nasze media Najnowszy numer MGN 06/2018

Adam Śliwa

|

MGN 10/2013

dodane 12.12.2013 10:02

Pałac na torach

Elegancki, bardzo kosztowny, niezwykle wygodny. Zawsze budzi sensację.

Belgijski biznesmen Ge-orges Nagelmackers wymyślił pociąg, który połączyłby krańce Europy, którym mogliby podróżować najbogatsi, szukający przygód i pięknych wrażeń. O zjednoczonej Europie jeszcze wtedy nie było mowy, więc taki pomysł wydawał się nierealny. A jednak 4 października 1883 roku z paryskiego dworca w swoją pierwszą podróż wyruszył pociąg nazwany Orient Expressem. Nagelmackers dostał pozwolenie na przejazd przez kraje Europy Wschodniej aż po wybrzeże Morza Czarnego.

Fraki i jedwabne pończochy

Już na pierwszy rzut oka Orient Express wyróżniał się wśród szarych pociągów pięknie lśniącymi granatowymi wagonami. Wzrok przykuwały złote ozdoby i stewardzi w niebieskich mundurach czekający na pasażerów. Każdego odprowadzali do przedziałów. Podróżni nie taszczyli za sobą ciężkich waliz ani toreb. Bagaże miały osobny wagon. W przedziałach czekała wielka wygodna kanapa, a na szklanym stoliku stała urocza lampka. W specjalnej szafie ukryto kącik do codziennej toalety z niewielką umywalką, lustrem i półeczką. Wszystkie meble, podłogi wykonano z najlepszego drewna. Niektóre ściany wyłożono jedwabiem a fotele obito skórą. W tak eleganckim pociągu pasażerowie i obsługa Orient Expressu też byli eleganccy, ubrani w kosztowne stroje. Kronikarze podają, że podczas pierwszej podróży wagon restauracyjny Orient Expressu rozświetlało światło świec na wielkich świecznikach. A kelnerzy w perukach, frakach i jedwabnych pończochach podawali gościom doskonałe potrawy i najlepsze wina przy muzyce na żywo.

Składane kanapy

Podczas gdy trwała wytworna kolacja, stewardzi zamieniali przedziały w wygodne sypialnie. Składane kanapy trzeba było rozłożyć, przygotować pościel i zostawić domowe pantofle. Właściwie o każdej porze, kiedy tylko pasażer był zmęczony, specjalnym dzwonkiem mógł wezwać stewarda, który natychmiast zmieniał przedział w sypialnię. Pierwsza podróż Orient Expressem w 1883 roku kosztowała 500 franków w złocie. Pociąg wyruszył z Dworca Wschodniego w Paryżu i przez Monachium, Wiedeń dotarł do Giurgiu w Rumunii. Tam pasażerowie przesiedli się na prom, przepłynęli przez Dunaj i w Ruse w Bułgarii jechali dalej, do Konstantynopola (dziś Stambuł) w Turcji. Sześć lat później, już bez przesiadki, pociąg jechał niemal 3 tysiące km z Paryża do Konstantynopola przez Budapeszt, Belgrad, Bukareszt, 67 godzin z zawrotną prędkością 80 km/h. Pasażerami oprócz bankierów, dyplomatów i ówczesnych biznesmenów byli rządzący państwami. Podobno car Bułgarów Borys III osobiście prowadził lokomotywę, gdy pociąg przejeżdżał przez jego kraj. Tunel dla Expressu Razem ze zmianami politycznymi szukano nowych tras dla luksusowego ekspresu. Jednak pierwszy kurs, który połączyłby Europę Zachodnią ze Wschodnią, zatrzymała I wojna światowa. W tym konflikcie jednak jeden z wagonów – nr 2419 – miał swój udział. Przerobiono go na salonkę marszałka Focha. W nim Niemcy poprosili o rozejm w 1918 roku, a podczas kolejnej wojny podpisano akt kapitulacji Francji. Od razu po I wojnie światowej próbowano uruchomić trasę na południu Europy, ale przeszkodą były Alpy. Problem rozwiązał dopiero niemal 20-kilometrowy tunel Simplon na wysokości ok. 700 m n.p.m., łączący miasta Brig w Szwajcarii i Domodossola we Włoszech. Trasa przebiegała pięknymi okolicami Lozanny, Mediolanu i Triestu. I dzięki temu do Stambułu pociąg zwany Simplon Orient Express docierał w 56 godzin. Trzecią trasą, równie ciekawą podróżował Arlberg Orient Express, który z Paryża przez Zurych, Innsbruck i Budapeszt docierał aż do Aten. Niestety, po II wojnie światowej trzeba było z niej zrezygnować, bo trasa wiodła przez Jugosławię, której granice na 6 lat zamknięto. Na wschodzie Europy komuniści wciąż zmieniali trasy Orient Expressu. Jedynie Simplon zamieniony na Direct jeździł w miarę regularnie. Ale też nie zawsze do Stambułu, czasami do Aten a czasami do Belgradu. Pewnego rodzaju konkurencją dla Orient Expressu stał się szybki pociąg TGV (teżewe), wprowadzony na francuskie tory kolejowe.

Niekończąca się historia

W 1977 roku Orient Express ostatni raz pojechał do Stambułu i wydawało się, że to koniec legendarnego pociągu. Jednak pięć lat później amerykański milioner James Sherwood postanowił odkupić i odnowić luksusowe wagony sypialne i restauracyjne. I właściwie – choć legendarny Orient Express nie dogoni ultraszybkich ekspresów – to całkiem dobrze udało się go odtworzyć. Dzięki Sherwoodowi całkiem nowy pociąg Venice-Simplon Orient Express wyruszył z Wenecji do Paryża w swoją pierwszą podróż. I kursuje do dziś na trasie Londyn–Wenecja, ale zdarzają się trasy wyjątkowe. Każdego roku przejeżdża przez Polskę. Zresztą w naszym kraju Orient Express ma swoją historię, ale to dłuższa opowieść. W sierpniu natomiast cały skład pędzi zawsze słynną trasą z Paryża do Stambułu. Venice-Simplon Orient Express jest pociągiem turystycznym. Nie zabiera pasażerów na stacjach swojego przejazdu. Jedynie na stacji początkowej wsiadają najbogatsi, by przeżyć wyjątkowe chwile i podziwiać Europę z innej perspektywy. Venice-Simplon Orient Express pozostał symbolem tego, co w pociągach najlepsze.

« 1 »
oceń artykuł

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    Slotkakotka
    ostatnia aktywność: 06.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 2
    Riri
    ostatnia aktywność: 21.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 10
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 08.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 86
  • 4
    LidiaKędra
    ostatnia aktywność: 02.05.2018
    łączna liczba komentarzy: 1
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 24.03.2018
    łączna liczba komentarzy: 55