Bombowa fabryka

dodane 03.10.2013 12:12

Adam Śliwa

MGN 01/2013 |

zobacz galerię 

Czerwone, złote, niebieskie, okrągłe, w kształcie Mikołaja, serca, czy aniołka. Wszystkie ze szkła i wszystkie spotkają się na choince.

Bombowa fabryka   Henryk Przondziono/GN

Światełka na zielonym drzewku odbijają się w błyszczących różnymi kolorami bombkach. Wystarczy strącić jedną, by zobaczyć, że rozbita na małe kawałki w środku jest... srebrna. W fabryce bombek Vitbis w Złotoryi dowiedzieliśmy się, dlaczego. Jak powstają kolorowe ozdoby choinkowe?

Sala ogniowa
W pierwszej sali przy stołach bucha ogniem kilkanaście palników. Teraz już wiemy, dlaczego jest tu tak bardzo gorąco. Ogień ma temperaturę 1100 stopni Celsjusza. Szklaną rurkę pracownik rozgrzewa do czerwoności tak, aż zrobi się miękka jak plastelina. Szkło jest takie samo jak w świetlówkach, sodowo-krzemianowe.
Potem trzeba dmuchać w rurkę pompując powietrze tak samo, jak w balonik aż do właściwego rozmiaru bombki. – Ozdoby o innych kształtach też robi się ręcznie – tłumaczy pani Agnieszka Barszczuk, oprowadzająca nas po fabryce. – Ale gorące szkło umieszcza się w specjalnej formie o kształcie Mikołaja, żaby, aniołka, serca a nawet ogórka. W niektóre mniejsze, okrągłe bombki dmuchają maszyny, ale i one działają podobnie jak płuca człowieka, czyli delikatnie pompują przyszłą bombkę.

Sala kolorowa
Następna sala mieni się wszystkimi kolorami tęczy. – Podstawowych kolorów jest 40 – tłumaczy pan Janusz Prus, prezes fabryki. – Najpopularniejsze są oczywiście bombki czerwone i złote. Ale żeby bombka miała żywy kolor, najpierw trzeba ją posrebrzyć.
Można się o tym przekonać zdrapując lakier ze starej, zniszczonej bombki. Co się okazuje? Po usunięciu kolorowej warstwy, bombka pozostaje srebrna. Jak to możliwe skoro jest szklana?
– Bombki są srebrzone od środka – tłumaczy pani Agnieszka. – Do wnętrza wlewa się roztwór azotanu srebra. Potem potrząsa się bombką, żeby srebro szczelnie pokryło ścianki bombki. Na szczęście większość bombek wytrząsają maszyny. Wyścielone srebrem bombki jadą następnie na specjalnej taśmie i... nurkują w lakierze. Po wynurzeniu suszą je gorące lampy. – Bombki, które mają być przeźroczyste, bez srebrzenia trafiają od razu do lakierowania – dodaje pani Agnieszka.

Sala ciszy
W kolejnej hali, bez szumu maszyn, żaru palników i zapachu lakieru, w ciszy z niesamowitą zręcznością kilkanaście osób na lakierowanych bombkach maluje pędzelkami kolorowe, wymyślne wzory. Na jednych powstają kwiaty, na innych gwiazdki, wijące się szlaczki, a nawet stajenki, choinki czy zaśnieżony kościół. Można też inaczej. Na czerwonej bombce powstał właśnie misterny wzorek namalowany klejem. Przysypany złotym brokatem będzie mienić się jeszcze bardziej. Wokół na regałach czekają już setki gotowych bombek. – Produkujemy 100 tysięcy bombek dziennie – wyjaśnia pan prezes. – Już od wakacji pracuje u nas znacznie więcej ludzi, żeby zdążyć przed świętami – dodaje.
Jest też w tej hali stolik wyjątkowy. Tu malowane są bombki, jakie pamiętają na pewno dziadkowie. Pastelowe bombki mają z boku wgłębienie w kształcie rozetki. – To kolekcja sentymentalna – mówi pan prezes. – Udało nam się znaleźć stare katalogi i dzięki temu odtwarzamy bombki, które wielu ludziom przypominają dzieciństwo.
Bombki ze Złotoryi trafiają też za granicę. Wtedy na pudełko nakleja się logo firmy Vitbis. W naszych sklepach bardzo łatwo odróżnić polskie ozdoby od chińskich.
– Nasze są delikatniejsze – wyjaśnia pan Janusz Prus. – Chińskie odlewane są z grubego szkła, bo maszyna nigdy nie zrobi takiej bombki jak wydmuchiwana przez naszych pracowników.

Sala pudełek
To ostatnia sala. Tu bombki dostają zawieszkę i lądują w odpowiednich pudełkach. Stąd pojadą do sklepów i supermarketów. A nawet do pałacu prezydenta i do parlamentu. – Prawie co roku dopasowujemy bombki do poszczególnych sal pałacu prezydenckiego. Kiedyś po przemówieniu noworocznym prezydenta dzwonili do nas ludzie, prosząc o kolekcję bursztynową, którą widać było na choince stojącej w pałacu – uśmiecha się pani Agnieszka.
Wśród specjalnych bombek była też kolekcja dla Jana Pawła II. Czasem ktoś zamawia bombki-cegiełki, które potem sprzedawane są na jakiś dobry cel.
Po bombkach można też poznać do jakiego kraju jadą. – Na przykład we Francji kolory są znacznie delikatniejsze – wyjaśnia pan Janusz Prus. – Pięknie wyglądają też bombki „z dziurą”. Do takiej bombki można włożyć na przykład świeczkę.
– A kiedy z tyłu namalowany jest kościół z przeźroczystymi oknami, to w ciemności wygląda to tak, jakby naprawdę w środku świeciły się światła – mówi pani Agnieszka Barszczuk. A jaką choinkę ma w domu prezes fabryki bombek? – Najbardziej podoba mi się choinka staropolska, czyli tradycyjna i kolorowa – odpowiada.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Bombowa fabryka

dodane 03.10.2013 12:12

Adam Śliwa

MGN 01/2013 |

zobacz galerię 

Czerwone, złote, niebieskie, okrągłe, w kształcie Mikołaja, serca, czy aniołka. Wszystkie ze szkła i wszystkie spotkają się na choince.

Bombowa fabryka   Henryk Przondziono/GN

Światełka na zielonym drzewku odbijają się w błyszczących różnymi kolorami bombkach. Wystarczy strącić jedną, by zobaczyć, że rozbita na małe kawałki w środku jest... srebrna. W fabryce bombek Vitbis w Złotoryi dowiedzieliśmy się, dlaczego. Jak powstają kolorowe ozdoby choinkowe?

Sala ogniowa
W pierwszej sali przy stołach bucha ogniem kilkanaście palników. Teraz już wiemy, dlaczego jest tu tak bardzo gorąco. Ogień ma temperaturę 1100 stopni Celsjusza. Szklaną rurkę pracownik rozgrzewa do czerwoności tak, aż zrobi się miękka jak plastelina. Szkło jest takie samo jak w świetlówkach, sodowo-krzemianowe.
Potem trzeba dmuchać w rurkę pompując powietrze tak samo, jak w balonik aż do właściwego rozmiaru bombki. – Ozdoby o innych kształtach też robi się ręcznie – tłumaczy pani Agnieszka Barszczuk, oprowadzająca nas po fabryce. – Ale gorące szkło umieszcza się w specjalnej formie o kształcie Mikołaja, żaby, aniołka, serca a nawet ogórka. W niektóre mniejsze, okrągłe bombki dmuchają maszyny, ale i one działają podobnie jak płuca człowieka, czyli delikatnie pompują przyszłą bombkę.

Sala kolorowa
Następna sala mieni się wszystkimi kolorami tęczy. – Podstawowych kolorów jest 40 – tłumaczy pan Janusz Prus, prezes fabryki. – Najpopularniejsze są oczywiście bombki czerwone i złote. Ale żeby bombka miała żywy kolor, najpierw trzeba ją posrebrzyć.
Można się o tym przekonać zdrapując lakier ze starej, zniszczonej bombki. Co się okazuje? Po usunięciu kolorowej warstwy, bombka pozostaje srebrna. Jak to możliwe skoro jest szklana?
– Bombki są srebrzone od środka – tłumaczy pani Agnieszka. – Do wnętrza wlewa się roztwór azotanu srebra. Potem potrząsa się bombką, żeby srebro szczelnie pokryło ścianki bombki. Na szczęście większość bombek wytrząsają maszyny. Wyścielone srebrem bombki jadą następnie na specjalnej taśmie i... nurkują w lakierze. Po wynurzeniu suszą je gorące lampy. – Bombki, które mają być przeźroczyste, bez srebrzenia trafiają od razu do lakierowania – dodaje pani Agnieszka.

Sala ciszy
W kolejnej hali, bez szumu maszyn, żaru palników i zapachu lakieru, w ciszy z niesamowitą zręcznością kilkanaście osób na lakierowanych bombkach maluje pędzelkami kolorowe, wymyślne wzory. Na jednych powstają kwiaty, na innych gwiazdki, wijące się szlaczki, a nawet stajenki, choinki czy zaśnieżony kościół. Można też inaczej. Na czerwonej bombce powstał właśnie misterny wzorek namalowany klejem. Przysypany złotym brokatem będzie mienić się jeszcze bardziej. Wokół na regałach czekają już setki gotowych bombek. – Produkujemy 100 tysięcy bombek dziennie – wyjaśnia pan prezes. – Już od wakacji pracuje u nas znacznie więcej ludzi, żeby zdążyć przed świętami – dodaje.
Jest też w tej hali stolik wyjątkowy. Tu malowane są bombki, jakie pamiętają na pewno dziadkowie. Pastelowe bombki mają z boku wgłębienie w kształcie rozetki. – To kolekcja sentymentalna – mówi pan prezes. – Udało nam się znaleźć stare katalogi i dzięki temu odtwarzamy bombki, które wielu ludziom przypominają dzieciństwo.
Bombki ze Złotoryi trafiają też za granicę. Wtedy na pudełko nakleja się logo firmy Vitbis. W naszych sklepach bardzo łatwo odróżnić polskie ozdoby od chińskich.
– Nasze są delikatniejsze – wyjaśnia pan Janusz Prus. – Chińskie odlewane są z grubego szkła, bo maszyna nigdy nie zrobi takiej bombki jak wydmuchiwana przez naszych pracowników.

Sala pudełek
To ostatnia sala. Tu bombki dostają zawieszkę i lądują w odpowiednich pudełkach. Stąd pojadą do sklepów i supermarketów. A nawet do pałacu prezydenta i do parlamentu. – Prawie co roku dopasowujemy bombki do poszczególnych sal pałacu prezydenckiego. Kiedyś po przemówieniu noworocznym prezydenta dzwonili do nas ludzie, prosząc o kolekcję bursztynową, którą widać było na choince stojącej w pałacu – uśmiecha się pani Agnieszka.
Wśród specjalnych bombek była też kolekcja dla Jana Pawła II. Czasem ktoś zamawia bombki-cegiełki, które potem sprzedawane są na jakiś dobry cel.
Po bombkach można też poznać do jakiego kraju jadą. – Na przykład we Francji kolory są znacznie delikatniejsze – wyjaśnia pan Janusz Prus. – Pięknie wyglądają też bombki „z dziurą”. Do takiej bombki można włożyć na przykład świeczkę.
– A kiedy z tyłu namalowany jest kościół z przeźroczystymi oknami, to w ciemności wygląda to tak, jakby naprawdę w środku świeciły się światła – mówi pani Agnieszka Barszczuk. A jaką choinkę ma w domu prezes fabryki bombek? – Najbardziej podoba mi się choinka staropolska, czyli tradycyjna i kolorowa – odpowiada.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |