puścikowska

MGN 10/2014 |

Co robić, gdy w rodzinie przychodzą trudne chwile? Prosić najlepszego Ojca o pomoc. Wysłucha.

Błogosławieństwo Wilków   Jakub Szymczuk /foto gość – Wierzymy w wielką moc błogosławieństwa – mówią rodzice i dzieci

M ieszkają w podwar- szawskim Świdrze. Mama Mał-gosia, tata Krzysztof i piątka dzieci. Najstarszy, 11-letni Wojtek, następnie 9-letnia Basia, 7-letni Grześ. I maluszki: półtoraroczny Łukaszek i trzymiesięczna Ania. I byliby całkiem zwykłą, kochającą się rodziną, gdyby...

Gdy jest trudno, gdy jest źle

– Modlimy się codziennie wieczorem, wszyscy razem – mówi pani Małgosia. – „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Pod Twoją obronę...” Modlimy się też swoimi słowami, każde dziecko tak, jak umie. Prosimy Boga o różne łaski, dziękujemy Mu i przepraszamy. – I modlimy się też za dwóch zaprzyjaźnionych księży – mówi pan Krzysztof. – Zawsze w piątki prosimy w ich intencjach. Dzieci doskonale o tym pamiętają i wiedzą, że księżom to bardzo potrzebne. A kiedy pojawiają się problemy, gdy rodzina musi pokonać jakąś trudność... – Wtedy błogosławimy rodziców! – mówią jednocześnie Wojtek i Basia. – Jak tatuś jedzie w delegację, gdy mamusia jest chora... – Tak, tak. My błogosławimy dzieci, a one nas – przyznają rodzice. – Jakoś to u nas naturalnie wychodzi, bez przymusu. Wierzymy w wielką moc błogosławieństwa.

Ręce na głowy

Kiedy pani Małgosia była w piątej, zagrożonej poronieniem, ciąży, rodzina przeszła wielką próbę. – Musiałam trzy miesiące leżeć. A cały dom był na głowie męża. W tym malutki Łukaszek – opowiada pani Małgosia. – Żeby Ania urodziła się zdrowa, musiałam bardzo uważać, niemal nie wstawałam z łóżka. A jednak czułam się bezpieczna, bo czułam moc modlitwy. Modliły się za mnie nasze dzieci, mąż, dalsza i bliższa rodzina. I Ania urodziła się o czasie. I zdrowiuteńka. Basia zaczyna śpiewać: „Błogosławieństwo Pana nad tobą. W Jego imieniu błogosławimy cię” – o tak właśnie błogosławimy rodziców! Wojtek też nuci, i dodaje: – I nakładamy na ich głowy ręce. Za rodziców trzeba się modlić!

Taka rodzinna tradycja

A skąd się to rodzinne błogosławienie wzięło? Z tradycji, z doświadczenia… I ze starszych pokoleń. – Gdy spotykamy się w szerszym rodzinnym gronie, na imieninach czy urodzinach kogoś bliskiego, prócz tradycyjnego „sto lat”, po prostu modlimy się za jubilata czy solenizanta – opowiada pan Krzysztof. – A ja z doświadczenia wiem, że trzeba błogosławić dzieci, bo one tego bardzo potrzebują. Wojtuś nie zaśnie, zanim nie nakreślę na jego czole znaku krzyża. Kilka lat temu, kiedy Wojtuś był malutki, tak nieszczęśliwie się przewrócił, spadł na gałąź, że na brzuszku pokazała się przepuklina. Duża... Wojtek straszliwie płakał. Tata wziął go na ręce i natychmiast do samochodu. Jak najszybciej się dało, zawiózł na ostry dyżur do szpitala. – Widziałem, że sprawa może być poważna. Przestraszyłem się bardzo. Po drodze niemal płakałem. Cały czas modliłem się za syna...

Ojciec ojcu

– Na miejscu, w szpitalu, krzyczałem do lekarzy, że wiozę dziecko z przepukliną – opowiada dalej pan Krzysztof. – Natychmiast się nim zajęli. Ale okazało się, że po przepuklinie nie było ani śladu! Lekarka patrzyła na mnie podejrzliwie. Nie wierzyła, że mały jeszcze chwilę wcześniej był poważnie chory. A przecież był... Wierzę, że to Pan Bóg Wojtusia uzdrowił. Wysłuchał szczerej modlitwy ojca... Od tamtej pory pan Krzysztof niemal przy każdej trudnej sytuacji, błogosławi swoje dzieci i modli się za nie. – Mówię Panu Bogu tak: „Ty jesteś moim Ojcem. Ja jestem Twoim dzieckiem, synem. Ja nie zostawiam moich dzieci w potrzebie, i Ty mnie nie zostawiaj. Pomóż mi”. I pomaga. Bo przecież każdy Ojciec kocha swoje dzieci. A dzieci kochają Ojca.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Błogosławieństwo Wilków

dodane 22.01.2015 09:58

Agata Puścikowska

MGN 10/2014 |

Co robić, gdy w rodzinie przychodzą trudne chwile? Prosić najlepszego Ojca o pomoc. Wysłucha.

Błogosławieństwo Wilków   Jakub Szymczuk /foto gość – Wierzymy w wielką moc błogosławieństwa – mówią rodzice i dzieci

M ieszkają w podwar- szawskim Świdrze. Mama Mał-gosia, tata Krzysztof i piątka dzieci. Najstarszy, 11-letni Wojtek, następnie 9-letnia Basia, 7-letni Grześ. I maluszki: półtoraroczny Łukaszek i trzymiesięczna Ania. I byliby całkiem zwykłą, kochającą się rodziną, gdyby...

Gdy jest trudno, gdy jest źle

– Modlimy się codziennie wieczorem, wszyscy razem – mówi pani Małgosia. – „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo”, „Pod Twoją obronę...” Modlimy się też swoimi słowami, każde dziecko tak, jak umie. Prosimy Boga o różne łaski, dziękujemy Mu i przepraszamy. – I modlimy się też za dwóch zaprzyjaźnionych księży – mówi pan Krzysztof. – Zawsze w piątki prosimy w ich intencjach. Dzieci doskonale o tym pamiętają i wiedzą, że księżom to bardzo potrzebne. A kiedy pojawiają się problemy, gdy rodzina musi pokonać jakąś trudność... – Wtedy błogosławimy rodziców! – mówią jednocześnie Wojtek i Basia. – Jak tatuś jedzie w delegację, gdy mamusia jest chora... – Tak, tak. My błogosławimy dzieci, a one nas – przyznają rodzice. – Jakoś to u nas naturalnie wychodzi, bez przymusu. Wierzymy w wielką moc błogosławieństwa.

Ręce na głowy

Kiedy pani Małgosia była w piątej, zagrożonej poronieniem, ciąży, rodzina przeszła wielką próbę. – Musiałam trzy miesiące leżeć. A cały dom był na głowie męża. W tym malutki Łukaszek – opowiada pani Małgosia. – Żeby Ania urodziła się zdrowa, musiałam bardzo uważać, niemal nie wstawałam z łóżka. A jednak czułam się bezpieczna, bo czułam moc modlitwy. Modliły się za mnie nasze dzieci, mąż, dalsza i bliższa rodzina. I Ania urodziła się o czasie. I zdrowiuteńka. Basia zaczyna śpiewać: „Błogosławieństwo Pana nad tobą. W Jego imieniu błogosławimy cię” – o tak właśnie błogosławimy rodziców! Wojtek też nuci, i dodaje: – I nakładamy na ich głowy ręce. Za rodziców trzeba się modlić!

Taka rodzinna tradycja

A skąd się to rodzinne błogosławienie wzięło? Z tradycji, z doświadczenia… I ze starszych pokoleń. – Gdy spotykamy się w szerszym rodzinnym gronie, na imieninach czy urodzinach kogoś bliskiego, prócz tradycyjnego „sto lat”, po prostu modlimy się za jubilata czy solenizanta – opowiada pan Krzysztof. – A ja z doświadczenia wiem, że trzeba błogosławić dzieci, bo one tego bardzo potrzebują. Wojtuś nie zaśnie, zanim nie nakreślę na jego czole znaku krzyża. Kilka lat temu, kiedy Wojtuś był malutki, tak nieszczęśliwie się przewrócił, spadł na gałąź, że na brzuszku pokazała się przepuklina. Duża... Wojtek straszliwie płakał. Tata wziął go na ręce i natychmiast do samochodu. Jak najszybciej się dało, zawiózł na ostry dyżur do szpitala. – Widziałem, że sprawa może być poważna. Przestraszyłem się bardzo. Po drodze niemal płakałem. Cały czas modliłem się za syna...

Ojciec ojcu

– Na miejscu, w szpitalu, krzyczałem do lekarzy, że wiozę dziecko z przepukliną – opowiada dalej pan Krzysztof. – Natychmiast się nim zajęli. Ale okazało się, że po przepuklinie nie było ani śladu! Lekarka patrzyła na mnie podejrzliwie. Nie wierzyła, że mały jeszcze chwilę wcześniej był poważnie chory. A przecież był... Wierzę, że to Pan Bóg Wojtusia uzdrowił. Wysłuchał szczerej modlitwy ojca... Od tamtej pory pan Krzysztof niemal przy każdej trudnej sytuacji, błogosławi swoje dzieci i modli się za nie. – Mówię Panu Bogu tak: „Ty jesteś moim Ojcem. Ja jestem Twoim dzieckiem, synem. Ja nie zostawiam moich dzieci w potrzebie, i Ty mnie nie zostawiaj. Pomóż mi”. I pomaga. Bo przecież każdy Ojciec kocha swoje dzieci. A dzieci kochają Ojca.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |